[Debata Dziennika Łódzkiego] Czy muszą rosnąć opłaty za śmieci?

Andrzej Gębarowki
Czy opłaty za wywóz śmieci muszą rosnąć? Jakie są przyczyny tych podwyżek? O tym i o innych problemach związanych z gospodarką odpadami rozmawialiśmy on-line w miniony czwartek . W naszej debacie udział wzięli: wiceprezydent Łodzi Małgorzata Moskwa-Wodnicka, burmistrz Wielunia Paweł Okrasa, burmistrz Kamieńska Bogdan Pawłowski i prezes firmy FBSerwis SA Artur Pielech.

Czy opłaty za wywóz śmieci muszą rosnąć – takie pytanie zadają sobie mieszkańcy wielu miast i gmin, zaskoczeni kolejnymi podwyżkami. Czy jest to nieunikniony efekt większej dbałości o środowisko i ciągle wzrastającej ilości odpadów, czy raczej nie efekt, a defekt systemu gospodarki odpadami? Jeśli to drugie, to gdzie tkwi przyczyna?

Małgorzata Moskwa- Wodnicka: Zacznę od tego, że z roku na rok wytwarzamy coraz więcej odpadów. W ciągu 15 lat jest ich więcej o ponad 40 procent. To bardzo duży wzrost. Rosną także koszty gospodarki odpadami; nie ma chyba gminy w Polsce, która by tego nie odczuła. Te rosnące koszty przekładają się na wzrost opłat dla mieszkańców. Każdy samorządowiec chciałby uniknąć podwyżek, ale warto podkreślić, że system jest tak skonstruowany – poprzez zapisy w ustawie – że musi się bilansować. Oznacza to, że wpłaty od mieszkańców powinny pokrywać cały system gospodarki odpadami. Samorządy na tym systemie w ogóle nie zarabiają. W mojej opinii, aby poprawić sytuację niezbędne jest wejście w życie przepisów o rozszerzonej odpowiedzialności producentów opakowań. Na razie tej odpowiedzialności w Polsce brakuje i to my, konsumenci, dwukrotnie płacimy za odpad – raz, gdy kupujemy dany produkt, i drugi raz, gdy jego opakowanie trzeba zagospodarować. Włączenie w ten system finansowania ze strony producentów opakowań odciążyłoby mieszkańców i poprawiło gospodarkę odpadami.

Redakcja: Wspomniała Pani, że system gospodarki odpadami powinien się bilansować, ale tak przecież nie jest i chyba wszystkie gminy dopłacają do niego mniejsze lub większe kwoty...

Małgorzata Moskwa-Wodnicka: W Łodzi w 2020 roku system kosztował nas 180 mln zł, w tym roku – jak szacujemy – może już sięgnąć 250 mln zł. Składa się na to wiele czynników; w przypadku Łodzi mamy do czynienia ze zbyt małą wydajnością istniejących instalacji; niejednokrotnie apelowaliśmy do rządu, aby skupić wysiłki na inwestowaniu w nowe instalacje i zwiększyć tym samym konkurencyjność. Obecnie tej konkurencyjności brakuje, co odbija się w wyższych stawkach za przetwarzanie i składowanie odpadów. My jako samorządowcy mamy świadomość, że ceny reguluje nam rynek, czyli firmy, które wygrywają w przetargach i narzucają nam stawki, które czasem są bardzo wysokie.

Redakcja: Panie burmistrzu, Wieluń ma chyba podobne problemy jak Łódź – wy także dopłacacie do systemu... Gdzie Pan dostrzega główne problemy?

Paweł Okrasa: Problemy związane z podwyżką opłat za wywóz odpadów można podzielić na dwa bloki: czynniki nierynkowe i czynniki rynkowe. Te pierwsze to zbyt mała liczba instalacji do przetwarzania odpadów komunalnych i przeciągające się procedury uzyskiwania pozwoleń na nowe inwestycje, a także zwiększające się, narzucane przez Unię pułapy zagospodarowania odpadów i wzrastająca oplata marszałkowska – to są te czynniki nierynkowe, które wpływają na stan gospodarki odpadami. Natomiast brakuje nam rynku: mało jest firm przetwarzających odpady, przez co istniejące firmy wykorzystują po części swoją pozycję monopolistyczną i podnoszą gminom opłaty. Dochodzą do tego kary za nieosiąganie zakładanych poziomów recyklingu, co też się przekłada na wzrost kosztów ponoszonych przez samorządy. No i jest wreszcie wielki problem, a mianowicie brak rynku na odbiór surowców wtórnych. Bo i co z tego, że dobrze posegregujemy szkło albo papier, jeśli nie ma gdzie tego oddać, a jeżeli gdzieś to odbiorą, to za bardzo niską cenę! My w Wieluniu jesteśmy w o tyle lepszej sytuacji niż inne miasta, że posiadamy własną instalację do segregacji i zagospodarowania odpadów. Niestety, od czerwca mamy gotową kompostownię, której nie możemy wykorzystywać, bo nie uzyskaliśmy pozwolenia, na które wciąż czekamy... Wierzymy, że nastąpi to w marcu i wtedy będziemy mieli większy wpływ na opłaty, jakie wpłacają za wywóz odpadów mieszkańcy. W jaki sposób? Mamy taką ideę, aby odpady zmieszane i organiczne, które przyjmiemy od innych samorządów, przyniosły zysk naszej spółce i aby zysk ten trafił następnie do gminy, na dopłaty dla mieszkańców. Mamy już to policzone i wiemy, że jest to całkiem możliwe. Oczywiście pod warunkiem, że uzyskamy wreszcie niezbędne pozwolenia. Ich brak bardzo mocno nas wstrzymuje...

Redakcja: A jakie problemy z gospodarką odpadami ma Kamieńsk?

Bogdan Pawłowski: Kamieńsk jest niewielkim, kilkutysięcznym ośrodkiem i stąd też inna skala problemów, jakie u nas występują. Przed wejściem w życie reformy mieliśmy własne przedsiębiorstwo komunalne, własne kosze i śmieciarkę.
Niestety, po zmianie przepisów musieliśmy się tego pozbyć i wybierać firmy w przetargu. Począwszy od 2019 roku nałożył się na to szalony wzrost cen. Zgadzam się z poprzednikami co do problemów, przed jakimi stanęły samorządy w sferze gospodarki odpadami. Pozwolę sobie więc tylko wspomnieć o innych problemach, jakie nie zostały jeszcze poruszone. Na przykład opłata marszałkowska od składowania odpadów – teoretycznie powinna do nas trafiać połowa tej opłaty z naszego terenu, a trafia niecałe 10 procent. Nie dziwię się więc, że inne gminy nie chcą inwestować w gospodarkę odpadami, bo raz, że są to bardzo kosztowne inwestycje, a dwa – że kontrowersyjne społecznie. Wspomniano tu o coraz większej ilości odpadów – w Kamieńsku w ciągu kilku lat ilość odpadów wzrosła o 30 procent! I jeszcze jedna kwestia: mówimy, że system powinien się zbilansować. Proszę bardzo: robimy przetarg i przeliczamy kwotę na mieszkańca, aby w efekcie wszystko się zbilansowało. Zwróćmy jednak uwagę na fakt, że kiedyś płaciliśmy firmom w formie ryczałtu, a teraz za ilość odebranych śmieci. Czyli musimy przewidzieć, ile tych śmieci zostanie wyrzuconych, a te ilości rosną! Kiedyś przykładowo nie było odpadów zielonych i mieszkańcy zagospodarowywali je we własnym zakresie, a teraz się pojawiły i jest ich coraz więcej. Na koniec wspomnę o tym, że wiele osób próbuje uciec nam z systemu – mamy więcej mieszkańców niż osób deklarujących płacenie za śmieci, co oczywiście dodatkowo obciąża tych płacących.

Redakcja: Jak ten wzrost kosztów w sektorze gospodarki odpadami wygląda w optyce firmy FBSerwis, która jest jednym z liderów tego rynku w Polsce?

Artur Pielech: Chciałbym zacząć od tego, że taka firma jak FBSerwis płynie razem z zamawiającymi nasze usługi samorządami na jednej łodzi. Mamy podobne wyzwania i podobne problemy, z którymi musimy się borykać. Tkwimy w tym samym systemie i tak samo jak gminy musimy wywiązać się z nałożonych limitów segregacji. Stąd nasze zaangażowanie i wybieganie myślami w przyszłość, aby przygotować się finansowo do niekończących się właściwie inwestycji. Prowadząc największą w województwie łódzkim instalację zagospodarowania odpadów komunalnych w Kamieńsku, jedynie w tym roku zainwestujemy w nią kolejne 20 mln zł – tylko po to, aby spełnić coraz to ostrzejsze normy, narzucane przez ustawodawcę na podmioty prowadzące działalność odpadową. I takie inwestycje – mniejsze czy większe – powtarzają się co roku. A wracając do podstawowego pytania naszej debaty – skąd ten wzrost opłat, to myślę, że wziął się on ze zmiany systemowej, jaka nastąpiła. Dziesięć lat temu prawie wszystkie odpady trafiały na wysypiska. Było tanio, bo składowanie jest po prostu tanie. Teraz jesteśmy członkiem Unii Europejskiej; zmieniło się nasze myślenie i nie stać nas na bezpowrotne tracenie cennych surowców, zawartych w odpadach. Doszliśmy dziś do tego, że zbieramy następujące frakcje: bio, odpady zielone, odpady wielkogabarytowe, szkło, papier, plastik i odpady zmieszane. I dodajmy, że każda z tych frakcji musi być zagospodarowana osobno, w oddzielnych instalacjach. To wszystko musi więcej kosztować. Wymieniliście Państwo liczne czynniki, które składają się na wzrost opłat. Ja do tego mógłbym jeszcze dodać te specyficzne, narzucone na firmy: tworzenie bazy danych odpadów, instalacja monitoringu na składowiskach i dziesiątki innych. Wszystko to składa się na wzrost kosztów. Oczywiście nie twierdzę, że takie firmy jak FBSerwis świadczą swoje usługi charytatywnie. Ale też zyski nie zostają w kieszeni właścicieli – są w dużej części przeznaczane na niekończące się inwestycje. Dosłownie – niekończące się.

Redakcja: Zatrzymajmy się przy bardzo ważnym wątku inwestycji. Pani prezydent, Pani też już wspomniała o tym, że trzeba skupić wysiłki na inwestowaniu w nowe instalacje i zwiększyć tym samym konkurencyjność rynku odpadów, bo to pozwoli na obniżkę kosztów.

Małgorzata Moskwa-Wodnicka: Jeśli chodzi o inwestycje, to kończymy prace zmierzające do zwiększenia wydajności kompostowni, w planach mamy też rozbudowę linii sortowniczej surowców w naszej spółce MPO. Myślimy także o budowie instalacji do termicznego przekształcania odpadów, ale decyzja jeszcze nie zapadła. Prowadzimy dialog techniczny z firmami, które byłyby zainteresowane budową i eksploatacją takiej instalacji na naszej działce miejskiej przy ul. Sanitariuszek; koszt instalacji o wydajności 200 tysięcy ton może wynieść około 1 miliarda złotych. Do 8 marca przyjmujemy zgłoszenia podmiotów zainteresowanych inwestycją w formie partnerstwa publiczno-prywatnego. To przyszłość, bo na razie sytuacja jest taka, że firmy, które wygrały przetarg, transportują miejskie odpady niekiedy nawet na odległość 250 – 300 kilometrów od Łodzi, co oczywiście także ma wpływ na koszty. Tymczasem na Teofilowie od prawie dwóch lat gotowa jest do użytku instalacja do sortowania odpadów firmy Remondis, ale pozwolenia utknęły w Urzędzie Marszałkowskim.

Paweł Okrasa: A propos rosnących kosztów, podam następujący przykład. W latach 2016 – 2017, gdy projektowaliśmy nasz system gospodarki odpadami, uwzględniliśmy zapotrzebowanie pobliskiej cementowni Działoszyn na frakcję kaloryczną odpadów o dużej wartości opałowej, czyli tzw. RDF. W tym czasie cementownia płaciła za tonę RDF kwotę kilkudziesięciu złotych. Obecnie cementownia nadal przyjmuje RDF i go spala, ale za tonę dostarczonego produktu każe już sobie płacić – i to po kilkaset złotych za tonę! Ja bardzo kibicuję temu, aby w Łodzi powstała spalarnia odpadów, bo zmniejszy to obecną nadpodaż odpadów, których nie da się inaczej wykorzystać i powinno to służyć obniżce cen. Niestety, to nie nastąpi tak szybko, jak byśmy sobie życzyli: przewiduję, że sam proces uzyskania pozwoleń zajmie Łodzi trzy lata, plus półtora roku budowa.

Redakcja: A co ze starannością segregacji odpadów przez mieszkańców, czy widać tu na przestrzeni ostatnich lat postęp?

Bogdan Pawłowski: Mniej jest chyba drastycznych przypadków spalania w domowych piecach plastiku, pojawił się też popiół, a wcześniej go nie było. Na tym odcinku widać więc poprawę. Ale nasuwa mi się taka oto refleksja: myśląc o zagospodarowaniu odpadów, brakuje nam wizji wieloletniej. Czasem reagujemy w sposób zbyt nerwowy, który nie przynosi oczekiwanych efektów. Przykładowo w reakcji na pożary składowisk nakazano instalację monitoringu i różnych zabezpieczeń, co znacznie zwiększyło koszty systemu. Obecnie taką nerwową reakcją – w tym przypadku reakcją na wzrost kosztów – wydaje mi się propozycja odwrotu od pięciu do trzech pojemników. Moim zdaniem, należy trzymać się pewnego planu i konsekwentnie go realizować. Tego planu oczekuję od rządu i od państwa, a nie nerwowych reakcji.

Redakcja: Czy taką długoterminową perspektywę można wypracować z samorządami, nie czekając na decyzje rządu? Jak ją rozumieć?

Artur Pielech: Zacznę od tego, że w tym zalewie złych informacji mam jednak kilka dobrych. Otóż po pierwsze spodziewam się, że w tym roku ten gwałtowny wzrost kosztów związanych z gospodarką odpadami wyhamuje. Dlaczego? Jednym z powodów może być zniesienie pod koniec 2019 roku regionalizacji. Pani prezydent wspomniała, że łódzkie śmieci muszą być wywożone na dalekie odległości. To prawda, ale jednak jest teraz szansa znalezienia instalacji o wolnych mocach przerobowych. Gdyby tak nie było, to myślę, że takie miasta jak Warszawa czy Łódź już teraz utonęłyby w śmieciach. Zniesienie regionalizacji wyhamowało też wzrost opłaty marszałkowskiej i jeśli faktycznie powstaną te wszystkie zapowiadane przez samorządy nowe instalacje, takie jak spalarnie, biogazownie, kompostownie i instalacje do dalszego przetwarzania szkła i plastiku – wzrost kosztów zostanie zastopowany, a może nawet dojdzie do obniżki. A co rozumiem przez perspektywę długoterminową? Myślę, że taka firma jak FBSerwis mogłaby już teraz rozmawiać z samorządami o wspólnych przedsięwzięciach i o przetargach, które nie byłyby na rok czy na dwa, tylko na przykład na lat pięć. Myślę, że jako firma bylibyśmy w stanie wziąć na siebie więcej ryzyka, jeśli chodzi o wzrost kosztów. W zamian oczekiwalibyśmy gwarancji dostaw strumienia odpadów w dłuższym okresie czasu. Jestem gotów oddać do dyspozycji gmin województwa łódzkiego naszą instalację w Kamieńsku. Moim zdaniem, trzeba dążyć do tego, aby moc instalacji na danym terenie zbilansowała się z ilością odpadów tam powstających. Znikną też wtedy dalekie podróże ciężarówek z odpadami, z korzyścią dla środowiska. To może jeszcze potrwać kilka lat, ale potem system się ustabilizuje. Dla samorządów oznaczać to będzie przewidywalność kosztów i cen w kolejnych latach. Patrząc w dłuższej perspektywie, jestem więc optymistą.

Debatę prowadził
Andrzej Gębarowski

BOLĄCZKĄ NASZEGO SYSTEMU JEST BRAK INSTALACJI

Prof. Grzegorz Wielgosiński, Politechnika Łódzka: Od 2014 roku systematycznie rośnie ilość odpadów komunalnych, co jest najprawdopodobniej wynikiem uszczelniania systemu, ale i tak produkujemy ich znacznie mniej niż wynosi średnia w Unii Europejskiej. Bolączką naszego systemu jest brak instalacji, zarówno do recyklingu (na przykład tworzyw sztucznych) jak i do spalania frakcji kalorycznej oraz pozostałości po selektywnej zbiórce. Działa więc tu klasyczne prawo popytu i podaży – jeżeli popyt na zagospodarowanie odpadów jest duży a podaż instalacji mała – ceny muszą rosnąć. Sama gospodarka odpadami także kosztuje – na przykład im bardziej rozbudowany system selektywnej zbiórki, tym jest droższy. Rosną wymagania prawne w zakresie gospodarki odpadami komunalnymi (własność terenu, na którym jest instalacja, zabezpieczenie przeciwpożarowe, monitoring wizyjny, depozyt) oraz rosną koszty energii, rośnie wreszcie płaca minimalna i to wszystko odbija się na końcowej cenie, którą płaci mieszkaniec. A każdy pomysł budowy instalacji przetwarzania odpadów, w szczególności spalarni, która jest niezbędna do domknięcia systemu, budzi protesty. A okazuje się, że dziś te miasta, które mają spalarnie odpadów, mają niższe stawki za odbiór! W Krakowie jest to o kilka złotych mniej niż w Łodzi, ale Kraków ma spalarnię.

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

t
taka prawda

Jak Łódź zadłużona przez obecną ekipę zdanwoska i radni Ko i sld na 4 MILIARDY złotych , no to ktoś musi to spłacać kto mieszkańcy

G
Gość

Olsztyn - opłata za śmieci 18 zł. Kielce - 14 zł. po podwyżce. A u nas 34 zł. i jeszcze władzom mało.

Dodaj ogłoszenie