Debata na temat gospodarki odpadami w Łodzi i regionie...

    Debata na temat gospodarki odpadami w Łodzi i regionie [VIDEO]

    Dziennik Łódzki

    Aktualizacja:

    Dziennik Łódzki

    We wtorek 12 grudnia w redakcji „Dziennika Łódzkiego” odbyła się debata na temat gospodarki odpadami w Łodzi i regionie, ze szczególnym uwzględnieniem wymogów, jakie stawia przed nami znowelizowana ustawa o utrzymaniu czystości i porządku w gminach (tzw. ustawa śmieciowa).
    Do tej pory osiedlowe zestawy do selektywnej zbiórki składały się najczęściej z trzech pojemników; wkrótce przybędzie czwarty pojemnik
    1/6
    przejdź do galerii

    Do tej pory osiedlowe zestawy do selektywnej zbiórki składały się najczęściej z trzech pojemników; wkrótce przybędzie czwarty pojemnik

    W debacie udział wzięli: Ewa Jasińska, dyrektor Wydziału Gospodarki Komunalnej, Departament Spraw Społecznych UMŁ; Beata Koło z Wydziału Ochrony Przyrody i Polityki Ekologicznej Departamentu Rolnictwa i Ochrony Środowiska Urzędu Marszałkowskiego Woj. Łódzkiego; Krzysztof Wójcik, dyrektor Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Łodzi, Paweł Jankiewicz, prezes Miejskiego Przedsiębiorstwa Oczyszczania. Debatę prowadził redaktor Andrzej Gębarowski.

    Andrzej Gębarowski: Wszystkim zależy na osiągnięciu jak najwyższego poziomu recyklingu odpadów, który obecnie w Łodzi i regionie sięga 16 - 18 procent. To obrazuje, jak wiele nas jeszcze dzieli od najbardziej proekologicnzych gospodarek Europy. Z drugiej strony w minionych latach osiągnęliśmy znaczący postęp, szczególnie w okresie po wprowadzeniu w 2013 roku nowej ustawy tzw. śmieciowej. Co zrobić, aby ten postęp utrzymać? Jakie Państwo dostrzegacie bariery w dążeniu do tak ambitnego celu, jakim jest gospodarka o obiegu zamkniętym?

    Beata Koło: Patrząc na to z poziomu województwa, dokumentem, który określa kierunek zagospodarowywania odpadów w regionie jest Wojewódzki Plan Gospodarki Odpadami. Mamy w tej chwili nowy dokument, który został uchwalony 22 czerwca tego roku. Wskazuje on kierunki działań i cele - w ślad za Krajowym Planem Gospodarki Odpadami.

    W tym dokumencie wyraźnie napisane jest, w jakim kierunku powinniśmy pójść, jeśli chodzi o zagospodarowywanie określonej grupy odpadów - komunalnych, innych niż niebezpieczne i niebezpiecznych - ze szczególnym uwzględnieniem odpadów komunalnych.

    Dokument ten uwzględnia także podział na regiony, wskazuje regionalne instalacje do przetwarzania odpadów komunalnych i instalacje zastępcze, które będą funkcjonować jeszcze przez jakiś czas. W tym dokumencie pokazujemy diagnozy stanu i prognozę oraz wskazujemy, jakie powinny być dalsze działania.

    Według naszego dokumentu, powoli poprawia się system gospodarki odpadami komunalnymi. Obserwujemy również - na podstawie składanych do marszałka województwa i Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska sprawozdań z zakresu gospodarki odpadami komunalnymi przez wójtów, burmistrzów, prezydentów, że powoli, ale wzrasta masa odpadów selekcjonowanych.

    Należy pamiętać, że ten poziom recyklingu jest regulowany odpowiednim rozporządzeniem, gdzie gminy są zobowiązane do uzyskania określonych poziomów.

    Andrzej Gębarowski: ... I większość gmin na razie spełnia te kryteria.

    Beata Koło: Na razie tak, ale w Wojewódzkim Planie Gospodarki Odpadami wskazujemy, w jakim kierunku powinny poszczególne gminy pójść. Przede wszystkim powinna to być edukacja ekologiczna. Bo to jest podstawowy element. Trzeba nauczyć mieszkańców, w jaki sposób segregować. Bowiem możemy postawić dziesięć pojemników, ale bez wiedzy, jak z nich korzystać, nie osiągniemy oczekiwanego efektu.

