Cochise w Łodzi, czyli rockowe oblicze Małaszyńskiego

Mariusz Martynelis
Mariusz Martynelis
Cochise w łódzkim klubie Luka
Cochise w łódzkim klubie Luka mm
Co łączy Pawła Małaszyńskiego i Jareda Leto? Obaj są znanymi aktorami. Obaj śpiewają w zespołach rockowych. Obaj ściśle odgraniczają swoje kariery muzyczne i filmowe. I obaj tej jesieni udowodnili w Łodzi, że śpiewają nie gorzej niż grają w filmach.

W niedzielę gościł w łódzkim klubie Luka zespół Cochise. Szerszej publiczności znany jako zespół Pawła Małaszyńskiego. Myliłby się jednak ten, kto by sądził, że Cochise to zachcianka kolejnego zmanierowanego aktora. Nic z tych rzeczy. Cochise to solidna dawka mocnego grania. Zespół doskonale broni się swoją muzyką i nie potrzebuje do tego znanego nazwiska. Co więcej, wcale tego nie chce.

Cochise powstał w 2004 r. w Białymstoku, ale, jak przyznają muzycy, jego początki sięgają lat 90. Kariera filmowa Pawła Małaszyńskiego dopiero się zaczynała. Gdy jego gwiazda na dobre rozbłysła, zespół słynnego aktora mógł stać się łakomym kąskiem dla wytwórni fonograficznych. Muzycy postanowili jednak zachować pełną niezależność. Debiutancką płytę "Stiil Alive" wydali w 2010 r. własnym sumptem, a na jej okładce próżno szukać nazwiska Małaszyńskiego. W zespole śpiewa Paweł.

Muzyka zespołu to mieszanka grunge’u, metalu i rocka. W utworach nietrudno doszukać się inspiracji takimi zespołami jak Danzig, Metallica czy Soundgarden. Paweł, Wojtek, Radek i Czarek rzadko koncertują, ale gdy nadarzy się taka okazja, zdecydowanie warto posłuchać ich na żywo.

W niedzielę mieli zagrać 18 utworów. Zagrali zaledwie połowę. Wszystko przez chorobę wokalisty, który przyjechał do Łodzi z zapaleniem krtani.

- Mieliśmy odwołać niedzielny koncert, ale doszliśmy do wniosku, że lepiej zagrać mniej niż się poddać - z trudem mówił ze sceny Paweł Małaszyński. - Przepraszam za mój głos, postaram się zaśpiewać najlepiej, jak potrafię.

I postarał się. Aż trudno uwierzyć, że ktoś, komu choroba niemal uniemożliwia normalne mówienie, może tak śpiewać. W większości utworów trudno było usłyszeć różnicę. To jednak zasługa całego zespołu, który świetnie wypada na koncertach. Może nawet lepiej niż w studio. Głosu Pawłowi nie starczyło na spokojniejsze kawałki, jak "Letter from hell", ale cover Danziga "Lick the blood off my hands" czy "Dirty" pokazały potencjał, jaki drzemie w zespole. A potencjał jest duży, i aż dziw bierze, że zespół jest tak mało znany na polskiej scenie muzycznej. Czyżby cena niezależności?

ZOBACZ ZDJĘCIA Z KONCERTU: Koncert Cochise w łódzkim klubie Luka [ZDJĘCIA]

Jest nadzieja, że wkrótce przekonamy się jak brzmi Cochise w najwyższej formie.

- Żałuję, że nie udało nam się zagrać pełnego koncertu, ale obiecuję, że postaramy się wkrótce tu wrócić i zagrać pełne 2 godziny - zadeklarował wokalista.

Wyraźnie strapiony Małaszyński jeszcze długo po koncercie kręcił się wśród publiczności przepraszając za swój głos. Mimo zmęczenia i bólu, jaki sprawiało mu mówienie, rozmawiał ze wszystkimi, pozował do zdjęć, rozdawał autografy. Tak nie zachowuje się zmanierowana gwiazda, ale prawdziwy rockman. W końcu był nim jeszcze zanim zaczął grać w filmach.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

m
m

I brawa dla Pawła, że mimo choroby zagrał koncert, bo właśnie tak moim zdaniem zachowuje się prawdziwy wokalista , który bez muzyki żyć nie potrafi.

Dodaj ogłoszenie