MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Cudowny gest łodzianki. Łódzki olimpijczyk poszedł jej śladem ZDJĘCIA

Jan Hofman
Jan Hofman
Każdy gest, nawet najdrobniejszy... zmienia świat, czyjś świat. Jeśli jest ich wiele, radość i duma jest podwójna.

Kiedy Klaudia Sobolewska-Turek szykowała się do wyścigu kobiet podczas zawodów organizowanych przez Kazimierza Bukszyńskiego, wielokrotnego mistrza Polski w kolarstwie torowym, nie przypuszczała, że wydarzenia tego dnia na długo pozostaną, nie tylko w jej pamięci.

Czekając na swój start, przyglądała się przygotowaniom do rywalizacji w grupie jedenastolatków. Jej uwagę zwróciła ożywiona dyskusja chłopca z sędzią zawodów. Mężczyzna nie chciał dopuścić go do zawodów, bowiem miał na głowie kask, jednak nie kolarski, ale ciężki... strażacki.

Zaczęło się od kasku

- Widząc w oczach chłopca rozpacz i przerażenie, nie zastanawiałam się długo - wspomina pani Klaudia. - Szybko zdjęłam z głowy swój własny kask i przekazałam go nastolatkowi, dzięki czemu młodzian mógł zameldować się na starcie.
Ostatecznie okazało się, że Ukrainiec Jarosław Sokołow nie miał wielkich szans na sukces, bowiem przyszło mu rywalizować na czterdziestoletnim rowerze, tzw. składaku marki Wigry!
- Zrobiło mi się przykro, kiedy widziałam, że jako ostatni przekraczał linię mety - dodała kobieta. - Na nic zdała się ambicja, wola walki, wielki, sportowy hart ducha chłopca. Nie miał szans w starciu z nowoczesną technologią, która wspierała jego rywali.

Wielkie serce

Jak się później okazało, wielkie serce 36-letniej łodzianki po raz drugi dało znać o sobie. - Tak się złożyło, że wygrałam swój wyścig i w nagrodę otrzymałam dobrej klasy rower trekkingowy - dodaje Klaudia. - Natychmiast przed oczami stanął mi ten chłopiec i jego archaiczny, zabytkowy wręcz sprzęt. Przypomniał mi się dialog z filmu „Edi” w reżyserii Piotra Trzaskalskiego - „Wigilia jest zawsze wtedy, kiedy my tego chcemy…”
- Nie mogłam zachować się inaczej. Odszukałam go w grupie młodzieży i przekazałam mu ten wspaniały rower. Obraz jego zaskoczonej twarzy, niedowierzania i późniejsza eksplozja radości, zostaną ze mną na zawsze. Dla takich chwil warto żyć i pomagać!

Rower za rower

Na tym jednak sprawa się nie zakończyła. Altruistyczne zachowanie łodzianki ujęło z kolei Pawła Kaczorowskiego. Kolarz, mistrz Polski, uczestnik mistrzostw świata, olimpijczyk z Monachium (1972) natychmiast podszedł do pani Klaudii, wycałował ją z dubeltówki, pogratulował wspaniałego zachowania, rewelacyjnej postawy i zadeklarował, że ufunduje dla niej podobnej klasy rower. Jak powiedział, tak zrobił i dwa dni później 36-latka miała nowy rower i dodatkowo narty zjazdowe.

- Nie ukrywam, że pani Klaudia tchnęła w me serce wiarę, że w obecnym świecie można jeszcze liczyć na bezinteresowną pomoc, ten bardzo cenny dar, jaki człowiek ofiaruje drugiemu człowiekowi, nie oczekując nic w zamian. Kapitalna ludzka postawa, godna pochwał oraz propagowania. Nie ma odpowiednich słów uznania dla tej pani.

Pomocny pan Marek

Wzruszenia po wyścigu nie krył również Marek Urbaniak. To łodzianin, który od wielu lat pomaga rodzinie Jarka, uważany przez chłopca za wujka. - Mieszkają przy ul. Wschodniej, a tam bieda i zupełny brak warunków dla rozwijania sportowych pasji chłopca - mówi. - Nie przelewa się u nich, dlatego, jak tylko mogę, wspieram ich. Jego matka przyjechała do Łodzi cztery lata temu, pozostała rodzina dołączyła do niej po agresji Rosji na Ukrainę. Zaczynają od zera, żal patrzeć...
Jarek kocha ruch, jest niezwykle dynamiczny i dlatego przy każdej okazji podwożę go na różne sportowe i rekreacyjne wydarzenia. O wyścigu w Aleksandrowie Łódzkim wyczytaliśmy w „Expressie” i od razu powiedział, że chce w nim wystartować.

- Ba, łatwo powiedzieć, trudniej wykonać. Nie miał ani roweru, ani kasku. Na szczęście i na to znaleźliśmy radę. Miałem 40-letni rower Wigry, na którym kiedyś jeździła moja chrześnica. Od piętnastu lat wisiał na ścianie w komórce, dlatego jego stan techniczny pozostawiał wiele do życzenia. Poświęciliśmy mu dwa dni pracy i już nadawał się do rywalizacji. Jestem druhem w Ochotniczej Straży Pożarnej Łódź - Stare Złotno i stamtąd pożyczyliśmy kask... strażacki. Tym samym byliśmy przekonani, że jest gotów do rywalizacji. Gdyby nie wspaniały gest pani Klaudii, jego sportowe plany spaliby na panewce. A tak mieliśmy wielką radość w ukraińskiej rodzinie. Polały się zły wzruszenia i gorące słowa podziękowania. Pokazaliśmy, że pomaganie i wielkie serce dla potrzebujących to nasza narodowa specjalność!

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Szczyt NATO. Ogromne wsparcie dla Ukrainy

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: Cudowny gest łodzianki. Łódzki olimpijczyk poszedł jej śladem ZDJĘCIA - Express Ilustrowany

Wróć na dzienniklodzki.pl Dziennik Łódzki