Boisko to współczesne pole bitwy

Agaton Koziński
Fot. Polskapresse
Udostępnij:
Po starciach Polaków z Rosjanami nie można wykluczyć, że napięta sytuacja będzie mieć miejsce przy meczu z Niemcami.

Rywalizacja sportowa to świetny barometr stosunków między krajami - tłumaczył mi kiedyś Arnulf Baring, znany niemiecki historyk i politolog. Jeśli przyłożyć taką miarę do wtorkowego meczu Polska - Rosja, to i tak można się cieszyć, że spotkanie zakończyło się bez ofiar. Obserwatorzy starć między kibicami obu drużyn, do których doszło przed spotkaniem, nie mają wątpliwości, że jako pierwsi zaczęli Polacy. Ale jednocześnie natychmiast dodają, że Rosjanie bynajmniej nie mieli zamiaru nadstawiać drugiego policzka. W dodatku podczas meczu rozwinęli wielką "sektorówkę" z napisem "This is Russia" oraz z podobizną "polakożercy" Dymitra Pożarskiego. Lepszego dowodu intencji, z jakimi przyjechali na mecz, szukać nie trzeba.

Historia Polski Rosji to trwająca kilka wieków seria ciągłych wojen, starć, potyczek. Częściej w nich górą byli Rosjanie, ale też to Polacy ze wszystkich nacji najmocniej zaszli im za skórę. Ale to w tym przypadku jest mniej istotne - w końcu wzajemne tarcia w państwach, które ze sobą sąsiadują, to norma na całym świecie. W tym przypadku bardziej istotne jest to, że Polacy i Rosjanie właściwie nigdy w historii nie mieli okazji, by móc sobie wyłożyć własne racje i wyjaśnić zaszłości.

Piłkarskie boiska to współczesne pola bitwy. O tym, w jaki sposób linia dzieląca boisko na połowę zaczęła pełnić rolę linii frontowej, napisano już kilkadziesiąt opasłych tomów. Wystarczy prześledzić zmagania drużyn europejskich, by przekonać się, w jaki sposób mecze piłkarskie stały się rozgrywanymi w pigułce wojnami między zwaśnionymi narodami. Najbardziej spektakularne starcia zawsze toczyły ze sobą Niemcy i Holandia. Regułą było, że piłkarze obu drużyn obrażali się, pluli na siebie, a nawet bili podczas meczu. Każde spotkanie dla Holendrów było jak rewanż za upokorzenia doznane w czasie II wojny światowej. - Nienawidzę ich, oni mordowali nasze rodziny - mówił przed jednym z meczów Wim van Hanegem, były holenderski pomocnik. - Oni nienawidzą nas bardziej niż my ich. Dlatego pokonanie ich było dla nas punktem honoru - podkreślał niemiecki zawodnik Karlheinz Förster przed jednym z meczów z Holendrami. Duch tego napięcia unosi się podczas niemiecko-holenderskich spotkań właściwie do dziś - choć po latach wyraźnie stracił na intensywności.

Inaczej to wygląda natomiast w przypadku pojedynków Polski z Rosją. O ile Holendrzy z Niemcami mieli kilka ładnych dekad, żeby sobie wyjaśnić wzajemne zaszłości, o tyle Polacy z Rosjanami nie mieli ku temu szans. Przez ponad 50 lat komunizmu wzajemne potyczki były wyjęte z kontekstu politycznego. Z kolei w latach 90. i w XXI w. właściwie nie dochodziło do pojedynków o stawkę - a właśnie takie wzbudzają wielkie emocje. Mecz na Euro był właściwie pierwszą sposobnością ku temu, by obie strony mogły w pełni zademonstrować swój stosunek do siebie nawzajem. Owszem, wcześniej w meczach o stawkę grały przeciwko sobie drużyny siatkarzy i piłkarzy ręcznych - ale to są jednak dyscypliny mniej popularne niż futbol, poza tym spotkania odbywały się na terenie neutralnym, czyli poza granicami Polski i Rosji (zresztą w starciach siatkarzy i ręcznych też kości trzeszczały). Trudno więc było potraktować tamte mecze jako katalizatory wzajemnych rozliczeń z historią.

Takim katalizatorem natomiast stał się wtorkowy mecz - dlatego też biorąc pod uwagę skalę zaległości we wzajemnych relacjach, należy się cieszyć, że te rozliczenia przybrały dość skromny rezultat. I trzeba się przyzwyczaić do tego, że podobne sytuacje będą miały miejsce także w przyszłości, przy innych ważnych meczach Polski z Rosją. Zresztą nie tylko ze Sborną - podobne napięcie będzie też towarzyszyć starciom Polaków z Niemcami. Wystarczy tylko przypomnieć, co się działo przy okazji meczu Polska - Niemcy na Mistrzostwach Świata w 2006 r. Wtedy polscy kibice jechali do Niemiec (tam odbywał się mundial) w koszulkach z napisem "Cedynia - Grunwald - Dortmund" (w tym ostatnim mieście odbywał się mecz). Niemcy rewanżowali im się napisami: "W 1939 roku potrzebowaliśmy 30 dni, teraz wystarczy nam 90 minut". Niemiecka prasa też nie szczędziła złośliwości pod adresem polskiej drużyny, nakręcając spiralę niechęci.

Wtedy to był tylko mecz w grupie. Jeśli drużyny polska i niemiecka spotkają się na Euro, dojdzie do tego prawdopodobnie w ćwierćfinale, w dodatku spotkanie odbędzie się w Gdańsku. Skojarzeń historycznych aż za dużo.

Wideo

Materiał oryginalny: Boisko to współczesne pole bitwy - Polska Times

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

A
Administrator
To jest wątek dotyczący artykułu Boisko to współczesne pole bitwy
p
polo
".... można się cieszyć, że spotkanie zakończyło się bez ofiar".

Widać, źle przygotowaliście prowokacje. Na przyszłość trzeba się lepiej POstarać.
Jak brakuje doświadczenie, to może-pomoże szybki kurs w Akademii im. Woroszyłowa?
S
Sybirak
Ks. Tischner powiedziałby: Gówno prowda. I miałby rację, bo boisko to teren do zabaw i gier.
Dodaj ogłoszenie