38 lat temu doszło do tragedii na największym łódzkim osiedlu

Anna Gronczewska
38 lat temu na tej tragedii mówiła cała Polska. Wybuch gazu w bloku na Retkini pochłonął osiem ofiar. Takiej tragedii powojenna Łódź nie pamiętała...Czytaj na kolejnych slajdach >>>
38 lat temu na tej tragedii mówiła cała Polska. Wybuch gazu w bloku na Retkini pochłonął osiem ofiar. Takiej tragedii powojenna Łódź nie pamiętała...Czytaj na kolejnych slajdach >>>Janusz Kubik
Udostępnij:
38 lat temu na tej tragedii mówiła cała Polska. Wybuch gazu w bloku na Retkini pochłonął osiem ofiar. Takiej tragedii powojenna Łódź nie pamiętała...

Była środa, 7 grudnia 1983 roku. Świeciło słońce, był lekki mróz. Dzień wcześniej dzieci mieszkające w bloku przy ul. Dzierżyńskiego, dziś mieszącego się na ul.Armii Krajowej, odwiedził Mikołaj. Rano wielu jego mieszkańców poszło do szkoły, pracy. Tak jak Stanisław Szulczewski. Przed siódmą opuścił swoje mieszkanie w piątej klatce. Nie przeczuwał, że może zdarzyć coś złego. Tak jak zwykle wypił herbatę, spakował kanapki i poszedł na przystanek. Do domu wrócił po godzinie 14.00. Gdy wysiadał z autobusu nie wiedział, że kilkadziesiąt minut wcześniej w jego bloku doszło do tragedii. Ale gdy szedł od przystanku zaniepokoiło go, że wszędzie jest dym, dziwny swąd.

– Ale wtedy na Retkini było sporo gospodarstw rolnych – wspominał nam kilka lat temu Stanisław Szulczewski. – W jednym z nich chodziła młocarnia, więc pomyślałem że to od niej ten dym i swąd

...
Przeszedł kilkadziesiąt metrów dalej i zamarł. Jego blok był ogrodzony, wszędzie stali milicjanci. Nie patrzył na nic. Przeskoczył przez zapory i pobiegł zobaczyć co z jego mieszkaniem. Odetchnął, gdy zobaczył jego okna. W pokoju stołowym były nawet szyby...
Stanisław Szulczewski opowiadał nam, że początkowo nie było widać rozmiaru tragedii. Wokół tylko para, dym. Dopiero po pewnym czasie zobaczył, że jego blok nie ma dwóch pierwszych klatek.

– Zamiast klatek była kupa gruzu, która sięgała po pierwsze piętro! – mówił pan Stanisław

.
Kiedy doszło do tragedii w domu była jego synowa z małym dzieckiem. Nagle usłyszała wielki huk. W oknie w kuchni wypadła szyba. Wyjrzała przez nie. Ulicą biegła jakaś kobieta i wołała: Pani uciekaj szybko, bo się blok wali...Nie czekała długo. Wzięła dziecko i wybiegła na ulicę...
Do wybuchu doszło około godziny 13.30...Na miejscu tragedii pojawiły się karetki pogotowia, straż, milicja. Jak pisali reporterzy „Odgłosów” spod gruzu wydobyto 2-letnią dziewczynkę. Nie doznała większych obrażeń...Potem usłyszano głos kobiety uwięzionej w gruzie płyt. Wzywała pomocy...Była w szoku i ciężko ranna w nogi. Potem spod gruzów ratownicy wyciągnęli 13-letniego Darka...Jeszcze żył
W sumie wybuchł pochłonął osiem ofiar. Jak potem jednak podawano w prasie jedna z kobiet, Jadwiga Dziurdzińska zmarła w szpitalu im, Madurowicza. Nie była jednak ofiarą wydobytą z gruzów zawalonego bloku. Była bezpośrednim świadkiem wybuchu i umarła na skutek doznanego szok.

Nie przeżył też 14-letni Darek Kaszuba. Umarł w szpitalu im. Kopernika. Doznał krwiaka mózgu, odmrożeń, doszło do niewydolności nerek...Podobno tuż przed wybuchem przybiegł na chwilę do domu, by wprowadzić psa. Miał za chwilę wyjść..7 grudnia 1983 roku w gruzach bloku nr 214 zginęła też Janina Kamińska oraz pięcioosobowa rodzina Gerstmannów: Stanisław, Helena, Przemysław, Krzysztof i Bartek. Profesor Stanisław Gerstmann był wybitnym psychologiem, a jego syn Przemysław nadzieją polskiej psychologii. Obaj pracowali na Uniwersytecie Łódzkim. Z książek profesora do dziś uczą się studenci psychologii. Doktor Przemysław Gerstmann, syn profesora, miał kontynuować dzieło ojca. Był świetnie zapowiadającym się naukowcem. Bardzo kontaktowym, lubianym przez studentów, zżyty z nimi.

Podobno też przez wybuchem robotnicy przebiegli po mieszkaniach i prosili lokatorów, by opuścili mieszkanie. Zadzwonili też do Gerstmannów. Odwiedził ich syn Krzysztof, który mieszkał na morzem. Przyjechał po wózek dla swojego nienarodzonego jeszcze dziecka. Gerstmannowie mieli powiedzieć, że kończą właśnie obiad i zaraz wyjdą. Tego dnia wszyscy mieli odprowadzić Krzysztofa na dworzec...

Stanisław Szulczewski wspominał, że po tragedii na trzy dni wyprowadzono wszystkich mieszkańców bloków. Ci co chcieli poszli do hotelu, inni do rodziny, znajomych. Przed klatkami stali milicjanci i pilnowali, by nikt nie wszedł do środka.
Po tej tragedii wszystkim lokatorom bloku nr 214 zaproponowano inne mieszkania. Wiele osób zdecydowało się na wyprowadzkę. Dostali nowe M na Retkini, Chojnach, Radogoszczu. Ze zburzonych klatek nikt nie wrócił do starych mieszkań.
Po tragedii przez jakiś czas na Wszystkich Świętych ludzie palili znicze w miejscu wybuchu.. Dlaczego doszło do wybuchu? Robotnicy od kilku dni prowadzili odwodnienie bloku. Koparka uszkodziła przewód gazowy...

Ruszyła budowa bariery na granicy polsko-białoruskiej

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
7 grudnia, 10:33, Gość:

Wrażenia wrażeniami ale przyczyna jest najbardziej istotna , dlaczego gaz wybuchł ?

Przecież na końcu jest to napisane

Dodaj ogłoszenie