Czego Łódź może się nauczyć od Gdyni

    Czego Łódź może się nauczyć od Gdyni

    Jacek Grudzień

    Dziennik Łódzki

    Aktualizacja:

    Dziennik Łódzki

    To już tradycja, że pierwszy lipcowy felieton piszę dla Państwa z Gdyni, spacerując po terenach festiwalu Opener. Tysiące kolorowo ubranych ludzi, świetna zabawa i miasto, które żyje imprezą. Niesamowite jest to, że podczas pobytu w Trójmieście mam pełną ofertę wydarzeń w najbliższych miesiącach. Jeśli ktoś chciałby zrobić użytek z mnogości plakatów i ulotek o lokalnych imprezach, byłby w stanie tak zagospodarować sobie lato, że przez dwa miesiące mógłby stąd nie wyjeżdżać, naprawdę dobrze się bawiąc.
    Jacek Grudzień jest szefem i publicystą Łódzkiego Ośrodka Telewizyjnego

    Jacek Grudzień jest szefem i publicystą Łódzkiego Ośrodka Telewizyjnego ©Krzysztof Szymczak

    Rozmawiam z uczestnikami festiwalu i ciągle słyszę, że to największa impreza w Polsce, jedna z najważniejszych w Europie. Prawie wszyscy są dumni, że uczestniczą w czymś wyjątkowym. Sceptycy pewnie powiedzą - i słusznie - że to ani największy festiwal, bo choćby przy Woodstocku jest niewielką imprezą, ani najważniejszy, bo Węgrzy, Serbowie, Hiszpanie i organizatorzy legendarnego Glastonbury nie muszą mieć najmniejszych kompleksów przed polskim festiwalem.

    Jednak organizatorom i Gdyni udało się dokonać czegoś, czego warto się uczyć. Nikt tutaj nie narzeka, choć wszyscy mają świadomość, że gdzie indziej ktoś może robić lepsze imprezy.


    Katowice mają Off Festiwal, Wrocław Nowe Horyzonty, a my...


    Dzięki konsekwencji w działaniu udało się stworzyć markę, która świetnie promuje miejsce, w którym impreza się odbywa. Udaje się to także Katowicom z Off Festiwalem, Wrocławiowi z Nowymi Horyzontami. Odnoszę wrażenie, że w tych miastach panuje wielka zgoda co do tego jak należy budować markę przedsięwzięcia, w którym uczestniczy miasto. O sukcesie w dużej mierze decyduje konsekwencja i zgoda co do działań wszystkich działań tych, którzy powinni być zainteresowani sukcesem.

    Kilka dni temu dyskutowałem z kolegą o tym dlaczego Łódź nie ma takiego sukcesu, mimo że ma się czym chwalić. Twierdzę, że naszym największym problemem jest brak konsekwencji i właściwej promocji.

    Jak z lokalnej imprezy zrobić wielką markę


    Naszym wielkim problemem jest akcyjność, która powoduje, że wiele fantastycznych imprez nie może wyjść poza wymiar lokalny. Kolejne fantastyczne przedsięwzięcia przypominają walkę o przetrwanie. Nie ma wzajemnej promocji, trudno mówić o działaniach, dzięki którym Łódź na przykład w czasie Fashion Week wyglądałaby jak Gdynia w czasie Openera.

    Rozmowa ze wspomnianym kolegą zaczęła się od wymyślania nowych imprez. Na przykład Łódź i Szkoła Filmowa są świetnym miejscem na zorganizowanie festiwalu w hołdzie gwiazdom kina. Wyobraźcie sobie Państwo jak mogłoby wyglądać miasto w weekend lub tydzień poświęcony Dustinowi Hoffmanowi. W kinach jego filmy, w teatrach łódzcy aktorzy przypominają jego słynne spektakle. Na Piotrkowskiej wystawa plakatów, a aktorów-przyjaciół Dustina Hoffmana można spotkać na ulicy.

    Łatwo sobie wyobrazić taką imprezę i gości z całego świata. Tylko czy przy naszej aktywności taka impreza mogłaby się udać? Mam wątpliwości patrząc jak wykorzystujemy ogromny potencjał jaki ma miasto, dzięki imprezom, które już teraz organizuje.

    Przecież łatwo sobie wyobrazić europejski wymiar Fashion Weeku, gości z całego świata na festiwalu światła. Moim zdaniem zgody i wspólnoty działania potrzeba, żeby Explorers Festiwal i Soundedit stały się magnesami, dzięki którym Łódź stanie się mekką dla miłośników przygody i muzyki z całego świata. To już teraz są przdsięwzięcia, których inni mogą nam zazdrościć.

    Na Zdrowiu i Arturówku jak 40 lat temu


    Pewnie jeszcze wielokrotnie będę Państwu o tym pisał, ale gdyby wykorzystać potencjał łodzian, to mieszkalibyśmy w mieście słynnym w całym świecie. Niedawno w Forum Łódź był obszerny artykuł na temat turystycznego potencjału Łodzi. Tu też jesteśmy miastem niewykorzystanych szans. Możliwości także są ogromne. Pamiętam rozmowy z organizatorami tras narciarskich w Lesie Łagiewnickim. Takich jakich próżno szukać w kraju. A nawet łodzianie zafascynowani Justyną Kowalczyk niewiele o tym przedsięwzięciu wiedzą. W tym przypadku także gdyby wykorzystać przedsiębiorczość mieszkańców, to bardzo szybko Łódź dogoniłaby Europę.

    Na razie wybierając się na Zdrowie czy do Arturówka możemy przypomnieć sobie dawne czasy, bo od lat 70-tych niewiele tu się zmieniło i dzisiejsi 40-latkowie łatwo przypomną sobie czasy dzieciństwa. Pod względem podejścia do rekreacji świat nam uciekł. I tak spacerując po lotnisku Babie Doły przypominam sobie gdy kilka lat temu przebojem były koszulki z logo Europejskiej Stolicy Kultury. Wszyscy nam ich zazdrościli. Po klęsce Łodzi w tym konkursie, o tym małym sukcesie zapomniano. Jak to w Łodzi.

    Czytaj treści premium w Dzienniku Łódzkim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (1)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    trujmiasto ladne z sopotu w 15 minut na pieszo dojdziesz

    maniek198117 (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 9 / 8

    oj byłem w gdyni ladne miasto 3 lata temu lodzi dużo brakuje do tego miasta chociaż jest dużo mniejsze porównanie jak glowno do twarogu

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo