MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Aleksandra Król: Miałam pecha, że od razu trafiłam na Ester Ledecką [ROZMOWA]

Daniel Ludwiński
Daniel Ludwiński
Aleksandra Król przegrała swój ćwierćfinał równoległego slalomu giganta i nie awansowała do strefy medalowej. Porażka z Ester Ledecką z pewnością nie przynosi jednak wstydu polskiej snowboardzistce - jej rywalka była poza zasięgiem kogokolwiek i po raz drugi z rzędu wywalczyła mistrzostwo olimpijskie.

Korespondencja własna z Zhangjiakou

Najkrócej mówiąc: ach, ta Ester!
Dokładnie tak... Miałam trochę pecha, że od razu na nią trafiłam. Próbowałam na nią naciskać, wywierać na nią presję i walczyć do samego końca, ale miałam twardy orzech do zgryzienia. Nie udało się, wywróciłam się i kończę zawody na ósmym miejscu.

Ester Ledecka jest w ogóle do pokonania?
Mogę się pochwalić, że na treningach z nią wygrywałam, ale przyszły zawody i przegrałam. Wszystko zależy od przejazdu. Myślę, że nie jest nie do pokonania, bo na Pucharach Świata zdarzało się, że inne dziewczyny potrafiły z nią wygrać. W Pekinie jeździła jednak przepięknie. Nie zrobiła żadnego błędu i zasłużyła na zwycięstwo.

Czy w tym konkretnym przejeździe dało się zrobić coś więcej, by spróbować wygrać z Ledecką?
Trudno powiedzieć, bo nie widziałam jeszcze tego przejazdu, więc nie mogę być pewna. Wydaje mi się, że nie popełniłam żadnego dużego błędu, choć może za wolno wystartowałam z bramy. To są już jednak rzeczy minimalne. Na pewno dawałam z siebie wszystko i walczyłam.

Przed igrzyskami mówiła pani, że jedzie do Pekinu po medal. Jest miejsce w czołowej ósemce - czy to duży niedosyt, czy też klasa rywalki choć trochę go gasi?
Niedosyt będzie zawsze, bo wiem, że stać mnie na lepszy wynik. Ja naprawdę wierzyłam, że będę walczyć tu o medal. Nie wyszło, ale taki jest ten sport. Przegrałam z najlepszą zawodniczką i to jest dla mnie jedyne pocieszenie.

Co dalej z karierą?
Na razie jeżdżę, choć zobaczymy, czy do następnych igrzysk, bo tego nie wiem i nie obiecam. Mam też inne plany - rodzina, dzieci. Brązowa medalistka urodziła jednak dziecko rok temu, a teraz jest tu na podium, więc wszystko jest możliwe. Będę jeździć tak długo, jak będzie mnie to cieszyć i sprawiać mi przyjemność.

Jak wyglądała trasa w porównaniu z tą z próby przedolimpijskiej w 2019 roku? Czy coś się zmieniło?
Ukształtowanie terenu jest generalnie takie samo. Wydaje mi się, że trochę się tu wypłaszczyło, choć może to tylko moje odczucie. Zupełnie inne jest za to ustawienie tyczek - wtedy nie było tych dwóch "bananów", tylko rytmiczny gigant. Ja czegoś takiego nie lubię i mówiłam już o tym trenerowi.

A jak można porównać trasę niebieską i czerwoną? Zawodnicy wybierali je różnie.
Każdy wybiera według swoich preferencji - ważne jest też to, na którą nogę się jeździ i czy woli się widzieć przeciwnika, czy też mieć go za plecami. Ja wybrałam trasę czerwoną, bo podobała mi się bardziej. Miałam na niej wcześniej lepszy czas, więc zdecydowaliśmy z trenerem, że jadę na niej. W kolejnym przejeździe już jej jednak nie miałam, bo trasę wybierała Ester Ledecka i również wolała czerwoną. Na niebieskiej też można było jednak wygrać. Były dokładnie takie same - trzeba było po prostu walczyć.

Oskar Kwiatkowski podkreślał już, że z piątki polskich zawodników, która tu startowała, trójka awansowała do czołowej szesnastki.
To bardzo fajny wynik. Jesteśmy mocną drużyną. Mam nadzieję, że snowboard będzie teraz coraz bardziej popularny. To wielkie emocje, walka trwa tu do końca i raz może wygrać szesnasty po kwalifikacjach, a raz pierwszy. Nigdy nic nie wiadomo.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Ewa Swoboda ze swoją Barbie!

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: Aleksandra Król: Miałam pecha, że od razu trafiłam na Ester Ledecką [ROZMOWA] - Sportowy24

Wróć na dzienniklodzki.pl Dziennik Łódzki