AgroUnia chce zmienić system cen żywności w sklepach i wprowadzić dodatkową stawkę. Ma być wiadomo, za ile rolnik sprzedał swój produkt

Alicja Zboińska
Alicja Zboińska

Wideo

Udostępnij:
Rolnicy z AgroUnii chcą rewolucji w systemie cen dotyczących żywności w naszych sklepach. Przy artykułach spożywczych miałyby się bowiem znaleźć dwie ceny: tradycyjna oraz ta, którą rolnik otrzymał za sprzedaż towaru. Ma to związek z drożejącą żywnością.

Michał Kołodziejczak, rolnik spod Błaszek koło Sieradza, lider AgroUnii, uważa że obecny system informowania o cenach żywności jest niewystarczający. Z tego powodu m.in. to rolnicy są powszechnie obwiniani za rosnące ceny żywności, a - jak twierdzi Kołodziejczak - nie mają z tym nic wspólnego.

Jaka ma być cena?

- Cena powinna zawierać dwie informacje - mówi Michał Kołodziejczak. - Jedną o tym, ile ma zapłacić klient za towar, a drugą, ile ten towar kosztował u rolnika, czyli za ile on go sprzedał. Ceny żywności rosną, wiele osób ma przekonanie, że to wina rolników, a to kompletnie mija się z prawdą. Wystarczą proste przykłady: sadownik sprzedaje kilogram jabłek za 60 groszy, tymczasem w sklepie klient za niego płaci 3,5 - 4 zł. Za kilogram ziemniaków rolnik dostaje 60 groszy, klient płaci natomiast 3,5 zł. Nie dotyczy to tylko cen owoców i warzyw, ale całej żywności.

Kiedy produkcja jest opłacalna?

Michał Kołodziejczak podaje przykład mięsa: hodowca świń za kilogram mięsa otrzymuje 4 zł, natomiast w sklepie klienci płacą ponad 20 zł za kilogram surowego mięsa i 35-40 zł za kilogram wędliny. Lider AgroUnii zaznacza, że rolnicy nie tylko nie zyskują, ale wręcz tracą na produkcji żywności. Wyliczył, by była ona opłacalna, to kilogram jabłek sadownik powinien sprzedawać nie za 60 groszy, tylko za 1,1 zł, a cena kilograma ziemniaków w w skupie powinna wzrosnąć z 50 do 90-95 groszy, natomiast kilograma mięsa ze świni z 4 do 6 zł.

- Skoro rolnik dostaje grosze za ciężką pracę, a żywność w sklepach jest coraz droższa, to znaczy, że zarabiają na niej pośrednicy i handlowcy - dodaje Michał Kołodziejczak. - Zmiana systemu uwidaczniania cen uświadomiłaby to klientom. Chcemy na ten temat rozmawiać z ministrem rolnictwa.

Naukowiec rozumie intencje, ale...

Zdaniem prof. Piotra Krajewskiego z Katedry Makroekonomii Uniwersytetu Łódzkiego, można zrozumieć intencje, jakie przyświecają rolnikom, ale już niekoniecznie spełnić ich postulat.

- To, że koszt produktu stanowi niewielką część końcowej ceny towaru, nie jest niczym nadzwyczajnym - mówi prof. Krajewski. - W rozwiniętych gospodarkach cenne jest to, co jest związane z czasem pracy, natomiast rolnictwo jest w dużej mierze zmechanizowane. Tymczasem do żywności w sklepach trzeba doliczyć czas pracy sprzedawcy, wcześniej kierowcy dostarczającego towar. Trudno zresztą oczekiwać, by np. przy zabawkach podawać koszt produkcji plastiku, z którego się składają, a przy samochodach koszt produkcji blachy.

Naukowiec radzi rolnikom, by zamiast domagać się zmiany sposobu pokazywania cen, przygotowali kampanię informacyjną na ten temat.

Z którego zakładu jest towar?

AgroUnia chciałaby dokonać jeszcze jednej zmiany w informacjach dotyczących żywności w sklepach. Przy produktach spożywczych powinny się - według rolników - znaleźć informacje o tym, czy towar został wyprodukowany przez lokalnego wytwórcę, z najbliższej okolicy czy też został sprowadzony z innej części kraju. Ma to ułatwić robienie lokalnych zakupów.

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

B
Bartek
Proponuję jeszcze jedna informację ile podatków zapłacił sprzedawca państwu
R
Rem
Czesi i Rumuni już nie chcą polskiego mięsa że względu na zawartość antybiotyków i pałeczek salmonelli to teraz chcą sprzedawać to mięso w Polsce.
a
aas
Całe szczęście,że na rynku panuje konkurencja.Jeżeli naszym chłopom nie odpowiada cena to są konkurenci w Danii,Macedonii,Grecji.
Dodaj ogłoszenie