Były kierowca autobusu ciągnie Wenezuelę na dno

Michał Kurowicki AIPZaktualizowano 
Nicolas Maduro przejął władzę w 2013 roku, kiedy zwyciężył w wyborach prezydenckich. Głosowało na niego 50,7 proc. wyborców, minimalnie więcej niż na kandydata opozycji Henrique Caprilosa Radonskiego.<br>
Nicolas Maduro przejął władzę w 2013 roku, kiedy zwyciężył w wyborach prezydenckich. Głosowało na niego 50,7 proc. wyborców, minimalnie więcej niż na kandydata opozycji Henrique Caprilosa Radonskiego. RONALDO SCHEMIDT/AFP/EAST NEWS
Od śmierci Hugo Chaveza w 2013 roku państwem rządzi - prezydent Nicolas Maduro i każdego roku traci społeczne poparcie. W kraju trwają wielkie demonstracje. Na ulicach leje się krew. Sytuacja zmienia się z godziny na godzinę

Wenezuela jest jak arbuz. Na wierzchu zielona. Po przekrojeniu czerwona. Kraj porasta amazońska dżungla. Wśród bujnej zieleni państwem rządzą ubrani w czerwone koszule socjaliści. To zwolennicy byłego prezydenta Hugo Chaveza, który od 1998 do 2013 roku w demokratyczny sposób wygrał prawie wszystkie ogłoszone wybory oraz referenda i po śmierci przekazał władzę Nicolasowi Maduro.

Na zakupy lepiej wziąć wolny dzień

Jak wygląda dziś życie przeciętnego obywatela Wenezueli? Ciekawie przedstawił to Daniel Pardo, korespondent BBC w tym kraju, który przeprowadził interesujący eksperyment. W prosty sposób pokazał braki w towarach na półkach sklepowych w Caracas. W swoim krótkim filmie prezentuje, ile wysiłku i czasu wymaga obecnie zdobycie podstawowych produktów. Stwierdza, że jeśli ktoś wybiera się na zakupy lepiej żeby wziął dzień wolnego w pracy.

Swoją opowieść zaczyna w Caracas o godz. 8 rano. Dzwoni budzik. Pardo wstaje, bierze prysznic, ubiera się i punktualnie o godz. 9 wychodzi do miasta. Ma ze sobą listę z zakupami, które zamierza zrobić. Na kartce zapisał osiem produktów: mąkę kukurydzianą, mleko, kawę, olej do smażenia, szampon do włosów, proszek do prania, mydło i papier toaletowy. To jego cel na dziś. Zaczynamy zakupy!

Pardo mówi na początku, że ceny w kraju są regulowane przez państwo. Produkty są tanie i to jedna z przyczyn, dla których tak ciężko cokolwiek dostać w sklepach. Ma ze sobą 600 boliwarów. To około dziesięć procent minimalnego miesięcznego wynagrodzenia. To suma, którą przeciętny Wenezuelczyk wydaje dziennie na zakupy.

Dziennikarz zbliża się do pierwszego supermarketu. Dziwi się, że nie ma przed nim kolejki. Ale zaraz sytuacja wyjaśnia się. Kilkaset osób stoi w długim ogonku… w podziemnym parkingu. Według jednych to sposób, w który rząd chce uniknąć widoku stojących na ulicach ludzi w kolejkach. Inni twierdzą, że chodzi o to, żeby dzięki usytuowaniu kolejek w podziemiach uniknąć udarów słonecznych. Bo w kraju leżącym na równiku przez cały rok panują wysokie temperatury i prawie stuprocentowa wilgotność.

