Benefis Delfiny Ambroziak i Tadeusza Kopackiego [ZDJĘCIA ARCHIWALNE]

Dariusz Pawłowski
Wspaniała para - Delfina Ambroziak i Tadeusz Kopacki Maciej Stanik
Takie wieczory zdarzają się niezwykle rzadko. Para śpiewaków z najwyższej światowej półki, którzy nie muszą sobie nawzajem zazdrościć talentu i kariery, a wręcz przeciwnie - tworzą od wielu lat zgodne, szczęśliwe małżeństwo, pogodą ducha i życzliwością mogące "zarażać" ludzi po wielokroć od nich młodszych. Zarazem wyśmienici pedagodzy, którzy wychowali rzesze niezwykłych wokalistów. Niedzielny benefis Delfiny Ambroziak i Tadeusza Kopackiego w Teatrze Wielkim przypomniał jak bardzo możemy być dumni, że mamy ich w Łodzi.

A z Łodzią właśnie ci wielcy soliści związali całe swoje artystyczne życie, pozostając wiernymi Operze Łódzkiej, później Teatrowi Wielkiemu, a jeszcze później Akademii Muzycznej. Delfina Ambroziak - sopranistka o olbrzymim, krystalicznym głosie - jest niezrównaną interpretatorką muzyki współczesnej (w swojej karierze przez blisko 30 lat śpiewała na całym świecie kompozycje oratoryjne Krzysztofa Pendereckiego), oratoryjnej i operowych partii lirycznych.

Ukończyła łódzką Państwową Wyższą Szkołę Muzyczną w klasie prof. Grzegorza Orłowa, studiowała śpiew również w Wenecji. Laureatka I nagrody w Międzynarodowym Konkursie Muzycznym w Monachium (1962). Śpiewała na wielu scenach świata (m.in. Carnegie Hall w Nowym Jorku), była solistką opery w Dreźnie. Wzięła udział w prawykonaniu Dies irae K. Pendereckiego (1967).

Łódzcy widzowie pamiętają ją jako tytułową Lakme, Violettę w "Traviacie", Hrabinę w "Weselu Figara", Anusię w "Wolnym strzelcu", Marszałkową w "Kawalerze srebrnej róży", Mimi w "Cyganerii", Micaelę w "Carmen", Donnę Elwirę w "Don Giovannim", Gildę w "Rigoletcie", Hannę w "Strasznym dworze", Księżnę Eudoksję w "Żydówce".

Tadeusz Kopacki zaś to najwspanialszy amant polskiej sceny operowej, wyśmienity tenor, także absolwent klasy prof. Orłowa w Łodzi. W uznaniu wielkiego talentu wokalnego uzyskał w roku 1960 stypendium rządu włoskiego na kontynuowanie nauki śpiewu przy teatrze La Scala w Mediolanie. Na scenie Opery Łódzkiej debiutował w roku 1954 partią Stefana w "Strasznym dworze" Stanisława Moniuszki. W dorobku ma kilkadziesiąt głównych partii tenorowych, m.in. tytułowy Manru, Książę w "Rigoletcie", Stefan w "Strasznym dworze", Jontek w "Halce", Carlos w "Don Carlosie", Alfred w "Traviacie", Rudolf w "Cyganerii", Pinkerton w "Madame Butterfly", Don Jose w "Carmen", Hoffmann w "Opowieściach Hoffmanna", Eleazar w "Żydówce".

Nieprzesadzone w żadnej mierze hołdy składali w niedzielę wspaniałej parze śpiewacy oraz dyrekcja Teatru Wielkiego w Łodzi, a także wyśmienici goście, m.in. "złotousty" Bogusław Kaczyński i legendarny szef łódzkiej opery Sławomir Pietras. Arie z repertuaru bohaterów wieczoru śpiewali m.in. gwiazda łódzkiej opery Dorota Wójcik, niezwykle utalentowana Joanna Moskowicz, wyśmienita Bernadetta Grabias, Ewa Vesin, Anna Wiśniewska-Schoppa, a także obdarzony mocnym, szerokim głosem tenor Dominik Sutowicz, wdzięczny, mający bardzo przyjemną barwę głosu Mirosław Niewiadomski, świetni Paweł Skałuba i Adam Szerszeń, będący jak zwykle w dobrej formie Zenon Kowalski, Sylwester Kostecki. Całość w roli konferansjera poprowadził dowcipny Przemysław Rezner. A znakomicie przygotowaną i cierpliwą orkiestrą dyrygował perfekcyjny Tadeusz Kozłowski.

Większość z tego grona to uczniowie Delfiny Ambroziak lub Tadeusza Kopackiego, nie ma się więc co dziwić, że była to okazja do żartów i wzruszeń. A i wspomnień. Przede wszystkim jednak była to możliwość podziękowania parze bohaterów za to, co uczynili dla łódzkiej opery i muzyki w ogóle. Za talent, którym tak szczodrze dzielili się z melomanami. I za dar poruszania, przekonania słuchaczy, że gdy chodzi o emocje, to nie ma jak śpiew. Delfina Ambroziak i Tadeusz Kopacki mają w tym względzie dokonania nieocenione, dla miłośników opery niezapomniane.

A co warte podkreślenia, wielki ów artyzm znalazł swój "dom" w duszach ludzi niezwykle pogodnych, uśmiechniętych, serdecznych i łagodnych, znajdujących w życiu nieograniczone pokłady radości i namiętności. Zakochali się w muzyce, muzyka obdarzyła ich miłością, pokochali też pięknym uczuciem siebie. Dzięki takim ludziom bycie tutaj jest ładniejsze...

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie