100 lat temu urodził się mężny i odważny Rycerz Wiosny ŁKS

Dariusz Kuczmera
Dariusz Kuczmera
Stanisław Baran odbiera gratulacje za swą dobrą grę. Takich obrazków było wiele
Stanisław Baran odbiera gratulacje za swą dobrą grę. Takich obrazków było wiele Z archiwum Jacka Bogusiaka
Udostępnij:
Dziś mija 100 rocznica urodzin wybitnego piłkarza ŁKS Stanisława Barana. Urodził się 26 kwietnia 1920 roku Górze Ropczyckiej. Zmarł 12 maja 1993 roku w Łodzi. ŁKS już nigdy później nie był taki sam.

Wspomnienie o słynnym ełkaesiaku przygotował Jacek Bogusiak, kustosz tradycji ŁKS.
Stanisław Franciszek Baran pseudonim Matthews przyszedł na świat na Rzeszowszczyźnie. Był absolwentem gimnazjum. W latach 1934-1937 grał w piłkę w Resovii. W latach 1938-39 w Warszawiance. W czasie okupacji występował w konspiracyjnej drużynie Halniak Limanowa. Po wojnie zaczął grę w ŁKS. Występował w łódzkim klubie do 1958 roku. Z ŁKS zdobył Puchar Polski 1957, mistrzostwo Polski 1958. Rozegrał w ekstraklasie 173 mecze (ponad 16700 minut), strzelił 67 bramek. W reprezentacji Polski wystąpił 9 razy (osiem grając w ŁKS). Był jedynym reprezentantem Polski, który zagrał w meczach kadry przed wojną (27 sierpnia 1939 roku z Węgrami w Warszawie) i po jej zakończeniu.

To dzięki jego skutecznej grze narodzili się Rycerze Wiosny

W pamiętnym meczu, po którym ŁKS został okrzyknięty mianem Rycerzy Wiosny, czyli z Górnikiem w Zabrzu (5:1) strzelił dla ŁKS cztery gole. Śmiało można rzec, że on właśnie w największym stopniu sprawił, że taki przydomek przylgnął do ŁKS. Stanisław Baran był najbardziej rycerskim piłkarzem Rycerzy Wiosny. Takiemu postawieniu sprawy, Stanisław Baran byłby na pewno przeciwny. Rycerzami Wiosny została bowiem w równym stopniu cała drużyna - To był triumf całego kolektywu, w którym jeden grał za wszystkich, a wszyscy za jednego - mówił po latach Stanisław Baran.
Po zakończeniu kariery piłkarskiej poświęcił się pracy trenerskiej, prowadził grupy młodzieżowe w szkółce piłkarskiej Hala Sportowa Łódź i w ŁKS. Następnie prowadził drużyny ligowe w niższych ligach (Włókniarz Pabianice, Wisłoka Dębica, Radomiak, ponownie Włókniarz Pabianice, Włókniarz Łódź, Orzeł Łódź i Pilica Tomaszów Mazowiecki). Klubów dużo, ale w jego żyłach płynęła biało-czerwono-biała krew.
Jako trener najlepszy wynik z ŁKS osiągnął w 1956 roku, kiedy prowadzony przez niego zespół zajął czwarte miejsce. Był jednak dużo lepszym piłkarzem niż trenerem.

Pamiętny artykuł w Przeglądzie Sportowym

Przegląd Sportowy tak pisał o Stanisławie Baranie 20 kwietnia 1957 roku: „Weteran naszych boisk marzy o pobiciu rekordu Stanley Matthewsa”.
Oto fragmenty tamtego artykułu sprzed 63 lat, którego autorem był znany łódzki dziennikarz Głosu Robotniczego Mieczysław Wójcicki.
Staszka Barana nazywają niektórzy łodzianie polskim Matthewsem, z racji jego długiej kariery piłkarskiej, podobnej do angielskiego wirtuoza. Staszek Baran obchodzi bowiem w tym roku jubileusz 25 lat czynnej kariery piłkarskiej.
Stanisław Baran cieszy się wielką popularnością nie tylko w Łodzi, ale także w innych miasta, szczególnie w Rzeszowie. Tutaj stawiał pierwsze kroki piłkarskie w miejscowym, zasłużonym dla polskiego sportu klubie - Resovii. Przez kilka lat swej młodości był podporą rzeszowskiej drużyny. Za czasów Staszka Resovia odnosiła największe sukcesy.
Potem, w ostatnich latach przed wojną, talent jego podziwiać mogli warszawiacy. 16-letnie chłopiec już w roku 1938 znalazł miejsce w reprezentacji narodowej na mistrzostwach świata rozgrywanych we Francji. W meczu z Brazylią (5:6) w Strasbourgu nie brał jednak udziału: siedział na ławce rezerwowych i obserwował zmagania defensywy polskiej ze wspaniałym Leonidasem.
Pierwszy występ w reprezentacji Polski nastąpił w rok później. Tuż przed wybuchem drugiej wojny światowej odbyło się w Warszawie międzypaństwowe spotkanie Polska - Węgry. Staszek był znów w rezerwie, ale po przerwie kierownicy polskiego futbolu zdecydowali się wstawić go na prawym skrzydle. Staszek nie sprawił zawodu. Był jednym z tych, którzy walnie przyczynili się do zwycięstwa nad Węgrami (4:2).
Świetnie rozwijający się talent zahamowała wojna, a następnie okupacja hitlerowska. Ale i w tym okresie Staszek nie zerwał z piłką. W czasie okupacji Baran mieszkał w Limanowej, gdzie utworzył jedenastkę z miejscowych chłopaków. W tajemnicy przed władzami okupacyjnymi odbyły się tam dwa mecze, jakich obecni obywatele tej mieściny na pewno nie mają możności oglądać. Były to pojedynki z Garbarnią i Wisłą.
Powojenny okres kariery Stanisława Barana jest wszystkim na ogół dobrze znany. Nie warto się więc na ten temat szerzej rozpisywać. Należy jednak przypomnieć, że Baran bronił po wojnie 8 razy barw Polski w meczach międzypaństwowych, że był zawsze filarem drużyny ŁKS i pozostał nim nadal.
- Byłoby dla mnie duże wyróżnienie, gdyby władze naszego piłkarstwa, nie mając nikogo lepszego, pozwoliły mi jeszcze przywdziać koszulkę z Białym Orłem. Nie ukrywam, że przyjąłbym to wyróżnienie z największą radością. Ze swej strony dołożyłbym wszelkich starań, aby godnie wypełnić ten wielki obowiązek.

Największe sukcesy w ŁKS

Tyle artykuł o Stanisławie Baranie. Temat kadry był jednak dla niego zamknięty, ale wtedy rozkwitał jego ukochany ŁKS. W 1957 roku zajął z ŁKS trzecie miejsce w lidze, rok później został mistrzem Polski. W tamtej wspaniałej drużynie rozegrał 11 spotkań i strzelił 4 gole w drodze do mistrzowskiego tytułu. Po tym sezonie zakończył karierę piłkarską. Karierę, która nie była w pełni wykorzystana. Ale na stałe Stanisław Baran znalazł miejsce w sercach ŁKS. A już na pewno z wielkim podziwem wspomina go kustosz tradycji ŁKS Jacek Bogusiak.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Mistrzostwa w Polsce zwiększą popularność strzelectwa i rugby

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

A co ty tu robisz przy ŁKS-ie , kuczmera ? Kasę trzep na swoim ukochanym wstydzewie po..pier..dółko jedna .

Przejdź na stronę główną Dziennik Łódzki
Dodaj ogłoszenie