Czy Goebbels płakał, pisząc "Dzienniki"?

    Czy Goebbels płakał, pisząc "Dzienniki"?

    Mariusz Grabowski

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Czytając "Dzienniki" Josepha Goebbelsa, trudno wyrobić sobie o nim jednoznaczną opinię. Błyskotliwe spostrzeżenia sąsiadują tu z najzwyklejszymi banałami o wielkości Niemiec, ciekawa analiza XIX-wiecznego romantyzmu z "palącą" koniecznością rozwiązania "problemu żydowskiego", a zawoalowane sugestie seksualne z narcystycznym wręcz samouwielbieniem. Potrafi rozwodzić się o Bogu, a zaraz potem przeskoczyć w tkliwe przywoływanie Bismarcka. A wszystko w niekończącym się morzu słów - oryginały "Dzienników" zawierają prawie 50 tys. stron tekstu.
    Mariusz Grabowski

    Mariusz Grabowski ©Fot. Polskapresse

    Można sobie wyobrazić, że ciągle gadający i wymądrzający się Geobbels musiał bardzo imponować swoim kompanom z NSDAP. Tu wtrącona celna uwaga, tam inteligentny przycinek albo łacińska sentencja - na tle braci socjalistycznych prymitywów Geobbels był jak rzadki kwiat. Miał tytuł doktora z renomowanego uniwersytetu w Heidelbergu (analizował twórczość Wilhelma von Schütza), pisał książki i je czytał (uwielbiał literaturę rosyjską), umiał przemawiać do Niemców, a jako partyjny agitator był wręcz niezrównany. Poza tym pochodził z przyzwoitej rodziny z Zagłębia Ruhry, czego o jego towarzyszach partyjnych - degeneratach i łobuzach - nie można raczej powiedzieć.

    Ale z niektórych zapisków w "Dziennikach" można wnosić, że wiedział też o tym, że jego kamraci wyśmiewają się z niego ukradkiem. Zwłaszcza na początku kariery, kiedy z żarliwego katolika przepoczwarzył się w nazistę. Głównie wyzłośliwiali się nad tym, że był mikry, że miał swoiste zamiłowanie do elegancji (szyte na garnitury, kapelusze, no i te skórzane płaszcze) i świata artystycznego (jedna z sióstr Goebbelsa wyszła za mąż za reżysera Maksa M. Kimmicha). Ale największy rechot w bawarskich piwiarniach budziło to, że Geobbels był szpotawy. "Kulawy diabeł" to ksywka, którą ochrzczono go w 1924 roku, gdy wstąpił w szeregi nazistów.

    Od kiedy jednak wpadł w oko Hitlerowi i został szefem nazistowskiej propagandy, śmiano się coraz ciszej (o Hitlerze: "Ściska mi dłoń. Jak stary przyjaciel. I te wielkie, błękitne oczy. Jak gwiazdy. Cieszy się, że mnie widzi. Jestem pełen szczęścia"). Zaakceptował w pełni rasowy obłęd Führera i wsparł go swoim intelektem. Jest coś na rzeczy, że sukces Hitlera był w istocie zasługą Goebbelsa, twórcy metody masowego ogłupiania milionów. Psychologowie twierdzą, że w przypadku Goebbelsa potrzeba życiowego autorytetu szła o lepsze z narcyzmem. Autorytet znalazł w Adolfie Hitlerze, narcyzem pozostał do końca życia

    Czasem hamletyzował jak nastolatek. Nie z tego powodu, czy trzeba wymordować Żydów, czy nie, raczej w sprawach swego nieokiełznanego libido. Gdy zdradził żonę i zakochał się w aktorce Lidzie Baarovej, nie mógł "spać, jeść ani pracować". Jego męki zakończył Hitler: kategorycznie zakazał mu rozwodu. Familia Goebbelsa miała pozostać wzorcową "socjalistyczną jednostką społeczną". I pozostała, dorabiając się sześciorga dzieci (wszystkie dziecięce imiona zaczynały się na literę H, na cześć wiadomo kogo).

    Zatem jaki był ten cały Joseph Geobbels? Nieszczęśliwym romantykiem-estetą, który zaprzedał duszę idei? A może kulawym narcyzem, który w zamian za święty spokój zgodził się firmować zbrodnię? Kimkolwiek ten nazistowski demon był, i tak nie warto ronić and nim żadnej łzy.

    Joseph Goebbels, "Dzienniki. Tom 1: 1923-1939", Świat Książki, Warszawa 2013, cena 64,90 zł

    Czytaj treści premium w Dzienniku Łódzkim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo