Anna Szolc-Kowalska: Rodzicom zastępczym też trzeba pomóc

    Anna Szolc-Kowalska: Rodzicom zastępczym też trzeba pomóc

    Joanna Leszczyńska

    Dziennik Łódzki

    Aktualizacja:

    Dziennik Łódzki

    Z Anną Szolc-Kowalską, byłą dyrektorką Archidiecezjalnego Ośrodka Adopcyjno-Opiekuńczego w Łodzi, rozmawia Joanna Leszczyńska
    Anna Szolc-Kowalska

    Anna Szolc-Kowalska

    70-letni dziadek, który został - decyzją sądu - rodziną zastępczą dla swojego dziewięcioletniego wnuka, po roku zrezygnował z pieczy nad nim, gdyż nie pozwala mu stan zdrowia ani jego, ani jego drugiej żony. Czy sąd podjął ryzykowną decyzję, przyznając starszemu człowiekowi prawo do pełnienia roli rodzica zastępczego?
    Zasada jest taka, że rodzicem zastępczym powinien zostać człowiek, który jest starszy od dziecka nie więcej niż 40 lat. Dziadek, który ma 70 lat, rzeczywiście może mieć trudności fizyczne w opiece nad dziewięcioletnim dzieckiem. Trudno mi oceniać decyzję sądu. Rodziny spokrewnione mają pierwszeństwo w zostaniu rodzicem zastępczym z naturalnych względów: są przyzwyczajone do dziecka, znają dobrze jego potrzeby, a nade wszystko łączą je z nim więzi emocjonalne i uczuciowe.
    I sąd na ogół bierze to pod uwagę. Sądzę, że jeżeli starsi państwo decydują się na zostanie rodzicem zastępczym dla małoletniego wnuka, to na początku tej drogi wydaje im się, że wszystkiemu podołają. Potem okazuje się, że zadanie ich przerasta i wtedy jest problem.

    Ci ludzie specjalnie dla chłopca przeprowadzili się do Łodzi. Teraz oni i dziecko bardzo to wszystko przeżywają...
    Rozumiem to doskonale, dlatego że sama jestem babcią. Jestem dużą, silną kobieta, ale jak przyjeżdża moja pięcioletnia wnuczka, to się cieszę dwa razy: jak ona przyjeżdża i jak wyjeżdża. Jest kochanym, wspaniałym dzieckiem, ale wymaga tyle uwagi, absorbuje mnie tak całkowicie, że kładąc się spać wieczorem, nie wiem, jak się nazywam. Cały dzień ma jakieś życzenia: a to, babciu, pograj ze mną, a to pogoń mnie, pohuśtaj. Matka natura wie, co robi. Nie daje dziecka 60- czy 70-latkom, tylko młodym ludziom.

    Jest zagrożenie, że chłopiec będzie wyrastał w poczuciu żalu do dziadków, a dziadkowie mogą siebie obwiniać, zwłaszcza dziadek biologiczny, że nie sprostali zadaniu. Co należy zrobić, aby do tego nie doszło lub przynajmniej to zminimalizować?
    Na pewno teraz zarówno dziadkowie, jak i chłopiec wymagają pomocy psychologicznej. Dziadkom trzeba uświadomić, że jako rodzice zastępczy nie zrobili krzywdy temu dziecku, a ten rok, który byli razem, miał znaczenie dla rozwoju chłopca i dla podtrzymania wzajemnych więzi. Jeżeli dziecko zostanie powierzone innej rodzinie zastępczej, na przykład zawodowej, albo pójdzie do rodzinnego domu dziecka, to przecież nie ma zakazu, żeby utrzymywało kontakt z dziadkami i oni z nim. Chłopcem też powinien zająć się psycholog. Zgodnie z ustawą o wspieraniu rodziny i pieczy zastępczej, Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej w Łodzi przyjął rolę opieki nad takimi rodzinami. Łódzki Wydział Wspierania Rodzinnej Pieczy Zastępczej ma psychologa, ale nie wiem, czy wydział będzie w stanie popracować z tym dzieckiem. Bo ono musi być dobrze przygotowane psychologicznie do przejścia do innej rodziny bez zrywania więzi z dziadkami. Po prostu trzeba mu uświadomić, że będzie mieszkał u innej cioci i wujka, a dziadkowie nadal będą dziadkami. Ale to wymaga przepracowania sprawy z dzieckiem. Dziewięcioletnie dziecko jest jeszcze małe, ale już rozumne i trzeba podjąć się takiego wysiłku.

    Jak słyszę, Pani ma wątpliwości, czy się to odbędzie właściwie. Niektóre rodziny zastępcze twierdzą, że wydział ten w niewystarczającym stopniu pomaga rodzinom, mającym ogromne problemy wychowawcze.
    Uważam, że powierzenie w Łodzi zadań opieki nad rodzinami zastępczymi temu wydziałowi to nie jest dobre rozwiązanie. Raz, że pracowników socjalnych jest za mało, żeby się dobrze zająć wszystkimi problemami. Ponadto musi nastąpić zmiana mentalności pracowników socjalnych, którzy w tej chwili weszli w rolę pracowników, wspierających rodziny zastępcze. Zdarzają się, oczywiście, fantastyczni koordynatorzy, którzy czują bluesa i dają sobie radę, ale większość pracowników socjalnych jeszcze się w tym wszystkim nie odnalazła... Organizacje pozarządowe, które do czasu wejścia w życie ustawy o wspieraniu rodziny i pieczy zastępczej zajmowały się rodzinami zastępczymi, w tym co robiły miały duże doświadczenie. Ośrodek "Szansa", "Lokomotywa" czy Archidiecezjalny Ośrodek Adopcyjno-Opiekuńczy obejmowali pomocą rodziny zastępcze, organizowano dla rodzin szkolenia i zajęcia. Teraz ustawa im tego zabroniła. Poza tym rodziny zastępcze bardziej się otwierały w stosunku do pracowników, niezwiązanych z pomocą społeczną. Nie bali się ich, a pracowników MOPS boją się. Mają obawy, że jeżeli powiedzą im o swoich problemach i potrzebach, to taki pracownik oceni ich negatywnie, nie dostaną świadczeń i zostanie wszczęta procedura zabrania im dzieci.

    Rozmawiała Joanna Leszczyńska

    Czytaj treści premium w Dzienniku Łódzkim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo