Co łodzianin osiągnie w Australii? Kamil Majchrzak w Australian Open

Dariusz Kuczmera
Dariusz Kuczmera
Kamil Majchrzak na ostatniej prostej przygotowań. Kamil Majchrzak wkroczył w ostatnią i decydującą fazę przygotowań do pierwszego występu w nowym sezonie. Zawodnik LOTOS PZT Team wróci do Touru w przyszłym tygodniu, po ponad dwumiesięcznej przerwie, zakażeniu koronawirusem, a także z nowym trenerem - Szwedem Joakimem Nynstroemem - informuje Tomasz Dobiecki, Polski Związek Tenisowy

- Nie da się ukryć, że jest już bliżej, niż dalej i to pod każdym
względem. W przyszłym tygodniu zagram w turnieju ATP Melbourne
1/Adelaide, cokolwiek to dokładnie znaczy w tym zwariowanym kalendarzu
na otwarcie sezonu. Nie mogę się już doczekać pierwszego startu, bo
wiadomo, że rywalizacja o punkty to jest coś zupełnie innego.
Szczególnie po tak trudnym i dziwacznym dwutygodniowym etapie
przygotowań w ścisłym reżimie sanitarnym i pod dużą presją, że za
jakiekolwiek przekroczenie obowiązujących przepisów, czasem lekko
absurdalnych, grozić mogą poważne kary. Na pewno bardzo miło będzie
wrócić w miarę do normalności już za kilka dni i znowu poczuć dreszcz
emocji związany ze startem turniejowym - uważa Majchrzak.

- Na pewno już czytając szczegółowe procedury obowiązkowej kwarantanny
dla każdego uczestnika Australian Open, można było poczuć ciarki na
plecach. Z góry było wiadomo, że będzie ciężko, ale też wszyscy mieli
mieć takie same warunki do przygotowań. Sprawa się skomplikowała, kiedy
w lotach czarterowych do Australii zdarzyły się pozytywne wyniki testów
na COVID-19, a każdy kto leciał pechowym lotem został na dwa tygodnie
zamknięty w pokoju hotelowym, bez możliwości wyjścia z niego w tym
czasie. Ja miałem szczęście, że ten problem nie dotyczył mojego
samolotu, więc od ponad tygodnia mogę normalnie trenować na korcie z
Francuzem Corentinem Moutetem, z którym wybraliśmy się do pary. Pierwsze
treningi mieliśmy w hali, ale potem wyszliśmy na otwarte korty. Drugi
tydzień również będziemy razem trenować, bo nie doszło do zapowiadanego
przez organizatorów poszerzenia grup treningowych - dodaje zawodnik
LOTOS PZT Team, zajmujący obecnie 108. pozycję w rankingu ATP Tour.

Zgodnie z bardzo szczegółowym regulaminem sanitarnym, który musieli
podpisać uczestnicy tegorocznego Australian Open, mogą oni opuszczać
swoje pokoje tylko na pięć godzin w ciągu dnia. W tym czasie mają
treningi tenisowe, korzystają z siłowni, czy też prowadzą treningi
kondycyjne poza hotelem. Natomiast ponad 70 uczestników lotów, w których
na pokładzie znalazły się osoby zakażone, nie ma takich praw, bowiem
wszyscy z urzędu zostali zakwalifikowani do 14 dniowej izolacji. Mogą
więc trenować tylko w swoich pokojach.

- Na pewno nie jest to normalna sytuacja i w żaden sposób komfortowa,
chociaż wcześniej wydawało się, że np. po sześciu czy siedmiu
negatywnych wynikach testów na koronawirusa będą mogli jednak wyjść z
pokoju. Ale władze lokalne nie chcą ustąpić w tej sprawie, więc jest to
sytuacja naprawdę nie do pozazdroszczenia i na pewno odbije się w
znacznym stopniu na ich formie, ale też kondycji, nie tylko fizycznej,
ale i psychicznej. Ja na szczęście mam możliwość wyjścia z hotelu na
kilka godzin, odbijania piłek na korcie, a nie o ścianę w pokoju, więc
łatwiej mi sobie radzić w tej trudnej sytuacji. Na pewno wolałbym,
zamiast oglądać Netflixa czy siedzieć w pokoju 19 godzin na dobę, wyjść
normalnie na miasto, pójść do jakiegoś muzeum, coś zwiedzić. No ale
jest, jak jest, więc trzeba się podporządkować. Tym bardziej, że kary za
złamanie ograniczeń mogą być bardzo dotkliwe - powiedział Majchrzak.

- Na pewno nie można zarzucić organizatorom, że się nie starają,
natomiast w praktyce wiele rzeczy nie wychodzi na pewno im tak, jak
powinno. Chyba trochę sytuacja wszystkich przerosła. Chociaż dostarczono
zawodnikom rzeczy do ćwiczeń ogólnorozwojowych, to szczególnie ważne dla
tych objętych ścisłą kwarantanną. Ale jednak chwilami pewne rzeczy
trochę wydają się absurdalne. Na przykład przy schodzeniu z kortu zdarza
się, że po cztery i więcej razy trzeba dezynfekować ręce. Chociaż każdy
z nas to robi już odruchowo tuż po zakończonym treningu, to i tak co
parę metrów ktoś z obsługi przypomina i każe to zrobić, chociaż przed
chwilą to już zrobiłem na korcie. Wiadomo, że ci ludzie są w pracy i
mają jasne wytyczne, ale czasem bywa to już przesadne. Codziennie mamy
robione testy PSR na obecność wirusa, co też trochę bywa uciążliwe. Dość
słabym punktem jest catering, więc trzeba zamawia jedzenie z miasta, z
dostawą do hotelu. Ale nie ma co narzekać, trzeba to jakoś przetrwać i
się przygotowywać jak najlepiej tylko można do startów przed Australian
Open i w samym Wielkim Szlemie - dodał.

Tenisista LOTOS PZT Team pod koniec listopada trafił do Good To Great
Tennis Academy pod Sztokholmem i związał się z trenerem Jakimem
Nynstroemem, który w przeszłości był w czołowej dziesiątce rankingu ATP
Tour w singlu i deblu. Za jego przygotowanie fizyczne odpowiada Tim
Lindberg, a wspiera też Włoch Gianluca Marchiori, który będzie
towarzyszył Kamilowi podczas turniejów, jeśli jakieś obowiązki
uniemożliwią to Nynstroemowi. Jednak cykl przygotowawczy Polaka do
nowego sezonu przerwał pozytywny wynik testu na koronawirusa, w drugim
tygodniu grudnia.

- Niestety w moim przypadku było to zakażenie, które nie przebiegło
bezobjawowo, wiec po przejściu wirusa musiałem bardzo spokojnie wznowić
treningi i przygotowywać się do pierwszych startów. Z każdym dniem i
treningiem na pewno czuję się coraz mocniejszy, ale jeszcze nie jestem
tak w 100 procentach gotowy do wyjścia na kort. Dlatego bardzo ważne
było dla mnie, że znalazłem się od razu w głównej drabince i nie
musiałem grać w eliminacjach do Australian Open w Dubaju, bo to mi dało
jeszcze dodatkowe trzy tygodnie na rozplanowanie przygotowań i nabranie
sił. Jak się to przełoży na moją formę, zobaczymy już w przyszłym
tygodniu, a potem w samym Wielkim Szlemie. Dla mnie jest ważne, że mogę
znowu rywalizować w dużych turniejach, bo to daje dodatkowe możliwości
rozwoju i awansu w rankingu. Moim celem na ten rok jest zbliżenie się do
Top 50 ATP, a może nawet wejście do czołowej 50-tki tenisistów świata,
dlatego muszę teraz jak najczęściej grać przeciwko najlepszym zawodnikom
- powiedział Majchrzak.

Kamil jest jednym z czwórki polskich tenisistów, którzy 8 lutego staną
na starcie wielkoszlemowego Australian Open, obok Igi Świątek (17. w
rankingu WTA), Huberta Hurkacza (29. w rankingu ATP) i deblisty Łukasza
Kubota (9. w rankingu ATP Doubles). Wszyscy obecnie znajdują siew
Melbourne na obowiązkowej kwarantannie.

Powstała Superliga, UEFA zbanuje kluby?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie