Czy w polityce 5 złotych coś znaczy? Czasem tak

    Czy w polityce 5 złotych coś znaczy? Czasem tak

    Marcin Darda

    Dziennik Łódzki

    Aktualizacja:

    Dziennik Łódzki

    Dziś trudno oferować mandat poselski komuś, kto jest menedżerem, bo za tym nie idzie atrakcyjna oferta finansowa - powiada zapomniany już trochę Paweł Piskorski. O pieniądzach i polityce mówi się ostatnio sporo, także w kontekście narzekania przez polityków jak słabo zarabiają w porównaniu z kolegami z zachodniej Europy.
    Marcin Darda

    Marcin Darda ©Grzegorz Gałasiński

    Czy około 10 tys. zł pensji na rękę to zbyt mało? Z punktu widzenia salonowego lwa jakim jest Paweł Piskorski to może rzeczywiście niewiele, lub jak mówi on sam "przyzwoicie". Z punktu widzenia pracodawcy, czyli wyborcy i podatnika już niekoniecznie, bo większość z nich ma średnią krajową, czyli brutto trzy razy mniej.

    Ale są tacy, którym to nie wystarcza. Uciąłem sobie kiedyś miłą pogawędkę z parlamentarzystą, notabene lewicującym, który zwierzył mi się z kłopotów finansowych. Raz na miesiąc zaprasza kilku wpływowych kolegów w Warszawie na obiad i po kilku godzinach jest lżejszy o 1,5 tys. zł. A skąd wziąć na inne wydatki?

    Bliżej realnego podejścia zdaje się być Kazimierz Marcinkiewicz, który powiada, że politycy, szczególnie ci z pierwszych stron gazet są tak wyalienowani, że nie rozumieją problemów zwykłego człowieka, przede wszystkim tych finansowych.
    Tak jak ten parlamentarzysta, z którym miałem przyjemność. Zapomniał, że rocznie kancelaria zwraca mu 35 tys. zł za paliwo, może pojechać w pierwszej klasie pociągiem, albo polecieć samolotem (w granicach kraju) i też grosza nie wybuli, a w Warszawie na koszt podatnika pojedzie taksówką.

    Do tego 12 tys. zł na prowadzenie biur, czyli m.in. pensje dla pracowników, telefony, wiązanki okolicznościowe, czynsze. Można wziąć tanią pożyczkę z Sejmu.

    Na pytania czy politykiem być warto jeśli brać pod uwagę opłacalność finansową odpowiedzi są różne, zazwyczaj śmieszne. Najczęściej słychać "nie".

    Ja odpowiem tak: jeśli nie da się zarobić - co jest sprzeczne z tym, co widzę w oświadczeniach majątkowych - to da się zaoszczędzić, i to sporo. A nie chodzi o parlamentarzystów, ani europarlamentarzystów, tylko samorządowców.

    Jeden z urzędników wyższego szczebla w Urzędzie Marszałkowskim powiada mi tak: "Ja nigdy nic nie odłożę, ale niech pan spojrzy na zarząd województwa: służbowymi samochodami jeżdżą na trasie dom - praca - dom, niektórzy mieszkają bardzo daleko, a za to nie płacą. Wyjazdy w teren na konferencje, spotkanie w gminach i przecinanie wstęg niemal zawsze wiążą się z obiadem albo kolacją. Mają kierowców, mogą więc - jeśli chcą - łyknąć coś mocniejszego, i też za darmo. Bywają na meczach i innych imprezach sportowych, też za darmo. Wyjazdy za granicę? Wszystko jest za darmo, chyba tylko na pamiątki trzeba z własnej kieszeni zapłacić, a i tak pewien nie jestem. Przecież oni nie muszą nawet nosić ze sobą portfela". Koniec cytatu.

    Przypominam sobie jeszcze pełną żalu rozmowę z posłem, który na Wiejską poszedł z eksponowanej posady w samorządzie wojewódzkim.

    "Po co się dałem wkręcić w ten Sejm? Nie mam teraz nawet samochodu z kierowcą..." - narzekał.

    W opisany wyżej sposób politycy oszczędzają w każdym dużym urzędzie samorządowym. Rok temu przecież słyszeliśmy, że służbowe auta łódzkiego magistratu też jeżdżą na co dzień nie tylko po Łodzi, bo nie wszyscy wysocy urzędnicy, na czele z pierwszym wiceprezydentem, w niej mieszkają.

    A przecież przejazd po pracy do domu, lub z domu do pracy nie powinien być w żadnej mierze traktowany jako przejazd służbowy, bo urzędnik nie jest w tym czasie na służbie. To taki dodatkowy przychód, którego fiskus się nie czepia i to jest kolejna oszczędność polityków.

    Przywileje władzy potrafią uzależnić. Być może dlatego prezydent Warszawy pożałowała 5 zł na bilet do ogrodów.

    Czytaj treści premium w Dzienniku Łódzkim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (1)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Zdjęcie autora komentarza
    Moje współczucie!

    ksantypa_222

    Zgłoś naruszenie treści / 6 / 11

    Jeśli uposażenie Posła lub Senatora jest zbyt niskie to należy zakręcić się wokół własnych interesów. Bardzo dobrym przykładem jest tu Pan Paweł Piskorski. Jemu bieda nigdy już nie zajrzy w oczy....rozwiń całość

    Jeśli uposażenie Posła lub Senatora jest zbyt niskie to należy zakręcić się wokół własnych interesów. Bardzo dobrym przykładem jest tu Pan Paweł Piskorski. Jemu bieda nigdy już nie zajrzy w oczy. Swego czasu Senator Tadeusz Skorupa narzekał, że Jemu uposażenie senatorskie nie wystarcza nawet na zakup porządnego garnituru! Totalna bieda, jak się więcej wydaje niż zarabia.zwiń

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo