Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

Co zdarzyło się w łódzkim tramwaju? Czy motorniczy przyciął drzwiami rękę 4-latki, a drzwi zepchnęły ja na tory? Matka szuka świadków

Anna Gronczewska
Matka 4-letniej dziewczynki oskarża  łódzkiego motorniczego, że zamknął drzwi tramwaju na niej i dziecku. Jej córka miała być strącona drzwiami pod tramwaj. Teraz szuka świadków tego wydarzenia.CZYTAJ DALEJ NA NASTĘPNYM SLAJDZIE
Matka 4-letniej dziewczynki oskarża łódzkiego motorniczego, że zamknął drzwi tramwaju na niej i dziecku. Jej córka miała być strącona drzwiami pod tramwaj. Teraz szuka świadków tego wydarzenia.CZYTAJ DALEJ NA NASTĘPNYM SLAJDZIE archiwum Dziennika Łódzkiego
Matka 4-letniej dziewczynki oskarża łódzkiego motorniczego, że zamknął drzwi tramwaju na niej i dziecku. Jej córka miała być strącona drzwiami pod tramwaj. Teraz szuka świadków tego wydarzenia.

Całe zdarzenie miało miejsce w poniedziałek, około godziny 16.40 na przystanku tramwajowym przy ul. Zaolziańskiej w Łodzi. Matka z 4-letnią córką i mężem chciała wsiąść do tramwaju linii 11 A. Według relacji kobiety motorniczy zatrzymał swój pojazd na przystanku. Ale po krótkiej chwili zamknął drzwi tramwaju.

- Zamknął je w trakcie dawania sygnału do zamknięcia, kiedy byłyśmy już przy schodkach – relacjonuje matka 4-letniej dziewczynki. - Drzwi ścisnęły mnie i dziecko w trakcie schodzenia po stopniach. Zatrzaskujące się drzwi, zepchnęły dziecko na tory - w szczelinę pomiędzy przystankiem, a tramwajem, a ja wraz z mężem zostałam uwięziona w środku pojazdu.

Kobieta zaczęła podtrzymywać drzwi tramwaju przed ich całkowitym zamknięciem. Ręka dziecka miała być uwięziona pomiędzy drzwiami, a ścianką wejścia.

- Córeczka bardzo płakała, krzyczała, osoby stojące na przystanku wołały i krzyczały do motorniczego, który w ogóle nie reagował - opowiadała matka dziewczynki. - Kobieta, która znajdowała się na przystanku, podbiegła i wyciągnęła małą spod tramwaju, po czym krzyknęła do motorniczego, że dziecko znajduje się na szynach. Obok kobiety były dwie inne osoby, które także krzyczały, jednak motorniczy nie reagował, więc mąż siłą otworzył drzwi, zaraz po tym jak pani z przystanku wyciągnęła dziecko spomiędzy drzwi.

Potem matka pobiegła do zapłakanej córeczki. Ta mówiła, że boli ją ręka. Jej mąż poszedł do motorniczego. Miał go poprosić, by wysiadł z tramwaju. Zapytał go też czy wie co się wydarzy.

- Mąż był bardzo roztrzęsiony, a motorniczy sprawiał wrażenie oburzonego tym, że nie może już ruszyć i opóźniliśmy jego przejazd, zwyzywał męża, po czym jak gdyby nic się nie stało... odjechał! - twierdzi matka 4-latki.

Agnieszka Magnuszewska, rzecznik prasowy łódzkiego MPK twierdzi, że sprawa jest wyjaśniana.

-  Musimy usłyszeć wersję motorniczego, który w pracy będzie w czwartek – mówi Agnieszka Magnuszewska. - Jest to o tyle ważne, że w tramwaju nie ma monitoringu.

Tramwaj ma jednak tzw. czarną skrzynkę. Przejrzano jej zawartość. Okazało się, że tramwaj na przystanku przy ul. Zaolziańskiej stał 27 sekund. A odjechał 4 sekundy po zamknięciu drzwi. Cała sprawa będzie wyjaśniana. Tymczasem rodzice 4-letniej dziewczynki szukają świadków tego zdarzenia.

od 7 lat
Wideo

Tadeusz Płużański - Dlaczego warto pielęgnować pamięć o wyklętych

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na dzienniklodzki.pl Dziennik Łódzki