Prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie oszustw, jakich - według klientów - miało się dopuścić biuro pośrednictwa kredytowego w Piotrkowie.

Na komendę policji w Piotrkowie zgłosiło się siedmioro pokrzywdzonych - wszystkich łączy punkt doradztwa kredytowego Personal Finanse, który działa w centrum miasta. To tam po pożyczkę, skuszony ofertą „czyszczenia BIK” i kredytu udzielonego przez bank, zgłosił się 41-letni Radosław Dwornik z Piotrkowa. Potrzebował niecałych 20 tys. zł, a ostatecznie jego mama - na którą doradcy doradzili wziąć kredyty - ma do spłaty łącznie ponad 130 tys. zł. Pierwszy kredyt Anna Dwornik uzyskała niemal od ręki - 40 tys. zł wpłynęło na jej konto pod koniec czerwca. Z tych pieniędzy firmie Personal Finanse musiała wpłacić 13 800 zł.

Czytaj:Wysłała jednogroszowy przelew, ma kredyty na 6 tysięcy złotych [INFOGRAFIKA]

- Nic nie było mówione, że to prowizja, ale że to zabezpieczenie kredytu, które nie jest w nim ujęte, bo pieniądze będą nam zwrócone - relacjonuje pan Radosław rozmowę z pracownicami punktu.

Kilka dni później kobiety zadzwoniły z nową, lepszą ofertą. Kredyt w wysokości 25 tys. zł miał iść na spłatę pierwszego, ale z tego firmie trzeba było wpłacić ponad 5 tys. zł. Chwilę później była oferta trzeciego kredytu - tym razem na 20 tys. zł, z czego na rzecz biura należało wpłacić 11 tys. zł. Jak tłumaczono, ciągle było za mało na spłatę pierwszego zobowiązania. Pod koniec lipca doradcy z punktu zadzwonili z ofertą czwartego kredytu - na 35 tys. zł. - To miał być już ostatni, docelowy. Pan z biura Personal Finanse wziął umowę wcześniejszych dwóch kredytów, odsunął na bok i mówi: „Centrala już to załatwiła, tym nie musicie się państwo przejmować” - wzdycha pan Radosław. Na rzecz doradców wpłacili ponad 4 tys. zł. Gdy pani Anna była w banku, dostała telefon z kolejną ofertą, na... piąty kredyt.

Czytaj:Emeryt z Łodzi pożyczył w banku 54 tys. zł. Po 10 latach musi oddać kilka razy więcej

Wtedy pan Radosław objechał banki, z których dostał kredyty i przekonał się, że żaden nie „jest zamknięty”. Co gorsza, gdy jego mama dopiero po miesiącu dostała umowę pierwszego zobowiązania, okazało się, że do spłaty jest nie 40 tys. zł, a ponad 94 tys. zł. Część pieniędzy już spłacili, ale ciągle mają dług na ponad 130 tys. zł.

Sprawa jest w piotrkowskiej prokuraturze, która wszczęła już śledztwo w kierunku oszustwa. Podobne postępowania prowadzi Prokuratura Rejonowa Wrocław-Stare Miasto, gdzie funkcjonuje „centrala” piotrkowskiego punktu. Choć w postępowaniu nie pojawia się nazwa Personal Finanse, to spółka mieści się pod tym samym adresem, co firma, wobec której toczy się postępowanie. - Ta sama działalność prowadzona jest pod różnymi nazwami - mówi prokurator Małgorzata Klaus, rzecznik Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu.

Pracownica biura w Piotrkowie odmówiła nam komentarza. Obiecała, że oddzwoni ktoś „z centrali”. Telefonu nie było.

Wydarzenia tygodnia w Łódzkiem. Przegląd wydarzeń 1-7 sierpnia 2016 r.