Czeka nas inwazja zielonych papug. W Polsce żyje coraz więcej obcych gatunków

Andrzej Gębarowski
Andrzej Gębarowski
Aleksandretty obrożne są mało płochliwe fot. 123rf
Rozmowa z Andrzejem Kruszewiczem, dyrektorem Miejskiego Ogrodu Zoologicznego w Warszawie, autorem wielu książek o ptakach i ornitologii

Panie dyrektorze, w parkach na zachodzie Europy napotkać można liczne stada zielonych ptaków wielkości gołębia – aleksandrett obrożnych, papug sprowadzonych przed wiekiem na nasz kontynent z Afryki i Azji. Są to obecnie dzikie populacje, często dokarmiane przez ludzi, do czego zachęca ich spektakularny wygląd i mała płochliwość. Czy jest możliwe, że za kilka lat będziemy mogli oglądać stada papug w Parku Łazienkowskim w Warszawie lub w Parku Poniatowskiego w Łodzi?
Może nie od razu na tak dużą skalę, bo to będzie wymagać czasu, ale zapewne tak - bo mamy już przecież w Warszawie te papugi. U nas w zoo podlatywały do naszych papug; był też przypadek, że jedna z nich zjawiała się w przydomowym karmniku, została tam złapana i przywieziona do mnie, do zbadania. Tak więc aleksandretty są już w Polsce obecne i odnotowano nawet pierwszy lęg tego gatunku, w Nysie. W ten sposób dołączamy do Europy, bo papug na naszym kontynencie wciąż przybywa. Na przykład w parkach miejskich Stuggartu osiedliły się amazonki z Ameryki Południowej, a w Barcelonie występuje nawet kilka gatunków tych ptaków, ale najwięcej jest mnich, budujących kuliste gniazda i żerujących na parkowych palmach. Dużo aleksandrett można też spotkać w Berlinie. Obcych gatunków ptaków jest więc w Europie coraz więcej i nie dotyczy to wyłącznie papug, bo przecież na Mazowszu mamy obecnie inwazję mandarynek i karolinek – kaczek pochodzących z Chin (mandarynki) i Ameryki (karolinki). Te śliczne, kolorowe kaczuszki świetnie sobie u nas radzą, powiększając stopniowo swoją liczebność.

A skąd w ogóle wzięły się w Polsce aleksandretty? Czy przeleciały do Polski zza Odry, czy raczej pochodzą od ptaków, które uciekły z lokalnych hodowli?
Myślę, że wraz z ocieplaniem się klimatu nastąpi dalsza ekspansja aleksandrett z Zachodu i choć będzie ona zasilana przez uciekinierów z hodowli, to jednak większość ptaków będzie dzikich. To zresztą już teraz obserwujemy w Polsce – spotykane u nas ptaki są upierzone tak jak ptaki dzikie, a hodowcy są raczej zainteresowani ich mutacjami (białymi, żółtymi, niebieskimi), które są dla nich cenniejsze i mało który hoduje formę naturalną tych papug. Wydaje się to potwierdzać tezę, że polskie aleksandretty pochodzą od dzikich, europejskich populacji.

Czy aleksandretty obrożne, jeśli się w Polsce rozpowszechnią, będą stanowić zagrożenie dla naszej rodzimej awifauny?
Z pewnością. Te papugi mieszkają w dziuplach i będą zajmować dziuple po dzięciołach, z których korzystają obecnie szpaki, kowaliki, muchołówki i wiele innych gatunków. Jak je zajmą, to już ich w ciągu roku nie opuszczą, bo to agresywne ptaki. Może się zatem okazać, że wspomniane rodzime gatunki będą musiały się wycofać, bo zabraknie dla nich dziupli.

Jakie inne obce, inwazyjne gatunki zagrażają polskiej przyrodzie przez to, że są wszędobylskimi drapieżnikami?
Najgorsze są jenoty i szopy pracze - te pierwsze przywędrowały do nas ze wschodu, te drugie z zachodu. Szczególnie szopy są niebezpieczne, bo polują w nocy, są wszędobylskie i bardzo zaradne: woda nie stanowi dla nich bariery, więc przepłyną na wyspę, wejdą też wysoko na drzewo, aby dostać się do dziupli lub do gniazda. Nieco większe od szopów jenoty także są doskonałymi drapieżnikami i nie boją się wody; niedawno zdarzyło się, że para jenotów z młodymi pożarła pod Szczecinem całą kolonię lęgową mew śmieszek - ani jedno pisklę nie wyleciało z tej kolonii. Ostatnio pojawił się również w Polsce szakal złocisty, ale jest to przykład ekspansji naturalnej, bez udziału człowieka. Nie wiadomo, jak z obecnością szakala poradzą sobie nasze lisy, choć z drugiej strony będzie on zapewne pod presją wilka. Słowem: zagrożeń nie brakuje, bo trzeba też uwzględnić dokonaną już inwazję norki amerykańskiej, która wyparła norkę rodzimą. Ale narażony jest także człowiek...

...O! Czy chodzi o bezpośrednie niebezpieczeństwo? Czy jakieś obce zwierzę nam zagraża?
Przestrzegam przed bliskim spotkaniem z szopem praczem. Niech nas nie zmyli jego sympatyczny wygląd, bo oprócz tego, że jest on groźnym dla zwierząt drapieżnikiem, jest także nosicielem groźnego dla ludzi pasożyta - glisty, której larwa może się osiedlić w naszym mózgu, co powoduje ostre zaburzenia. W Niemczech odnotowano już takie przypadki u ludzi, ale tam są specjaliści, potrafiący postawić właściwą diagnozę; w Polsce jeszcze ich nie ma, bo nie było dotąd takiej choroby. Jeśli więc ktoś napotka małego szopa, niech go nie zabiera do domu, bo może narazić siebie i rodzinę na duże niebezpieczeństwo.

A czy można znaleźć przykład inwazji uznanej początkowo za groźną, która jednak z czasem okazała się pożyteczna dla środowiska?
Znany jest przypadek racicznicy zmiennej, małża, który pojawił się w polskich portach wraz z wodą balastową statków. Racicznica obrosła gęsto podwodne urządzenia techniczne, różne przepusty i jazy, ale okazało się, że jest świetnym filtratorem wody i oczyszcza ją, znacząco obniżając jej zmętnienie, co ma szczególne znaczenie w zamkniętych akwenach. Dodatkowo ten małż o trójkątnej skorupie stanowi doskonały pokarm dla zimujących kaczek. Podobnie jest z sierpówką, sympatycznym gołębiem, który przywędrował z południa i na stałe wpisał się w nasze środowisko, nie powodując szkód.

Czy w związku z postępującą globalizacją należy się obawiać, że inwazji obcych gatunków będzie więcej? Czy doczekamy się dnia, gdy dowiemy się o nowym gatunku, który czyni tak ogromne spustoszenia w europejskiej przyrodzie, jak jeszcze nigdy dotąd?
Tego wykluczyć się nie da. Możliwe zresztą, że taka supergroźna inwazja już się dokonuje, nie przyciągając na razie naszej uwagi. Ale wiemy na przykład o inwazji biedronek arlekinów, sprowadzonych do zwalczania mszyc szklarniowych, które wydostały się na zewnątrz i wypierają nasze biedronki. To może być przykład inwazji o trudnym na razie do oszacowania zagrożeniu. Inne przykłady: bukszpany znikają z polskiego krajobrazu, atakowane przez ćmę bukszpanową z Azji, masowo chorują kasztanowce, opanowane przez szrotówka. Instytut Ochrony Przyrody w Krakowie prowadzi rejestr gatunków obcych i monitoruje ich pojawy, starając się wykryć moment, kiedy zaczyna się niebezpieczna inwazja. Niestety, mimo wprowadzania różnych ograniczeń i zakazów, często ściągamy klęskę na własne życzenie, tak jak to było z biedronką arlekinem.

Podatek od kamperów już od lipca

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie