Boniek: Nie chciałem krzyżować tych, których wyprzedziłem

Cezary Kowalski
- Ja nie krzyżowałbym tych, których wyprzedziłem. Może się zdarzyć tak, że Kosecki i Koźmiński tak przy mnie urosną, że wystartują za cztery lata i któryś z nich wygra - mówi Zbigniew Boniek, nowy prezes PZPN, w rozmowie z Cezarym Kowalskim.

Jeden z twórców Pana sukcesu, Kazimierz Greń, po ogłoszeniu wyników głosowania rzucił się Panu na szyję. Pan wyglądał na zakłopotanego i nie próbował się odwzajemnić...
Nawet tego nie pamiętam. Nie wydaje mi się... Zresztą ja nie potrafię przesadnie okazywać uczuć. Choć oczywiście różne sytuacje bardzo mocno przeżywam. Nic natomiast nie wiem na temat jego wyjątkowego wpływu na moje zwycięstwo. Greń był takim samym moim zwolennikiem jak Andrzej Padewski, Eugeniusz Nowak i wielu innych.

Grzegorz Lato, któremu Greń wygrał poprzednie wybory, odsunął podkarpackiego barona po swoim zwycięstwie. Przez wielu jest on odbierany negatywnie...
Potrafimy pana Kazimierza utrzymać w ryzach, będzie dobrze współpracował, jestem pewien.

Po analizie głosów oddanych na Zbigniewa Bońka wygląda na to, że w dużej mierze głosował na Pana tzw. piłkarski beton...

Moim zdaniem trzeba by zweryfikować to pojęcie. I kogo tak naprawdę uznajemy za piłkarski beton? Z całym szacunkiem dla mojego dobrego kolegi Zdzisława Kręciny, którego bardzo lubię. Ale kiedy na światło dzienne wyszły te słynne nagrania, to się okazało, że żaden z baronów jednak na niego nie zagłosował. Zdzisław dostał głosy od środowiska klubowego, które uchodzi przecież za postępowe i reformatorskie.

Przed wyborami spekulowano, ze Boniek wystartuje, ale tylko wówczas, kiedy będzie miał stuprocentową pewność, że wygra. Tak było?
W czwartek wieczorem byłem przekonany, że mniej więcej tak to będzie wyglądać. O godz. 22.30 zaprosiłem na spotkanie w hotelu Sheraton moich zwolenników. Przyszło czterdzieści dziewięć osób. Dziesięciu nie przyszło, ale zapewnili, że mogę liczyć na ich głos. Owszem kilka osób zjawiło się z opozycji, aby się zorientować w sytuacji, ale generalnie miałem świadomość sporego poparcia. Czułem to choćby wtedy, jak widziałem, w jaki sposób się ze mną witali. I co ważne, to byli jednak ludzie lojalni. Jak zapewniali, tak zrobili. Ja ogólnie starałem się mało mówić, unikałem wchodzenia w spory, jakieś debaty, dyskusje. Nie zawsze było łatwo trzymać fason, bo kilka razy byłem bezpardonowo atakowany przez ludzi mojego rywala. Ale jak ma się 56 lat to na pewne sprawy można przymknąć oko i odpuścić sobie dla dobra sprawy. Teraz już o tym nie pamiętam, wybaczam.

I tym przejawem miłosierdzia jest zaproszenie do współpracy w roli wiceprezesów Marka Koźmińskiego i Romana Koseckiego, którzy stali po drugiej stronie barykady?
Marka cenię także za to, że przed wyborami jasno określił, że będzie wspierał innego kandydata. Zawsze twierdziłem, że to człowiek bardzo kompetentny i nie widziałem powodu, aby nie zaprosić go do współpracy tylko dlatego, że wcześniej bardziej po drodze było mu z innym kandydatem. W pierwszej chwili do roli wiceprezesa do spraw zagranicznych miałem inną kandydaturę, wywodzącą się z biznesu, jego menedżerowie stwierdzili jednak, że nie mogą zgodzić się na łączenie dwóch funkcji i wtedy byłem już pewien, że tą osobą musi być Marek.