    Andrzej Gębarowski: A jaki jest efekt oczekiwany...? Czy to jest to daleksiężne, w 2020 roku 50 procent recyklingu?

    Beato Koło:
    Tak, musimy to osiągnąć, choć będzie to bardzo trudne.

    Ewa Jasińska: To nawet nie o to chodzi. My - jako miasto, jako gmina - w pierwszych latach nie osiągaliśmy tego poziomu recyklingu. Nasze społeczeństwo nie było przygotowane, choć cała nauka selektywnej zbiórki prowadzona była od 1996 roku. Postawiliśmy na Teofilowie pierwsze dzwony, ucząc segregować na bio- i na inne frakcje. Ale przez pierwsze dwa lata mieliśmy trudności z osiągnięciem przyjętych wskaźników.

    W pierwszym roku nie było to łatwe, ale to był przełomowy czas, bo ustawa wchodziła od połowy 2013 roku. W 2014 roku już niewiele nam zabrakło, 0,7 procenta, ale potem już odbiliśmy i idziemy teraz do góry. W dalszym ciągu niezbędne są dodatkowe pojemniki i sukcesywne uświadamianie mieszkańców. Jednak ja nie byłabym taką optymistką, że w 2020 roku uzyskamy zakładane 50 procent. Ja się obawiam, że już zaplanowane za rok 30 procent będzie trudne do osiągnięcia.

    Miasto Łódź szeroko poszło w edukację. W ubiegłym i w tym roku przeznaczyliśmy na to kolejne kwoty i będziemy je zwiększać w roku przyszłym. Istotne jest także także to, w przypadku praktycznej edukacji, że jako gmina mogliśmy sobie pozwolić na zakup kolejnych pojemników dzwonowych.

    Przypomnę, że miasto, ustalając stawki 7-12 zł, w pierwszych dwóch latach miało nadwyżkę. I ta nadwyżka pozwoliła miastu przez cztery lata utrzymać tę kwotę. Ale nie jest powiedziane, że uda się ten poziom opłat utrzymać, bowiem koszty systemu idą w górę.

    Przyzwyczailiśmy mieszkańców do pewnej częstotliwości odbioru odpadów i teraz dyskusję ze spółdzielniami, że im odbieramy jedną częstotliwość - albo mieszkańcom indywidualnym dodajemy jedną częstotliwość, bo firmy np. proszą o surowce, by były odbierane częściej, niż raz na dwa tygodnie - to powoduje, że koszty systemu rosną. Z częstotliwością jesteśmy na poziomie 2013 roku. Dochodzi opłata marszałkowska, która w tej chwili jest coraz wyższa. Dochodzą inne czynniki utrzymywania tego systemu.

    Andrzej Gębarowski: Opłata marszałkowska z czym się wiąże...?

    Ewa Jasińska:
    Opłata marszałkowska - ustalona przez ministra środowiska - wiąże się ze składowaniem odpadów na składowisku, mając ograniczać ten proces. I rzeczywiście, dzięki jej wprowadzeniu, mniej składujemy. Ministerstwo wprowadziło jedną ważną rzecz - my poziomy odzysku mamy od materiałów, które uda nam się sprzedać. Ale jest wiele materiałów - np. źle segregowany papier wrzucany do surowców - które nie nadają się do sprzedaży.

    Andrzej Gębarowski:
    To znaczy, że on jest zabrudzony czy zatłuszczony...?

    Ewa Jasińska:
    To nawet nie chodzi o to. Po prostu pewne rodzaje folii nie nadają się do przetworzenia. Także w przypadku naszej sortowni wiele takich materiałów zalega, nie znajduje nabywców.

    Andrzej Gębarowski:
    Ale te 18 procent odnosi się do odpadów sprzedanych firmom, które zajmują się przerobem...

    Ewa Jasińska:
    Największą grupą surowcową jest grupa punktów skupu. Ale ministerstwo dopiero po bardzo usilnych prośbach od przyszłego roku wprowadziło zasadę, że punkty skupu także będą do marszałka składać sprawozdania.

    Andrzej Gębarowski:
    Innymi słowy, jeżeli ktoś wrzucał słoik szklany do kontenera zielonego, to wtedy zalicza się to do poziomu recyklingu. Jeżeli jednak oddaje ten słoik w punkcie skupu - już tego poziomu nie podnosi...

    Ewa Jasińska:
    Dopiero będzie się to liczyło od przyszłego roku.

    Krzysztof Wójcik:
    I tu był chyba ów pies pogrzebany, bo zdarza się, że spółdzielnie mieszkaniowe udostępniają wciąż swoje pergole śmieciowe tak zwanym zbieraczom. I ci zbieracze zubożają, niestety, ten oficjalny strumień najwartościowszych odpadów, które lądują później w punktach skupu. I spółdzielnia ma mniej tego oficjalnego urobku, który mogłaby sprzedać.

    Andrzej Gębarowski:
    Czyli ten poziom recyklingu jest w sumie wyższy, niż owo 18 procent...

    Ewa Jasińska:
    Oczywiście, gdyby nie wprowadzenie rozporządzenia w ostatnich dniach, mieliśmy w ubiegłym roku 20 procent.

    Andrzej Gębarowski:
    Ale sama pani dyrektor dała do zrozumienia, że wątpi, by udało się uzyskać 50 procent w 2020 roku... Więc mamy pewne bariery. Jakie?

    Paweł Jankiewicz:
    To są bariery dwojakiego, a nawet trojakiego rodzaju. Pierwsza - to mentalność, świadomość ludzi i wiedza. Druga to technologia. Trzecia - finanse. Jeżeli dzisiaj rozmawiamy o tych poszczególnych składnikach, to niby najprostsza powinna być edukacja i promocja. Staramy się to robić wspólnymi siłami.

    Przede wszystkim produkujemy materiały edukacyjne, informacyjne. Chcieliśmy, aby w szkołach wprowadzić wiadomości o odpadach, o sposobie ich zbierania i segregowania. Bo to najbardziej skuteczna forma, gdy od dziecka ta wiedza jest wpajana, a dziecko - często - zwraca uwagę dorosłym.

    Jeśli chodzi o technologię - mamy sortownię; kiedyś bardzo dobrą, ostatni krzyk techniki, tyle że było to dwanaście lat temu. W tej chwili ta technologia już nie wystarcza i trudno nam konkurować z innymi sortowniami, chociażby białostocką czy krakowską.

    Andrzej Gębarowski: ... ale i w naszym województwie powstają nowoczesne sortownie...

    Paweł Jankiewicz: Rzeczywiście, powstają. Ostatnio na przykład rozmawialiśmy z Eco-Regionem, bełchatowską firmą, która ma swój nowoczesny RIPOK. Ale i nasza sortownia będzie zmodernizowana, pozwalając przynajmniej na osiągnięcie owych 50 procent odzysku.

    Choć, oczywiście, nie tylko sama praca sortowni będzie decydowała o poziomie odzyskiwania surowców i przetwarzaniu ich na nowy produkt. Będą także inne przedsięwzięcia wzbogacające działalność sortowni. Sięgając po przykłady włoskie czy niemieckie: tam przy niektórych sortowniach funkcjonuje mały zakład produkcyjny, który z odzyskiwanych surowców produkuje np. granulaty czy elementy budowlane.

    Andrzej Gębarowski: A ostatni, wymieniony przez Pana element - czy będą na unowocześnie łódzkiej sortowni pieniądze?

    Paweł Jankiewicz: Tu już pani dyrektor musi się wypowiedzieć...

    Ewa Jasińska: Dokumentacja jest. Jest złożona fiszka do Urzędu Marszałkowskiego. Z tego co wiemy, w pierwszym kwartale przyszłego roku będzie konkurs - będziemy więc startować z inwestycją.

    Paweł Jankiewicz: Wracając do elementu finansowego, z opracowań unijnych wynika, że największym producentem odpadów są producenci opakowań. Wszak dzisiaj prawie wszystko jest w jakiś sposób pakowane. W Unii doszli już do tego, że proces odzysku należy zaczynać od etapu produkcji. Bo gdy produkuje się opakowanie, już produkuje się odpad. Zwłaszcza, gdy używa się opakowań wielowarstwowych. Gdy wszystkie one będą ekologiczne, kwestią technologiczną jest rozebranie tych warstw i wykorzystanie poszczególnych elementów, żeby nie było odpadów, które znajdą się na składowisku. Ale cała kwestia finansowa rozpoczyna się już od opłat od producentów opakowań, którzy w znakomitej większości przysparzają środków całej gospodarce związanej z odpadami, w tym np. ekologicznej edukacji. U nas tego nie ma.

    Silne lobby producenckie opiera się wprowadzeniu takich opłat. Projekt w tej sprawie jest jeszcze w przygotowaniu. A z tego mogłaby pochodzić lwia część środków na całą gospodarkę odpadami. Bo nie sztuką jest obciążyć mieszkańców opłatami i powiedzieć, że to oni są wyłącznym producentem odpadów. Dlatego Unia mocno nalega, aby powrócić do starych, starych, starych zwyczajów i coraz więcej towarów - które mogą być sprzedawane na sztuki czy na kilogramy - sprzedawać jako towary luzem. Jest to oczywiście propozycja do wprowadzenia nie w jeden rok, nawet nie w dziesięć lat.

    Nasi sąsiedzi z zachodniej strony i z północy już od pół wieku pracowali na to, by - tak jak w Szwecji - tylko 2 procent odpadów trafiało na składowisko, 20 procent - do spalarni, a pozostała część podlegała recyklingowi, ponownemu zużyciu. Jeżeli oni dochodzili do tego przez pół wieku, a my robimy to od 20 lat - to mamy jeszcze coś do zrobienia.

    Tutaj powiem może jeszcze obrazoburczą rzecz - jeśli wolno: narzucanie nam norm unijnych, w oparciu o technologię, technikę już stosowaną w tamtym świecie nie jest właściwe, ani możliwe do zrealizowania w naszych warunkach. Nawet modernizacja naszej sortowni, gdzie będziemy mieli szansę odzyskiwania owych 50 procent, to okres przynajmniej dwóch lat.

    Inny kwestia to problem sprzedaży. W tej chwili Chiny zamknęły swój rynek, jeśli chodzi o skup tworzyw sztucznych. Dlatego trwa poszukiwanie firm, które będą chciały zaangażować się w nowe technologie przetwarzania odpadów, np. butelek PET-ów na polary. To musi się opłacać, bo - mówiąc obrazowo - na przykład zachodnie mafie wyrastały, zagospodarowując odpady.

    Krzysztof Wójcik: I coś w tym jest - nawet na naszym lokalnym podwórku. Ostatnio głośna była sprawa wywożenia w okolice Zgierza odpadów komunalnych z... Anglii. Jakie to musi być opłacalne, skoro warto sprowadzać takie odpady z Wysp. I na dodatek zbiegło się to w czasie z tym, że Chiny zamknęły swój rynek.

    I jest to problem nie tylko dla Polski, ale całej Unii Europejskiej, intensywnie szukającej runku zbytu. Widać, że łańcuszek powiązanych firm zwietrzył w tym dobry interes. Obawiam się, że tego typu praktyki zwiększą nam szarą strefę odpadów przez zapełnianie pożwirowych wyrobisk. Wyrobisk rekultowywanych nie odpadami pobudowalnymi, ale nielegalnie deponowanymi - często pod osłoną nocy - odpadami komunalnymi.

    Andrzej Gębarowski: Przed rokiem 2013 większość dzikich wysypisk to była sprawka osób prywatnych, zaś obecnie proceder ten uprawiają firmy...

    Ewa Jasińska:
    Istotnie, przed wejściem w życie ustawy miasto wydawało na likwidację dzikich wysypisk około 1,5 mln zł. Obecnie ta kwota zwiększyła się już do 3 mln zł. Zakładanie przez nas monitoringów uświadomiło nam, że pozbywający się śmieci to są przeważnie przedsiębiorcy, właściciele małych firm, a nawet ... szpitale. Co prawda nie były to w ostatnim przypadku odpady niebezpieczne, ale fakt pozostaje faktem. Na tych dzikich wysypiskach znajdujemy trawę, liście. Tam też można sobie... całą łazienkę wyposażyć. Najgroźniejsze odpady na takich wysypiskach to azbest, najtrudniejszy do utylizacji.

    Paweł Jankiewicz:
    Jest to plaga, zwłaszcza jeśli chodzi o firmy remontowo-budowlane. Bo z założenia odpady po wykonywanym remoncie są danej firmy. I lądują często na dzikim wysypisku. Z takim przypadkiem mieliśmy np. w Pabianicach.

    Ewa Jasińska:
    Ostatnio mieliśmy także wiele odpadów z... piekarń. To były worki z przeterminowaną mąką, a nawet stary chleb.

    Andrzej Gębarowski:
    Problem więc w dalszym ciągu istnieje, choć ustawa z 2013 roku miała zlikwidować dzikie wysypiska...

    Ewa Jasińska:
    Zlikwidowaliśmy dzikie wysypiska odpadów komunalnych. Powstały wysypiska innego rodzaju. Nawet tradycyjnych wersalek i foteli jest mniej, od kiedy odbieramy śmieci wielkogabarytowe spod domów. Obecnie samochodowych i poremontowych śmieci jest najwięcej.

    Paweł Jankiewicz: Wracając z wysypisk do miasta, chciałbym zwrócić uwagę na jeszcze jeden problem. Jeżeli chodzi o pojemniki, ustawianie kolorowych dzwonów jest możliwe w trzech czwartych Łodzi. W Śródmieściu czy starej części Widzewa, Bałut lub Chojen trudno o podwórka, gdzie można by jeszcze wstawić takie pojemniki. Na podwóreczku, gdzie mieszczą się zaledwie cztery auta lokatorów, trudno wmontować zestaw dzwonów. Trzeba więc to organizacyjnie rozwiązać.

    Poza tym do rozwiązania jest też problem zasłoniętych pergoli, które dają poczucie anonimowości. Anonimowości wykorzystywanej do tego, by wyrzucać śmieci, gdzie się chce, do któregokolwiek pojemnika. W tej sytuacji dotychczasowe pergole powinny być odsłonięte, aby można było „zmusić” lokatorów do wrzucania zgodnie z właściwym kolorem.

    Andrzej Gębarowski:
    Czy lepsza selekcja śmieci wpłynie też na opłaty?

    Ewa Jasińska:
    Wszystkie duże miasta mają stawkę na poziomie minimum 20 zł. Na początku mieliśmy blisko 100-procentową różnice między segregowanymi a niesegregowanymi odpadami. Powracając jednak do umiejscowienia pergoli, chciałabym dodać, że coraz powszechniejsza w wielu miastach jest budowa pergoli podziemnych. I na nowo budowanych dużych osiedlach zaczyna się iść w tym kierunku. Poza tym sprzyja to kontroli, czy ktoś właściwie czy niewłaściwie pozbywa się odpadów. A już mamy przykłady takiej kontroli - telefony, że sąsiad lekceważy przepisy.

    Andrzej Gębarowski:
    Na razie niewiele optymizmu jest w tym, o czym mówimy. Czy jest jednak nadzieja, że w zachowaniach ekologicznych za kilka czy kilkanaście lat dogonimy przykładową Szwecję...?

    Beata Koło: Chcielibyśmy dogonić i takie jest nasze założenie. Mamy dokumenty kierunkowe, a Komisja Europejska mówi już nie o planowanych 50, a 65 procentach w 2025 roku. Poprzeczka stawiana jest coraz wyżej, więc z roku na rok coraz bardziej uszczelniamy ten system m.in. poprzez planowane wprowadzenie Elektronicznej Karty Przekazania Odpadów. Ale wszystko zależy od ludzi: czy zrozumieją, że sami mogą i powinni decydować o standardzie swego życia.

    Akcja segregacja. Kampania społeczna dotycząca gospodarki odpadami i sposobom zapobiegania ich powstawaniu. Projekt został dofinansowany ze środków Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Łodzi


    Koszt całkowity projektu 125.340 zł, kwota dotacji 112.806 zł



    Czytaj treści premium w Dzienniku Łódzkim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Mapa inwestycji w Łodzi

    Mapa inwestycji w Łodzi

    Szamanie na ekranie - nowy program kulinarny

    Szamanie na ekranie - nowy program kulinarny