Kolejki to najlepszy sposób, żeby porozmawiać z ludźmi. Pardo dowiaduje się, że podobno w sklepie można dostać mąkę kukurydzianą. Jednak po godzinie stania okazuje się, że to nieprawda. Produkt udaje się kupić dopiero dzięki pomocy znajomego, który przysyła sms z wiadomością, że mąka jest w supermarkecie koło niego. Około południa dziennikarz odnosi pierwszy sukces. W jego torbie znajdują się dwa kilogramy mąki. W kolejce spotyka inne osoby. Każdy pokazuje co udało mu się dostać od rana. Kobieta ma w siatce dwa kilo mięsa. Jej przyjaciel prezentuje wielką paczkę z pięcioma kilogramami proszku do prania. I tak krok po kroku, aż do wieczora.

Dziennikarz pokazuje wprowadzone przez rząd skanery do odcisków palców. Ma to zapobiec kupowaniu nadmiernych ilości tanich produktów i odsprzedawaniu ich na czarnym rynku. Każdy kto robi zakupy musi zostawić swój odcisk. Kolejny sposób to kupowanie, które zależy od numeru dowodu osobistego. Pardo ma dowód zaczynający się od numeru trzy. Dzięki temu, zgodnie z wprowadzonymi przez rząd zasadami, w środę może kupić proszek do prania. Około godz. 14 dziennikarz podsumowuje swój dzień. Przez sześć godzin udało mu się kupić trzy produkty: proszek do prania, mydło i mąkę kukurydzianą. Po resztę będzie musiał wybrać się kolejnego dnia.

Kierowca autobusu kieruje krajem

Wróćmy jednak do polityki. Bo opisywane w dziennikarskim eksperymencie perypetie z zakupami zaczęły się na dobre po śmierci Hugo Chaveza w 2013 roku. Wtedy władzę przejął Nicolas Maduro. I pozostaje prezydentem do dziś. Obecny przywódca nie ma tej charyzmy i nie otacza go ta sama legenda, co poprzednika. Maduro urodził się w stolicy kraju Caracas. Skończył tam szkołę średnią, a następnie rozpoczął pracę jako kierowca miejskich autobusów. Od lat 80-tych ubiegłego wieku angażował się w działalność związków zawodowych. Od tego czasu związał się ze środowiskiem politycznym Hugo Chaveza. Zajmował stanowisko przewodniczącego Zgromadzenia Narodowego. Był ministrem spraw zagranicznych. Chavez ufał mu do tego stopnia, że przed śmiercią wyznaczył go na swojego następcę. W przeprowadzonych w kwietniu 2013 roku wyborach Maduro zdobył 50,7 procent głosów i pokonał kandydata opozycji Henrique Caprilesa Radonskiego. Jednak od tego czasu jego popularność spada. Swoje rządy próbuje ratować, uciekając się do prawie dyktatorskich metod. Tłumi wielkie demonstracje. W wyniku ulicznych walk, tylko od początku kwietnia zginęły już 124 osoby. Według danych ONZ za śmierć 46 z nich odpowiadają bezpośrednio służby bezpieczeństwa podległe prezydentowi Maduro. Kolejne 27 zabiły prorządowe bojówki. Natomiast nie wiadomo na razie kto odpowiada za śmierć pozostałych 51 osób.

Lewica i prawica w śmiertelnym uścisku

Dzisiejsza Wenezuela to miejsce gdzie romantyzm spotyka się z rzeczywistością. Gdzie w dramatycznych okolicznościach lewica walczy z prawicą. Dla wielu przedstawicieli lewicy Wenezuela jest krajem, w którym przeprowadzona przez Chaveza - boliwariańska rewolucja socjalistyczna - stała się przykładem, jak można w demokratyczny sposób zmieniać dziś świat. Dała nadzieję, że krajem może rządzić koalicja chłopów, robotników, tubylczych Indian i oświeconych intelektualistów, których prowadzi charyzmatyczny przywódca, czyli El Comandante. Najpierw Hugo Chavez. Później Nicolas Maduro.

Zupełnie inaczej wygląda spojrzenie przeciwników socjalistycznych reform. Dla zwolenników liberalnej gospodarki i wolnego rynku reformy Chaveza są koszmarnym snem, z góry skazanym na porażkę. Rzeczywistość oglądana z tej strony to marnotrawstwo w rządzeniu, rozdawnictwo wbrew rachunkowi ekonomicznemu, powiększanie obszaru biedy i nieunikniona droga w stronę dyktatury. A ostatnim przykładem, który ma udowodnić taką tezę jest właśnie powołanie przez Maduro, nie uznawanego przez opozycję, Zgromadzenia Narodowego oraz puste półki w sklepach i długie kolejki mieszkańców Wenezueli pod sklepami.

Sytuacja w kraju zmienia się z godziny na godzinę. Obie strony konfliktu chwyciły się za bary i trzymają w dramatycznym uścisku. Nikt nie jest w stanie przechylić szali zwycięstwa na swoją korzyść. Dlatego codziennie docierają do nas sprzeczne sygnały. Jakby istniały dwie równoległe rzeczywistości. Najłatwiej byłoby powiedzieć, że prezydent Maduro to dyktator albo że opozycja wobec niego to opłacani przez USA awanturnicy. Ale tak prosto niestety się nie da.

Mieszkańcy Valencii chcą pić rum

Atak na wojskowe koszary, aresztowanie przywódców opozycji, wybory do Zgromadzenia Narodowego, których nie uznaje większość państw na świecie. Sankcje USA. Wielkie demonstracje - przeciwników i zwolenników rządu. Na ulicach leje się krew. Czym to się skończy? Odpowiedź na to pytanie to aktualnie najważniejsza kwestia dla 31 milionów obywateli tego kraju.

Nie znają jej pewnie mieszkańcy drugiego co do wielkości miasta Wenezueli - Valencii. To właśnie tam w ubiegłym tygodniu doszło do ataku na wojskowe koszary i przez kilka dni wojsko szukało sprawców tej napaści. W tym czasie po ulicach jeździły uzbrojone wojskowe patrole. Nad miastem krążyły policyjne helikoptery. Dwa miliony mieszkańców żyło w stanie oblężenia.

Tym razem woleli pozostać w domu, zamiast pójść z przyjaciółmi i napić się szklaneczki rumu z colą, którą zwyczajowo zamawiają po pracy w ulicznych barach, gdzie dyskusje o życiu i polityce trwają jeszcze długo po północy.

Jednak tym razem wszyscy nasłuchiwali doniesień o ataku na koszary. Napastników było dwudziestu. Z karabinami na ramionach napadli na bazę. Wojsko odparło atak. Żołnierze na miejscu zabili dwóch napastników. Jeden został ciężko ranny. Siedmiu aresztowano. Pozostało dziesięciu, informowała na bieżąco telewizja TeleSur.

Na kilka godzin przed atakiem, biorący w nim udział mężczyźni nagrali i opublikowali film. Przed kamerą stoją w mundurach wenezuelskiej armii. Przemawia jeden z nich. Twierdzi, że występują przeciwko morderczej tyranii prezydenta Maduro. To lider grupy Juan Caguaripano. Po kolei wymienia imiona i nazwiska osób, które zginęły podczas antyrządowych protestów.

- To nie jest zamach stanu, ale militarna oraz cywilna akcja mającą na celu przywrócenie konstytucyjnego porządku - mówi na koniec Caguaripano.

W państwowej telewizji wystąpił natomiast prezydent Nicolas Maduro. Przywódca kraju pogratulował armii zdecydowanej i szybkiej reakcji na nagłe zagrożenie. Określił całe zdarzenie jako zamach terrorystyczny i dodał, że zrobi wszystko, aby schwytać zbiegłych napastników.

RUPTLY/x-news

Czy nowe Zgromadzenie Narodowe jest legalne?

Równie gorąco jest w innych częściach kraju. Szczególnie w stolicy - Caracas. Na ulicach leje się krew. Niemal codziennie demonstruje opozycja. Kontrmanifestacje organizują zwolennicy rządu. Interweniuje policja i wojsko. Ponieważ w parlamencie większość ma opozycja, prezydent Maduro powołał do życia nowe ciało ustawodawcze - Zgromadzenie Narodowe. To próba ratowania kontroli nad państwem. W zakończonych przed tygodniem wyborach do zgromadzenia zwycięża jego partia. Wybory bojkotuje opozycja i nie uznaje ich wyników. Nie wiadomo nawet jaka była frekwencja. Maduro twierdzi, że głosowało osiem milionów ludzi, czyli ponad 40 procent wyborców. Opozycja, która nawoływała do bojkotu głosowania, mówi o dwóch milionach.

Wenezuela może wkrótce być izolowana na arenie międzynarodowej. Choć niekoniecznie. Warto spojrzeć, kto nie uznaje wyniku wspomnianych wyborów, a kto twierdzi, że były legalne. Nie uznają ich m.in. - USA, Brazylia, Meksyk, Hiszpania i cała Unia Europejska. Te państwa nawołują do wprowadzenia sankcji przeciw rządowi Maduro. Stany Zjednoczone już to zrobiły. Jednak sankcjami objęły jedynie prezydenta, a nie cały kraj. Pomimo tego są one wyjątkowo dotkliwe. Aktywa finansowe Maduro, które znajdują się pod amerykańską jurysdykcją zostały zamrożone. Obywatele USA mają zakaz prowadzenia interesów z prezydentem. Takie działania oznaczają pośrednio zablokowanie dostępu wenezuelskim producentom ropy do amerykańskiego rynku.

Natomiast wybory za legalne uznały - Rosja, Nikaragua, Boliwia i Kuba. Szczególnie ze strony Rosji można wkrótce spodziewać się oferty pomocy gospodarczej dla Wenezueli. Podobnie jak ze strony Kuby, która w przeszłości wysyłała już tysiące swoich lekarzy do tego kraju. Sprawa Zgromadzenia Konstytucyjnego ma kluczowe znaczenie dla rozwoju sytuacji w kraju. Według założeń prezydenta ma to być organ konkurencyjny wobec parlamentu. Jego członkom dano możliwość dokonywania praktycznie niczym nieograniczonych zmian w ustawodawstwie kraju. Dotyczy to także nowych wyborów do parlamentu. Kadencja nowego zgromadzenia nie jest na razie określona żadną ustawą.

Alo Presidente Chavez

Nie można pisać o wydarzeniach w Wenezueli, nie wspominając Hugo Chaveza. Dlatego, że jego reformy radykalnie zmieniły oblicze kraju. Ale też dlatego, że obecny prezydent nie radzi sobie z rządzeniem i nie potrafi przemawiać jak Chavez, który każdej niedzieli komunikował się z Wenezuelczykami dzięki słynnemu programowi telewizyjnemu „Alo Presidente”. Audycja nadawana była od 1999 roku aż do śmierci Chaveza w 2003 roku. W każdą niedzielę od godziny 11 do 17. Ale tylko teoretycznie, bo dokładna godzina zakończenia programu nie była ustalona. Zdarzało się, że trwał o wiele dłużej. Oprócz prezydenta brali w nim udział wszyscy członkowie rządu, którym prezydent zadawał pytania. Sam Chavez odpowiadał też na żywo na pytania zadawane przez telewidzów. Program oglądały miliony mieszkańców Wenezueli.

Chavez przeprowadził w kraju szereg reform. Kraj za jego rządów był nazywany często - Boliwariańską Republiką Socjalistyczną. Zmiany wprowadzone przez Chaveza opisuje znany brytyjski politolog, pakistańskiego pochodzenia Tariq Ali w książce ,,Pirates of the Caribbean - Axis of Hope” (Nie mylić z filmem o tym samym tytule - przyp. red.). Przedstawia tam trzy postacie - prezydenta Boliwii Evo Moralesa, przywódcę Kuby Fidela Castro i właśnie prezydenta Wenezueli. Hugo Chaveza - jako piratów z Karaibów.

W książce czytamy o zmianach w systemie edukacji, gdzie od czasów przejęcia rządów przez Chaveza ponad milion biednych dzieci z faweli i zapadłych wsi otrzymało bezpłatny dostęp do szkół. Ponad 1,2 miliona dorosłych analfabetów zostało nauczonych jak czytać i pisać. Kolejne zmiany dotknęły służbę zdrowia. W najuboższych częściach kraju i dzielnicach biedy w wielkich miastach, takich jak Caracas czy Valencia powstało 11 tysięcy lokalnych klinik zdrowia. Dostęp do nich jest bezpłatny. Większość korzystających z nich osób po raz pierwszy w życiu była u lekarza. Udało się to osiągnąć dzięki pomocy z Kuby, która przysłała do Wenezueli 14 tysięcy lekarzy. Reformy objęły także rolnictwo. Ponad dwa miliony hektarów ziemi, należących do wielkich posiadaczy ziemskich zostało rozdysponowanych pomiędzy 116 tysięcy chłopskich rodzin.

Do wprowadzenia tak ambitnego programu zmian społecznych Chavez używał pieniędzy z ropy naftowej, której Wenezuela jest jednym z największych producentów na świecie. Miał przy tym szczęście. Za jego rządów ceny tego surowca były jednymi z najwyższych w historii. Natomiast od czasów przejęcia władzy przez Nicolasa Maduro znacząco spadły.

Jednak o przeprowadzonych reformach nie można zapominać dziś, gdy na ulicach trwają codzienne manifestacje. I Maduro, pomimo szeregu błędów i dyktatorskich zapędów, posiada wciąż poparcie połowy społeczeństwa. Popierają go, bo wiedzą, że mogą stracić bezpłatny dostęp do szkół, edukacji i inne zdobycze.

Co więcej wyraźnie popiera go armia. Widać to było na przykładzie wspomnianych wyżej wydarzeń w Valencii, gdzie grupa 20 mężczyzn, częściowo związanych z armią zaatakowała koszary. Napaść została szybko odparta. Sytuacja opanowana w ciągu zaledwie kilku godzin. Skąd ta sprawność i oddanie dla rządu centralnego w Caracas?

Tak silne powiązanie armii z władzą to kolejny z pomysłów Chaveza, zaczerpniętych z przeszłości, a który działa do dziś. Pisze o tym brytyjski dziennikarz i historyk Richard Gott, były korespondent gazety „The Guardian” do Wenezueli, w polecanej przez „Financial Times” książce „Hugo Chavez and the Bolivarian Revolution”. W książce Gotta czytamy, że strategia wprowadzona przez Chaveza pochodzi jeszcze z doświadczeń XIX wieku. Wtedy Simon Bolivar - przywódca walk o wyzwolenie Ameryki Południowej spod władzy Hiszpanów - stworzył niezwykle silny sojusz pomiędzy armią i narodem, dzięki któremu możliwe było wybicie się Wenezueli na niepodległość. Ta tradycja dominuje w wenezuelskiej armii do dziś.

A donde vas Venezuela? Czyli - Dokąd zmierzasz Wenezuelo? Trudno powiedzieć. Sytuacja jest na tyle dynamiczna, że istnieje wiele możliwych wariantów. Władzę przejmie w końcu któraś ze zwalczających się stron. Oby udało się dokonać tego w sposób pokojowy, bo tak cudowny kraj jak Wenezuela nie zasługuje na wojnę.

Wideo

Materiał oryginalny: Były kierowca autobusu ciągnie Wenezuelę na dno - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 2

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

s
szumowina

Maduro na min. transportu

k
kanalia

n.p. min. transportu

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3