Bohaterowie i czarne owce 2014 roku

Kacper RogacinZaktualizowano 
W mijającym roku z pewnością nie narzekaliśmy na brak wielkich sportowych emocji. Oprócz zwycięstw i ulubieńców kibiców nie brakowało też oczywiście wielkich upadków i przegranych

Bohaterowie

1. Terminator Cristiano Ronaldo

.
2014 rok sprawił, że kibice na całym świecie jeszcze poważniej zaczęli zastanawiać się, czy nie jest przypadkiem cyborgiem. Portugalski gwiazdor Realu Madryt strzelał gole seriami, jakby zamiast butów miał karabiny AK-47. To w głównej mierze jego bramki dały Królewskim upragniony dziesiąty triumf w Lidze Mistrzów.
Rundę jesienną w Primera Division Ronaldo zakończył z 25 bramkami zdobytymi w 14 meczach, co oznacza, że CR7 zdobywa gola w lidze średnio do 50 minut! Wszystko wskazuje na to, że 12 stycznia snajper Realu zgarnie drugą z rzędu, a trzecią w karierze Złotą Piłkę dla najlepszego piłkarza roku. I wszystko wskazuje na to, że mimo prawie trzydziestu lat na karku, ciągle jest niesamowicie głodny kolejnych tytułów.

2. Mercedes zdetronizował Red Bulla.

Cztery długie lata trwała absolutna dominacja teamu Red Bull w wyścigach Formuły 1. Zupełnie nikt nie był w stanie zagrozić Sebastianowi Vettelowi i spółce. Dopiero w tym roku cudowną serię niemieckiego kierowcy przerwał wreszcie w świetnym stylu Lewis Hamilton.
Brytyjski kierowca Mercedesa rozbił rywali w puch i zasłużenie został mistrzem świata. Drugie miejsce w klasyfikacji generalnej zajął jego partner z zespołu, Nico Rosberg, choć do ostatniego wyścigu Niemiec zachował szanse na zwycięstwo. Team postanowił bowiem nie dyktować kierowcom, by przepuszczali się nawzajem. Mercedes wygrał także klasyfikację konstruktorów.

3. Podwójnie złoty Kamil Stoch

Odejście Adama Małysza miało oznaczać koniec sukcesów Polaków w skokach narciarskich. Tymczasem następca Orła z Wisły Kamil Stoch osiągnął to, czego nie udało się jego wielkiemu poprzednikowi - został mistrzem olimpijskim.
Dwa złote medale z igrzysk w Soczi były czymś absolutnie niezwykłym i - mówiąc szczerze - nieoczekiwanym. Stoch był co prawda wymieniany w gronie faworytów, ale chyba nikt nie spodziewał się, że poradzi sobie aż tak fenomenalnie. Do złotych krążków Polak dołożył w tym roku także Kryształową Kulę za triumf w Pucharze Świata, rozpętując przy okazji niemałą "Stochomanię".
Jeszcze większym (pozytywnym) zaskoczeniem był triumf Zbigniewa Bródki (na 1500 m). Zwłaszcza jeśli się pamięta, ile mamy w Polsce torów łyżwiarskich z prawdziwego zdarzenia (0), a ile pokonani przez niego w finale dwaj Holendrzy (wiele).

4. Król Carlo wskrzesił Real.

José Mourinho zostawił mu w spadku rozbitą, podzieloną i zdemotywo-waną drużynę. Mało który trener poradziłby sobie z naprawą Realu, bo zadanie było piekielnie trudne. A jednak Carlo Ancelotti to zrobił - w stylu swoich przodków przyszedł, zobaczył i zwyciężył.
Mało tego, on zwycięża dalej. Mimo wygrania po raz dziesiąty w historii klubu Ligi Mistrzów Włoch chce zdobyć tytuł mistrza Hiszpanii. Cudowna seria 22 zwycięstw Realu z rzędu trwa i tylko trzy wygrane dzielą Królewskich od pobicia rekordu wszech czasów należącego do brazylijskiej Cortiby (24 zwycięstwa z rzędu). Wszystko wskazuje na to, że Real pod wodzą Ancelottiego może w przyszłym roku wywalczyć potrójną koronę i zdominować futbol klubowy, tak jak wcześniej Barcelona.

5. Wielki powrót Pac Mana.

Dwa lata temu Manny Pacquiao został okradziony z tytułu mistrza świata federacji WBO wagi półśredniej. Eksperci pięściarstwa zgodnie twierdzili, że jego porażka na punkty z Timothym Bradleyem to ogromny skandal. W międzyczasie przegrał przez KO czwartą walkę z Juanem Manuelem Márquezem, a wielu zdążyło uznać, że Filipińczyk jest już skończony. W kwietniowym rewanżu z niepokonanym do tamtej pory Bradleyem nie pozostawił jednak złudzeń i zasłużenie wygrał, odzyskując mistrzowski pas.
Pacquiao swoją znakomitą formę potwierdził niedawną wygraną z Chrisem Algierim i dziś cały bokserski świat z zapartym tchem czeka na walkę Pac Mana z Floydem Mayweatherem. Ich pojedynek ma się odbyć w przyszłym roku i jest zapowiadany jako walka stulecia.

6. Neuer - ofensywny bramkarz.

Niemiec dokonał prawdziwej rewolucji swoim stylem bronienia. Do tej pory mało kto myślał o tym, że zawodnik grający na tej pozycji może w trakcie meczu wychodzić na czterdziesty metr swojej połowy i grać jako piąty obrońca. Nielicznych śmiałków (René Higuita) krytykowano i wyśmiewano. A Neuer robi to w dosłownie każdym spotkaniu.
Jego wielkim atutem jest wspaniała gra nogami, której zazdrości mu wielu piłkarzy z pola. Wystarczy powiedzieć, że na treningach w Bayernie Monachium często gra jako pomocnik. Rewolucyjny styl gry i zwycięstwo na mundialu w Brazylii sprawiły, że bramkarz mistrzów Niemiec jest nominowany do Złotej Piłki FIFA.

7. "Kwiatek" rozkwitł na złoto.

Michał Kwiatkowski wcale nie był faworytem do tytułu mistrza świata w kolarstwie, a jednak w hiszpańskiej Ponferradzie pokonał wielkich faworytów - m.in. Simona Gerransa i Alejandro Valverde i założył tęczową koszulkę.
- Nie oglądałem się na rywali, tylko jechałem przed siebie. Czułem, że jestem w stanie wygrać, przed wyścigiem byłem w naprawdę dobrym nastroju. Moją jedyną szansą był samotny odjazd i udało się - mówił po wszystkim uradowany mistrz.
W trakcie dekoracji "Kwiatek" z trudem próbował ukryć łzy wzruszenia. W końcu został pierwszym polskim kolarzem, który otrzymał złoty medal mistrzostw świata. Po dodaniu do tego sukcesów Rafała Majki okazuje się, że był to wspaniały rok dla polskiego kolarstwa. Oby tak dalej!

8. Wawrinka robi show.

To była prawdziwa sensacja i to już na samym początku 2014 r. Nie Novak Djoković, nie Rafael Nadal, a Stanislas Wawrinka wygrał turniej Australian Open. W finale Szwajcar pokonał wielkiego hiszpańskiego mistrza, mając za sobą całą publiczność w Melbourne.
Z Djokoviciem Wawrinka rozprawił się po drodze do finału, jednak to pojedynek z Nadalem miał być najtrudniejszym wyzwaniem. Nieoczekiwanie Szwajcar z dużą łatwością punktował Hiszpana, który przerwał na moment mecz, skarżąc się na kontuzję pleców. Po wznowieniu gry Wawrinka dał prawdziwy show i w świetnym stylu wygrał swój pierwszy turniej Wielkiego Szlema w karierze.

9. Dziadkowie wygrywają na nartach.

Kto powiedział, że narty to sport dla młodych? Noriaki Kasai i Ole Bjoerndalen są dowodem, że wygrywać można w każdym wieku. Obaj odnieśli w 2014 r. sukcesy na igrzyskach olimpijskich, mając ponad 40 lat na karku!
42-letni japoński skoczek narciarski zdobył srebrny medal na dużej skoczni w Soczi, zostając tym samym najstarszym medalistą olimpijskim w historii skoków. Do tego sukcesu dołożył świetną postawę w Pucharze Świata, gdzie śrubował rekordy jako najstarszy zwycięzca konkursów w historii. Z kolei Norweg w wieku czterdziestu lat zdobył dwa olimpijskie złota w biathlonie (w sprincie i sztafecie mieszanej), a w kolejnych dwóch konkurencjach zajął czwarte miejsce. Wcale niewykluczone, że któregoś z panów zobaczymy za cztery lata w Korei Południowej.

10. Król LeBron wrócił do domu.

Przez siedem lat był królem Cleveland, a kibice kochali go nad życie. Gdy odszedł do Miami Heat, nazwali go zdrajcą i wygwizdywali przy każdej okazji. 12 lipca LeBron wrócił jednak do domu i - by przebłagać fanów - zaczął grać naprawdę fantastycznie.

Kamil Stoch oraz Michał Kwiatkowski ozłocili w zeszłym roku polski sport. Kibice wstydzili się za to za bokserów i Roberta Kubicę

W listopadzie Cavalliers z Jamesem w składzie pobiło rekord ligi NBA w rzutach za trzy punkty z rzędu. Aż jedenaście pierwszych prób znalazło się w koszu, a trzy z nich były autorstwa właśnie LeBrona. Jak widać, amerykańskiemu gwiazdorowi, którego kontrakt w Cleveland jest wart 42 mln dol., ciągle mało sukcesów.

Antybohaterowie

1. Hiszpańska armada tonie w Brazylii.

Przez ostatnie sześć lat niepodzielnie rządzili w świecie futbolu, a na myśl o meczach z nimi rywale dostawali gęsiej skórki. Latem nieoczekiwanie magia budowana przez lata prysła w jednym momencie w trakcie mistrzostw świata w Brazylii.
La Furia Roja zupełnie nie przypominała tam maszyny do wygrywania, którą stworzyli Luis Aragonés i Vicente del Bosque. Naszpikowana gwiazdami drużyna sprawiała wrażenie zagubionej i niepewnej swoich umiejętności. W efekcie wygrała tylko jedno spotkanie i nawet nie wyszła z grupy. Szczytem upokorzenia był pierwszy mecz Hiszpanów, który przegrali z Holandią aż 1:5. Oranje wzięli tym samym srogi rewanż na rywalach za finał mistrzostw świata sprzed czterech lat.

2. Wampir z Urugwaju.

Właściwie niewiele ma to wspólnego ze sportem, ale wybryk Luisa Suáreza odbił się ogromnym echem na całym świecie. Podczas mistrzostw świata, w trakcie grupowego meczu z Włochami, w Urugwajczyka wstąpił hrabia Dracula i... ugryzł w ramię Giorgio Chielliniego!
To niestety nie koniec żenady w wykonaniu napastnika (wtedy jeszcze) Liverpoolu, bo po całym zajściu tłumaczył, że to Włoch uderzył go ramieniem w zęby. Argumentacja godna przedszkolaka. Tym bardziej, że była to w jego przypadku recydywa. Nic dziwnego, że w kontrakcie, jaki podpisał latem z Barceloną, znalazł się ponoć (klub zaprzecza) aneks przewidujący surowe kary za używanie zębów.

3. Rasizm w NBA.

"Bardzo mi przeszkadza, że tak się obnosisz ze swoimi kontaktami z czarnymi ludźmi. Musisz to robić? Możesz z nimi spać, możesz robić, cokolwiek zechcesz, ale nie promuj ich i nie zabieraj na moje mecze" - to treść szokującej prywatnej wiadomości Donalda Sterlinga do jego kochanki. Skalę absurdu widać, kiedy uświadomimy sobie, że ów człowiek był... właścicielem klubu koszykarskiego Los Angeles Clippers.
- Nie jestem rasistą - grzmiał w mediach Sterling po opublikowaniu treści rozmowy. Nawet zakładając, że mówi prawdę i jego wypowiedzi były nieszczęśliwym wypadkiem, to za głupotę trzeba płacić. Nic więc dziwnego, że komisarz NBA ukarał Sterlinga grzywną w wysokości 2,5 mln dol. oraz nałożył na niego dożywotnią dyskwalifikację.

4. Rosjanin daje pokaz chamstwa.

Aleksiej Spiridonow nieraz udowadniał, że myślenie nie jest jego ulubionym zajęciem. Jakoś ciężko nam wyobrazić sobie Rosjanina głowiącego się nad krzyżówką czy rozgrywającego dla przyjemności partię szachów. W trakcie mistrzostw świata w siatkówce rozgrywanych w Polsce osiągnął jednak kompletne dno.
Po udanym zagraniu w trakcie meczu z Niemcami Spiridonow wykonał gest strzelania z karabinu w kierunku polskich kibiców. Jakby tego było mało, w rozmowie z rosyjskimi dziennikarzami nazwał Polaków "zgniłym narodem", a na Twitte-rze - "pszekami". Po jednym z meczów opluł także fanów biało-czerwonych. Ciężko komentować podobne zachowanie.

5. Sędzia też człowiek.

FIFA od dawna wzbrania się przed wprowadzeniem powtórek wideo do meczów piłki nożnej, ale to sami sędziowie wkładają jej krytykom najlepsze argumenty do ręki. Na mundial w Brazylii dostali co prawda spreje pomagające w ustawianiu muru przy stałych fragmentach, ale chyba bardziej przydałyby im się porządne okulary.
Popisy zaczęły się już w meczu otwarcia, gdzie Japończyk Yuichi Nishimura podyktował niesłuszny rzut karny dla Brazylijczyków. W trakcie turnieju arbitrzy mieli duże kłopoty z uznawaniem prawidłowo zdobytych bramek i zauważaniem wykroczeń piłkarzy. Swoją nieudolnością poważnie zakłócili święto futbolu.

6. Tylko pięć lat za zabójstwo.

Po ciągnącym się długo procesie Oscar Pistorius, który zastrzelił swoją partnerkę Reevę Steenkamp, dostał karę pięciu lat pozbawienia wolności.
Niepełnosprawny sportowiec zabił kobietę, strzelając do niej przez drzwi toalety. Na sali sądowej powiedział jednak, że sądził, iż strzela do włamywacza. Komentarze kibiców po ogłoszeniu wyroku były jednoznaczne - kara dla Pistoriusa jest o wiele za mała. W dodatku biegacz z RPA domaga się skrócenia jej do 10 miesięcy pobytu w więzieniu. Resztę wyroku miałby spędzić w areszcie domowym.
Wielu twierdzi, że gdyby nie inwalidztwo Pistoriusa, kara byłaby wyższa.

7. Jak zrujnować legendarny klub.

Okazało się, że Manchester United to za duże wyzwanie dla Davida Moyesa - te słowa Alexa Fergusona mogą pozostawiać niesmak, bo przecież to szkocki trener polecał rodaka na stanowisko trenera Czerwonych Diabłów. Przygoda Moyesa z United okazała się jedną wielką kompromitacją, a grający bezbarwnie zespół nie awansował nawet do Ligi Europy.
Moyes miał wszystko, by zmienić klub w jeszcze większą potęgę. Niestety zawiódł we wszystkim, począwszy od kompletnie nietrafionych transferów, aż po kontakty z zawodnikami.

8. Na torze szło mu lepiej.

Rok temu Robert Kubica został uznany za postać roku przez FIA, wyprzedzając m.in. mistrza świata w Formule 1 Sebastiana Vettela. Wiele wskazywało na to, że choć polski kierowca nie wrócił do pełnej sprawności po potwornej kontuzji odniesionej w wypadku i powinien raczej zapomnieć o powrocie do F1, to jednak może z powodzeniem startować w wyścigach WRC. Niestety rok 2014 bezlitośnie to zweryfikował. Kubica zupełnie stracił zdolność wygrywania i większość startów kończył w rowie albo dachując. Nie pomogła nawet zmiana pilota.

9. Z nieba do piekła.

Dwa lata temu grali w finale Ligi Mistrzów i wygrywali z Realem Madryt 4:1. Borussia Dortmund przebojem wdzierała się na szczyt futbolowego Olimpu i miała na nim zostać przez lata. Dziś, po rundzie jesiennej tego sezonu Bundesligi, Łukasz Piszczek, Jakub Błaszczykowski i spółka zajmują... przedostatnie miejsce w tabeli.
Przyczyn kryzysu eksperci doszukują się w odejściu Roberta Lewandowskiego do Bayernu, jednak prawda jest taka, że - mając tak dobrych piłkarzy w składzie - Borussia powinna zajmować miejsce w pierwszej trójce. Cierpliwość do Jürgena Kloppa traci powoli zarząd BVB, choć przecież jeszcze niedawno chciano stawiać mu pomniki. Jedynym plusem 2014 r. jest dla Borussii niezła gra w Lidze Mistrzów, ale przecież nawet wygranie rozgrywek nie uchroniłoby jej przed spadkiem z ligi.

10. Polski boks na deskach.

Niepokonany od 2007 r. Krzysztof "Diablo" Włodarczyk stracił mistrzowski pas WBC na gali w Moskwie. Nieoczekiwanie przegrał na punkty z Grigorijem Drozdem. Ile będziemy czekać na kolejnego mistrza? Wydaje się, że długo.
Tomasza Adamka na emeryturę odesłał Artur Szpilka. Przynależność "Szpilmana" do czołówki w styczniu boleśnie zweryfikował jednak Bryant Jennings. Walki o pasy dostali Pawłowie Kołodziej i Głażewski. "Harnaś" z napompowanym rekordem 33-0 padł w drugiej rundzie. Jeszcze bardziej skompromitował się "Głaz", który wytrzymał w ringu... 43 s. Największym sukcesem naszego pięściarza wydaje się... porażka, za to po wyrównanej walce, Andrzeja Fonfary z czempionem WBC wagi półciężkiej Adonisem Stevensonem. a

polecane: Flesz - e-papieros zagraża zdrowiu

Wideo

Materiał oryginalny: Bohaterowie i czarne owce 2014 roku - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3