Camerimage Łódź: Dobre zdjęcia nie zawsze oznaczają wielką...

    Camerimage Łódź: Dobre zdjęcia nie zawsze oznaczają wielką treść

    Dariusz Pawłowski

    Dziennik Łódzki

    Aktualizacja:

    Dziennik Łódzki

    Od rana do późnych godzin nocnych trwa intensywne życie 17. Międzynarodowego Festiwalu Sztuki Autorów Zdjęć Filmowych Plus Camerimage w Łodzi. Centrum dziennego i wieczornego życia festiwalu to oczywiście Teatr Wielki, choć filmy prezentowane są też w kinach Polonia, Charlie i Silver Screen. Nocne życia zaś wre w klubie festiwalowym w hotelu Centrum.
    Nie ma możliwości, żeby zobaczyć wszystko na festiwalu, a pojawiło się już co najmniej kilka wielce interesujących filmów. Jak zwykle mocny pod względem wizualnym jest dobór filmów w konkursie głównym, nie zawsze jednak dobra robota operatora idzie w parze z jakością filmu i jego treścią.

    Pod tym względem, jak na razie, największe dla mnie rozczarowanie stanowi rosyjski "Tlen" Iwana Wyrypajewa z Karoliną Gruszką w obsadzie (zdj.
    Andrey Naydenov). Film jest zbudowany formą, niekiedy atrakcyjną, dopracowany obrazem. Niestety, poza formalnymi poszukiwaniami niewiele z tego wynika. Przypominający obrazkowe wydanie przeciętnej muzycznie płyty (obraz podzielono na dziesięć kompozycji), jest melorecytowanym wykładem przemyśleń autora na temat "ważnych rzeczy dręczących ludzkość". Martwi jednak fakt, że są to przemyślenia oczytanego nastolatka. W zamyśle "Tlen" miał być zapewne prowokacją, jednak wyważanie otwartych drzwi, dialog z Biblią na poziomie strzelania do niej pestkami wiśni i słownymi "odkryciami" oraz Gruszka w koszulce z napisem "ZSSR - nasza ojczyzna" to za mało. To wydmuszka, którą forma, zawarta tak naprawdę w jednym pomyśle, zjada już po dziesięciu minutach. Potem jest już nudno.

    Na przeciwstawnym biegunie myślenia o kinie plasuje się obraz "Get Low" (polski tytuł - "Aż po grób") Aaarona Schneidera (zdj. David Boyd). Tradycyjny i najprostszy w formie film, kameralny, ale silny aktorsko (dużej klasy Robert Duvall, Bill Murray i Sissy Spacek), ani przez chwilę nie zaskakuje "sztuczkami". Niespieszna akcja koncentruje się na opowiadanej historii i człowieku, dając okazję do refleksji nad tym, nad czym zawsze warto się pochylić, czyli losem człowieka, jego siłą i słabościami. Refleksja to jednak bezpośrednia dotykająca myśli, a nie wykrzyczana formą i agresywnym bełkotem.
    Misternymi zdjęciami Johna Mathiesona może się pochwalić "Cracks" Jordana Scotta. Film z zachwytem się ogląda, od razu kupując jego szczególny, nieco staroświecki klimat, sama opowieść gubi się jednak, moim zdaniem, w nieprawdopodobieństwach i zbyt usilnym poszukiwaniu symboliki.
    1 »

    Czytaj treści premium w Dzienniku Łódzkim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo