Brutalne morderstwo z 2000 roku. Sprawcy przed sądem

Wiesław Pierzchała
Policja zatrzymała sprawców po 10 latach
Policja zatrzymała sprawców po 10 latach DziennikŁódzki/archiwum
Skatowali znajomego, tłukli młotkiem po głowie, wbili nóż w gardło. Zwłoki poćwiartowali i porzucili w lesie koło Stróży pod Łodzią. Zostali zatrzymani dzięki kobiecie, która była świadkiem morderstwa.

Akt oskarżenia w tej sprawie trafił do Sądu Okręgowego w Łodzi. Według prokuratury, zabójcy to: 53-letni mechanik Andrzej B. i 59-letni stolarz Jerzy J. - pseudonim "Jerzol". Grozi im dożywocie.

Był wieczór 24 stycznia 2000 roku. O godz. 23. Zdzisław K., mieszkający z przyjaciółką w Łodzi, odebrał telefon od Andrzeja B., który poprosił go, aby przyjechał do niego na ul. Paderewskiego. Pojechał swoim polonezem.

Gdy długo nie wracał, zaniepokojona przyjaciółka i matka skontaktowały się z Andrzejem B. Usłyszały, że owszem Zdzisław K. był u niego, trochę wypili, ale nad ranem wyszedł i już się nie pojawił. Kobiety zawiadomiły policjantów, a ci wszczęli śledztwo.

Andrzej B. powtórzył policjantom to, co powiedział kobietom, zaś jego słowa potwierdziła konkubina - Katarzyna K. W jego mieszkaniu śledczy nie odkryli niczego podejrzanego. Nie pomogło nawet odnalezienie poloneza w Łasku. W tej sytuacji 30 sierpnia 2000 roku sprawa została umorzona.

Wrócono do niej w listopadzie 2010 roku, gdy Katarzyna K. opowiedziała o horrorze, jaki rozegrał się w mieszkaniu przy ul. Paderewskiego. Jego gospodarz poprosił przez telefon Zdzisława K., aby przyjechał i odwiózł do domu Jerzego J. z żoną i dziećmi. Nie doszło do tego, gdyż między Andrzejem B. a Zdzisławem K. wybuchła awantura.

Gospodarz zaczął bić w głowę Zdzisława K. Widząc, co się dzieje, żona Jerzego J. zabrała dzieci i wróciła do domu. Tymczasem gospodarz i "Jerzol" tak skatowali Zdzisława K., że usiedli w fotelach, aby odpocząć.

Według śledczych, Andrzej B. chwycił potem młotek i uderzył w głowę pobitego. Potem wbił mu nóż w gardło. Zabójcy poćwiartowali ciało i porzucili w lesie. Andrzej B. skutecznie zatarł ślady zbrodni w swoim mieszkaniu: wyrzucił dywan i wersalkę ze śladami krwi, pozrywał tapety i położył nowe.

Konkubina nie ujawniła zbrodni policji, gdyż bała się, że Andrzej B. ją zabije. Odważyła się zeznawać dopiero kilka lat po rozstaniu.

CZYTAJ TEŻ:
* Morderca z ul. Armii Krajowej zatrzymany (FILMY)
* Brutalne morderstwo pracownicy Providenta. Zabił nożem myśliwskim
* Łódź: tasakiem zabił żonę i dzieci. Rusza proces
* Nowi "Bonnie i Clyde" aresztowani. Są podejrzani o rabunki i morderstwa

Zapisz się do newslettera

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie