Demokracja - tak, głosowanie - nie

    Demokracja - tak, głosowanie - nie

    Krzysztof Krubski

    Dziennik Łódzki

    Aktualizacja:

    Dziennik Łódzki

    Referendum - odsłona łódzka. Kartony z podpisami łodzian opowiadających się za referendum przeciwko Hannie Zdanowskiej za chwilę trafią do Komisarza

    Referendum - odsłona łódzka. Kartony z podpisami łodzian opowiadających się za referendum przeciwko Hannie Zdanowskiej za chwilę trafią do Komisarza Wyborczego. Okazało się, że nie było ich dość, referendum w Łodzi się nie odbyło. ©Łukasz Kasprzak/archiwum Dziennika Łódzkiego

    Ponieważ w Łodzi nie będzie referendum, można pisać o… referendum. Nikt nie posądzi o branie czyjejś strony: ani ci, co atakują, ani ten - lub ta - co się w referendum broni.
    Referendum - odsłona łódzka. Kartony z podpisami łodzian opowiadających się za referendum przeciwko Hannie Zdanowskiej za chwilę trafią do Komisarza

    Referendum - odsłona łódzka. Kartony z podpisami łodzian opowiadających się za referendum przeciwko Hannie Zdanowskiej za chwilę trafią do Komisarza Wyborczego. Okazało się, że nie było ich dość, referendum w Łodzi się nie odbyło. ©Łukasz Kasprzak/archiwum Dziennika Łódzkiego

    Pierwszy ważny w Polsce pan powiedział, żeby w dzień referendum w Warszawie nie iść głosować. Wyłożył swoje racje: odwołanie prezydenta nie ma sensu, bo kadencja niedługo się kończy. Drugi ważny pan, mieszkający w Warszawie, już zapowiedział, że głosował nie będzie - racje podobne. Ważny pan z tytułem profesorskim też nie weźmie udziału, bo nie wie, kto w razie porażki prezydent Warszawy miałby ją zastąpić.


    Każdy z nas zważy, czy racje tej trójki do niego przemawiają czy nie. Ale zanim zacznie rozmyślania, powinien wziąć też pod uwagę to, czego ci państwo nie mówią. Żaden z nich nie powiedział, że można iść głosować za urzędującym prezydentem. Nie wpadło im to do głowy? Prawie niemożliwe, bo to inteligentni, wykształceni ludzie. A jeśli wpadło, to czemu nie powiedzieli tego nam? Jedyna sensowna odpowiedź brzmi mniej więcej tak: nie ma mowy, żeby pani prezydent się w głosowaniu obroniła, jeśli weźmie w nim udział dużo warszawiaków. A tego przecież powiedzieć nie mogli, bo utrzymują, iż to świetna matka miasta jest.

    Jedna ważna pani jest przeciw temu referendum, bo ona referendum przeciw komukolwiek nie chce. Chciałaby referendum, owszem, ale rozstrzygającego, merytorycznego: takiego, w którym lud decyduje czy rozwiązaniem sprawy X ma być pomysł Y albo pomysł Z - lud na chwilę staje się rzeczywistym hegemonem. Ale takich referendów w Polsce nie ma - utyskuje ważna pani. Dlaczego nie ma - już nie mówi.

    No to powiedzmy, dlaczego nie ma: bo nie ma komu ich ogłosić. A nie ma komu, bo politycy takich głosowań nie chcą. Jeśli bowiem mieszkańcy gminy mieliby rozstrzygnąć jakąś sprawę dla gminy ważną, sprawę tę muszą wskazać politycy. Nie dość na tym - musieliby jeszcze opracować przynajmniej dwa sensowne sposoby jej rozwiązania, bo tylko wtedy referendum miałoby sens. Wychodzi więc na to, że rządzący najlepiej wiedzą, czego lud chce.

    Często słychać opinie, iż obywatele zniechęcają się do demokracji, bo głosowanie raz na cztery lata w szybkich czasach to za mało. Można by sporo pary upuścić dzięki referendom właśnie - i to zarówno takim, w którym przesądza się losy szefa gminy, jak i takim, w którym władza przedstawia kilka rozwiązań sprawy, a społeczność decyduje.

    Pocieszmy się jednak, że gdy przyjdzie do wyborów, udział stanie się - zdaniem polityków - obowiązkiem obywatelskim, wyrazem odpowiedzialności, sprawą honoru, znakiem patriotyzmu, cnotą itp.

    Krzysztof Krubski

    Czytaj treści premium w Dzienniku Łódzkim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo