Andrzej Niemczyk: Na trenerkę jestem za stary, ale chętnie doradzę nowemu selekcjonerowi

Robert Małolepszy
Andrzej Niemczyk uważa, że w kadrze grało zbyt wiele przeciętnych zawodniczek, brakowało zaś tych najlepszych
Andrzej Niemczyk uważa, że w kadrze grało zbyt wiele przeciętnych zawodniczek, brakowało zaś tych najlepszych fot. Łukasz Kasprzak
Udostępnij:
Andrzej Niemczyk - trener, który zdobył dwa złota ME - ma dwóch swoich kandydatów na selekcjonera. Ma też gotowy skład nowej-starej kadry...

O czym rozmawiał Pan podczas poniedziałkowego spotkania z prezesem PZPS Pawłem Papkem. Chce Pan wrócić na ławkę trenerską reprezentacji Polski kobiet, która właśnie się zwolniła po rezygnacji trenera Piotra Makowskiego?
Na trenerkę już jestem za stary, ale chętnie doradzę nowemu trenerowi reprezentacji. Między innymi o tym rozmawiałem z Pawłem Papkem i jego zastępcą Witkiem Romanem. Przedstawiłem też swoją analizę tego, co było w kadrze i co być powinno.

Są już jacyś kandydaci do posady selekcjonera kadry kobiet?
Z tego co wiem, to w związku jest już ponad 10 ofert od różnych szkoleniowców. Ja wspieram dwóch, którzy zwrócili się do mnie o pomoc, proponując, bym został ich doradcą, gdyby oni objęli posadę trenera reprezentacji Polski kobiet.

Co to za szkoleniowcy?
Pierwszy to Turek Atay Dogu, który był moim asystentem, gdy pracowałem w Turcji - prowadząc zespoły VakifBank, a potem Eczacibasi. Potem on pracował m.in. w Niemczech, Szwajcarii, ostatnio prowadził plażową reprezentację Turcji. Ręczę za niego, że to dobry fachowiec. Drugi to Włoch Alesandro Chappini, znany z pracy w polskiej OrlenLidze z zespołem Atom Trefl Spot. On także zwrócił się do mnie z propozycją współpracy.

Dlaczego akurat jeden z tych dwóch trenerów miałby poprowadzić kadrę, oczywiście poza tym, że u boku będą mieli Pana - twórcę potęgi naszych "Złotek"?
Obaj przypominają mi Stéphane'a Antigę. Nie tylko pod względem charakteru. Chcą się uczyć. Są otwarci. Obaj już co nieco mówią, czy choć rozumieją po polsku. Chiappini dwa lata pracował już w Polsce, Dogu dzięki wieloletniej współpracy ze mną. Znajomość języka ojczystego zawodniczek jest niezwykle ważna w pracy trenera, zwłaszcza zespołu kobiecego.

Dlaczego?
Bo trener drużyny żeńskiej musi widzieć w swoich zawodniczkach najpierw kobiety, a dopiero potem siatkarki. Każda dziewczyna ma taki moment, że potrzebuje przyjść do trenera i szczerze z nim pogadać. Nie zawsze o siatkówce. Wtedy nie możesz sobie pomagać, wołając tłumacza. Dlatego bez względu na to, kto obejmie kadrę, jeśli będzie to obcokrajowiec, musi dostać od związku warunek, że w ciągu pół roku powinien już coś rozumieć, a po roku rozmawiać w miarę swobodnie. Ja, gdy pracowałem z Niemkami, to uczyłem się po 100-200 słówek dziennie. Już po paru tygodniach starałem się choć cokolwiek mówić po niemiecku. Czasami wychodziły z tego niezłe jaja. Ale dziewczyny przynajmniej się skupiały na tym, co mówię.

W środowisku mówi się, że faworytem w wyścigu po posadę selekcjonera jest włoski szkoleniowiec Chemika Police Giuseppe Cuccarini. Co Pan sądzi o tej kandydaturze?
Nie jest zła, ale musi być warunek - Cuccarini musi poświęcić się tylko pracy w kadrze. Nie może prowadzić jednocześnie klubu. Wprawdzie ja też kiedyś, w czasach pracy w Niemczech, łączyłem te dwie funkcje, ale to była zupełnie inna sytuacja. W klubie miałem większość kadrowiczek, zespół jako jeden z nielicznych trenował 30 godzin tygodniowo, podczas gdy reszta ekip ligowych trzy razy w tygodniu. Dziś już nie ma miejsca na łączenie funkcji. Zwłaszcza w sytuacji, w jakiej jest kadra. Jak się teraz nie odbijemy, spadniemy jeszcze niżej i znów będziemy czekać ze dwadzieścia lat na jakiś medal.