A Kosecki?
Romek świetnie zna się na szkoleniu, to jest jego pasja. Wiele razy na ten temat dyskutowaliśmy. Wniosek jest taki, że piłka nożna w Polsce niestety staje się sportem elitarnym. Kiedyś jak przychodziłem do klubu to dostawałem trampki, getry, spodenki. Teraz za wszystko muszą słono płacić rodzice. Najbiedniejszych nie stać na posłanie dzieciaka na trening. A przecież wielu świetnych piłkarzy wywodzi się z nie najbogatszej części społeczeństwa. Trzeba zrobić coś, aby choćby ci najzdolniejsi bez względu na zamożność rodziców mogli trenować. Zamierzamy też przeprowadzić reformę rozgrywek juniorskich. Myślę, że będę miał z pracy Romana mnóstwo satysfakcji. A że walczył ze mną o prezesurę? Panowie, piłka to nie jest to samo co polityka. Tu nie ma takiej realnej opozycji, bo tak naprawdę jest tylko jedna partia. Wszystkim zależy na tym, aby polska piłka była lepsza. Ja też przegrałem cztery lata temu, bo nie było wówczas po prostu żadnej możliwości, abym wygrał. Co nie znaczyło, że czułem się przegrany. Teraz sytuacja jest podobna. Ja nie krzyżowałbym tych, których wyprzedziłem. Może się zdarzyć tak, że Kosecki i Koźmiński tak przy mnie urosną, że wystartują za cztery lata i któryś z nich wygra.
Nie myśli Pan o dwóch kadencjach?
Na razie muszę myśleć o tej, która przede mną.

Wykonał Pan już jakieś ruchy jako prezes, ale nie czysto personalne?
Tak, zatelefonowałem do sekretarza związku pana Waldemara Baryły i zapytałem, czy jest już dopięty temat najbliższego meczu sparingowego z Urugwajem w Gdańsku, czy jest już po prostu podpisany kontrakt. Usłyszałem, że nie jest. Zatem kilka pożarów będzie trzeba szybko ugasić.

Jeden ma Pan już z głowy. PZPN zdecydował się na wykupienie Klubu Kibica, nie będzie on już współwłasnością jakiejś zewnętrznej firmy.
Cieszę się, że poprzedni zarząd, który naważył piwa z Klubem Kibica, to piwo wypił. Współpracę z kibicami przy okazji meczów ligowych i reprezentacji uważam za kluczową do rozwiązania. Przeszkód w tym, aby normalny kibic kupił sobie bilet i poszedł na mecz jest obecnie tak wiele, że nawet trudno w to uwierzyć. Jak mam ochotę iść na najnowszego Bonda do kina, to po prostu kupuję bilet i idę. Z meczem jest o wiele trudniej i ja będę chciał to zmienić. Będę spotykał się z politykami, z władzami, dyskutował o ustawie o imprezach masowych, jej interpretacji przez organizatorów, policję itd.

Wróćmy na moment do sekretarza PZPN. Dni Waldemara Baryły wydają się policzone...
Nie chcę teraz składać żadnej deklaracji, bo gdyby się zdarzyło tak, że z zarządem podjęlibyśmy decyzję o wyborze nowego sekretarza, to ten obecny musi się o tym pierwszy dowiedzieć. Tego wymaga zwykła kultura.

Będzie to Bogdan Basałaj czy były piłkarz Legii Maciej Sawicki? Na giełdzie krążą te dwa nazwiska.
Nie potwierdzam i nie zaprzeczam. Jeden z kandydatów nie jest osobą powszechnie w naszym środowisku znaną. Przekonamy się siódmego listopada.

Pana wiceprezesi będą mieli autonomię w kreowaniu polityki w dziedzinach, za które odpowiadają, choćby Marek Koźmiński w roli specjalisty od spraw zagranicznych?
Oczywiście, że tak. Nawet więcej, ja sobie nie wyobrażam, aby ktoś tak utalentowany jak Marek zajmował się wyłącznie sprawami zagranicznymi. Te kategorie są sankcjonowane przez obecny statut, który jest zły i nic z niego nie wynika. Przecież choćby tej polityki zagranicznej to nie kształtuje jakiś wiceprezes, tylko prezes z całym zarządem.

Czyli statut PZPN jest do zmiany?
Oczywiście. Nie może być tak, że idę na wybory prezesa i jeszcze w ich dniu nie wiem, jaką śmiercią mogę zginąć. Przecież nie było wiadomo, w jaki sposób odbywać się będzie głosowanie, to jest naprawdę chore. A samo zgłaszanie kandydatur? Przecież dzięki temu, że kluby mogły udzielić aż trzech poprać różnym kandydatom, wybory zamieniły się w jedno wielkie targowisko. Nie oszukujmy się. Jedno jest dla mnie pewne, ten, kto będzie chciał kandydować za cztery lata, będzie miał komfort i sprawy statutu wyprostowane.

Wielokrotnie zarzucał Pan poprzedniej ekipie zły wybór miejsca na siedzibę PZPN. Mówił Pan, że ta powinna mieścić się na Stadionie Narodowym. Zmieni Pan wybór Laty? Łopata została już przecież wbita.
Pamiętajmy, że dzisiaj wartość tego terenu jest dużo większa niż jeszcze kilka miesięcy temu. Mamy Marka Koźmińskiego, który trochę się na kwestiach budowlanych i deweloperskich zna. Trzeba skalkulować koszty, sprawdzić, jakie mamy zabezpieczenie finansowe na 2013 rok, zweryfikować działania poprzedników i zareagować, nim będzie za późno. Powiem tak: mam pewne obiekcje co do wyboru nowej siedziby, ale jednoznacznej deklaracji już w tym momencie nie mogę przedstawić.
Sądzi Pan, że podczas najbliższego meczu reprezentacji kibice na stadionie zamiast tradycyjnych bluzgów pod adresem PZPN, będą związek pozdrawiali?
Natychmiast zabieram się do roboty, aby ludzie widzieli, że związek się zmienia.

Finał Pucharu Polski będzie wreszcie miał swoją rangę?
Powinien zawsze odbywać się w Warszawie. Z udziałem prezydenta RP.

Na Stadionie Narodowym?
Nie zawsze. Trudno byłoby zgromadzić 50 tys. widzów na Narodowym, gdyby w finale grała Olimpia Grudziądz z Flotą Świnoujście. Z całym szacunkiem dla tych drużyn.

Przed wyborami Michał Listkiewicz twierdził, że Boniek się zmienił. Zaczął szanować ludzi i dlatego może wygrać.
To Listkiewicz się zmienił, ja jestem taki sam. Cztery lata temu dostałem tylko 19 głosów, bo głosowali w dużej mierze inni ludzie. Szanuję Michała, fajny kumpel, lubi wszędzie i na każdy temat zabierać głos. Jego żona powiedziała kiedyś, że Michał nie jest się w stanie oprzeć i jak dzwoni jakiś dziennikarz, to wychodzi nawet spod prysznica. (śmiech)

Zatrudni go Pan? Kiedyś był Pan jego zastępcą.
Trzeba powołać taki departament dla Michała. Na pewno to człowiek do wykorzystania, ma wiedzę, zna języki. Musi jednak pamiętać, że PZPN obowiązuje teraz ład korporacyjny. Trzeba będzie go przestrzegać. Spokojnie, miejsce dla Michała na pewno się znajdzie.

FLESZ: Polacy żyją krócej. Co nas zabija?

Wideo

Materiał oryginalny: Boniek: Nie chciałem krzyżować tych, których wyprzedziłem - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3