Wróćmy do spotkania z prezesami PZPS i pańskiej diagnozy, co było złego w naszej żeńskiej kadrze?
Reprezentację Polski prowadziłem dwa razy. Po tym jak skończyłem z nią pracować w 1977 roku, do 2003, gdy do niej wróciłem, prowadziło ją 13 trenerów. Wychodzi więc ok. dwa lata na trenera. Paru dobrych trenerów połamało sobie zęby na tej kadrze. Choćby Jurek Wagner zdobył ósme miejsce na ME. Po tym jak wróciłem, po czterech miesiącach, zdobyliśmy, może i trochę szczęśliwie, ale złoto. Dwa lata później było kolejne - całkowicie zasłużone. Po mnie jeszcze Jurek Matlak zdobył brąz. A potem znów zaczęła się karuzela trenerska.
Chce Pan powiedzieć, że bez Pana nie ma szans na wyniki?
Nie. Chcę powiedzieć, że wybór trenera jest bardzo ważny, ale równie ważna jest konsekwencja działaczy, by dać mu wolną rękę na realizowanie planu, który nakreślił. No i potem odpowiedzialność - ale nie tylko trenera. Jak się go zwalnia po dwóch latach, to znaczy, że się źle wybrało. Ten, który go zatrudniał, czyli prezes, też powinien czuć odpowiedzialność. Mnie Niemcy trzymali 10 lat, choć medali nie zdobywałem. Ale oni wiedzieli, że ja z tej drużyny, którą miałem, wyciskałem wszystko, co można. I za to powinno się rozliczać trenera. Nie za medale, ale za to, czy wyciągnął z drużyny jej maksimum. To jest mistrzostwo świata. Ale żeby wiedzieć, czy trener zrobił co mógł, trzeba od niego wymagać nie tylko prowadzenia treningów i meczów, ale też bardzo rzetelnej sprawozdawczości. Takiej, która nie tylko pokaże, co robił, ale też jak robił. Co dało mu sukces, co nie. To nie jest łatwe, bo nie wszyscy trenerzy chcą dzielić się taką wiedzą.

Jakie błędy popełnił trener Piotr Makowski?
Niepotrzebnie na siłę chciał odmładzać kadrę i robił to źle. Bo odmładzanie to nie znaczy wzięcie do zespołu tylko samych młodych dziewczyn, które choćby nie wiem jak zdolne były, same nie dadzą rady. A jak zaczną przegrywać, to potem mogą już zawsze przegrywać, zrobią się z nich przegrywaczki.

To jak powinien odmładzać kadrę?
Zacznijmy od tego, że Piotrek nie był konsekwentny. Najpierw stawiał tylko na młode. Potem pod hasłem wszystkie ręce na pokład, na kwalifikacje do mistrzostw świata wziął wszystkie doświadczone zawodniczki. Podczas turnieju w Łodzi popełnił wszystkie możliwe błędy, które sprawiły, że zespół odpadł, choć wystarczyło wygrać seta z Belgijkami.

No to jakie były te błędy?
Trener musi być nie tylko taktykiem, psychologiem, ale też cwaniakiem. Jak można było zestawić tak program turnieju, że najtrudniejszy i najważniejszy mecz zagraliśmy na koniec. Belgijki miały czas na oswojenie się z bardzo specyficzną halą w Łodzi, a ich trenerzy na rozpracowanie gry naszej drużyny. Trzeba było grać z nimi w pierwszym meczu i na bank to Polki wygrałyby turniej. Poza tym błędem było ustawienie na lewym przyjęciu Małgosi Glinki. Ją trzeba było ustawić w ataku, a Kasię Skowrońską przestawić na przyjęcie. Dałaby sobie radę.

Wróćmy do generalnej oceny tego, co działo się w kadrze Piotra Makowskiego...
Najpierw mieliśmy odmładzanie, potem wszystkie ręce na pokład, a na koniec w drużynie zaczęły grać zawodniczki co najwyżej przeciętne, które wcale nie są najlepsze w lidze. To nie mogło się udać.

Trener Makowski za wszelką cenę chciał chyba doprowadzić do zbudowania dobrej atmosfery w kadrze. Nie chciał żadnej zawodniczki ciągnąć na siłę do zespołu...
Atmosfera jest ważna, ale przede wszystkim na boisku. U mnie w kadrze dziewczyny wcale się nie kochały. Były grupki i grupeczki, ale gdy wychodziły na boisko, stanowiły jedność. I oto trzeba walczyć.

Jak zatem selekcjonować teraz naszą reprezentację?
Trzeba zbudować jej trzon z zawodniczek najlepszych, jakie obecnie mamy. I do tego dobierać młode. Ja tak zrobiłem w 2003 roku. Do już doświadczonych Śliwy, Glinki czy Świeniewicz dobrałem młode, dopiero wchodzące do wielkiej gry - Skowrońską, Bełcik, Podolec. Teraz te, co wtedy były młode, są doświadczone. Trzeba się z nimi dogadać, odkurzyć choćby takie dziewczyny jak Kaczor czy Zenik. Dlaczego w ogóle z nich zrezygnowano?
Jakie zawodniczki powinny zatem stanowić trzon kadry?
Na rozegraniu Bełcik i Wołosz. Po przekątnej Kaczor i Mirosz (panieńskie nazwisko Podolec). Skowrońską, jak mówiłem, przestawiłbym na przyjęcie. Zresztą ona w Baku gra właśnie na przyjęciu. Obok niej Werblińska, która ma dobre przyjęcie. Libero też mamy na światowym poziomie - Zenik i Maj. A dobrych środkowych jest co najmniej kilka. Na tym zestawieniu oparłbym drużynę i do niej dobierał młode dziewczyny. Mamy kilka naprawdę bardzo zdolnych dziewczyn - z nich budujmy kadrę B, która będzie grać w Lidze Europejskiej. Ja miałem kadrę B, dziewczyny walczyły z powodzeniem na uniwersjadzie. To z tamtej drużyny jest choćby Zaroślińska i Tomsia.

No co stać taką drużynę?
Jak weźmie je dobry, doświadczony trener, co wie, jak pracować z kobietami, i będzie umiał zbudować im formę na imprezę docelową, to na wiele. Ale powtarzam jeszcze raz, to już ostatni dzwonek. Za chwilę spadniemy jeszcze niżej.

Jak się Panu podoba pomysł powrotu do kadry Bartosza Kurka, i to na pozycję atakującego?
Bardzo mi się podoba. Stéphane Antiga kolejny raz udowadnia, że ma otwartą głowę. Bartek może nie jest tak szybki jak Mariusz Wlazły, ale ma większy zasięg. Zagrywkę ma podobną do Mariusza, choć jeszcze nie tak regularną. Oczywiście będzie musiał się przestawić, ale da radę.

Powinniśmy namawiać Wlazłego, Winiarskiego, Zagumnego czy Ignaczaka, by jednak nie kończyli kariery reprezentacyjnej?
Nie. Oni oczywiście mogliby jeszcze grać, zwłaszcza Zagumny i Ignaczak, ale oni czują, że już nie dadzą rady. Dla Wlazłego i Winiarskiego przygotowanie do takiego turnieju jak MŚ czy igrzyska to coraz większy wysiłek. Po każdej kontuzji wracają wolniej. Na takim poziomie trzeba czuć się mocno, mieć w sobie chęć do ciężkiej harówki. Jak już tego nie ma, trzeba dać spokój.

Co w tym roku ważniejsze dla kadry siatkarzy - Puchar Świata czy mistrzostwa Europy?
I to, i to. Z Pucharu Świata można awansować na igrzyska, mistrzostwa Europy to impreza, na której można zdobyć medal.

Jak nie popełnić błędów sprzed igrzysk w Londynie? Wtedy jechaliśmy tam jako zwycięzcy Ligi Mistrzów, teraz polecimy do Rio jako mistrzowie świata. Wszyscy będą czekali na złoto.
Do Rio, jak na każdą imprezę, nie powinniśmy jechać z celem zdobycia medalu, a awansu do czwórki. A wtedy może zdarzyć się wszystko.

Podoba się Panu nowy prezes PZPS Paweł Papke?
Na pewno nie spadł z nieba. Wie, o co chodzi w siatkówce. Grał na wysokim poziomie. Trzeba dać mu czas.

Opozycja tego czasu nie chce dawać Papkemu.
Nie ma co się dziwić i nie można mieć do nich wielkich pretensji. Walczą o swoje. Z drugiej strony czas na wyborczą przepychankę nie jest najlepszy. Dla kadr i męskiej, i żeńskiej byłoby lepiej, gdyby w związku panowała jedność.

Wideo

Materiał oryginalny: Andrzej Niemczyk: Na trenerkę jestem za stary, ale chętnie doradzę nowemu selekcjonerowi - Polska Times

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie