(Do)finansowanie. A dla Łodzi nadal figa z makiem

R. Piotrowski
Fot. Krzysztof Szymczak
Przed wojną mawiano, że mieszkańcy wszystkich miast są równi, mieszkańcy Warszawy najrówniejsi, a mieszkańcy Łodzi najmniej równi. Zmieniło się niewiele. W sprawie dofinansowania dzieła budowy lub modernizacji obiektów sportowych Łódź „najmniej równa” jest przecież od kilku lat.

Zazdrościmy? Odrobinę z pewnością, wszakże Łódź na szczodrość Ministerstwa Sportu i Turystyki nie może liczyć od dawna. Nawet wielkie sukcesy Adama Kszczota, czy apele medalisty olimpijskiego Artura Partyki, długo nie robiły wrażenia na urzędnikach ze stolicy. Ministerstwo pozostało głuche na prośby Łodzi, gdy pojawił się temat wsparcia m.in. dzieła modernizacji obiektu Rudzkiego Klubu Sportowego i budowy małej hali w al. Unii 2 (korzystają z niej dziś mistrzynie oraz wicemistrzynie Polski w siatkówce kobiet).

- Od kilku lat nie dostaliśmy grosza z ministerstwa. Dotyczy to AZS-u, Łódź Sport Areny w al. Unii 2, hali SMS do siatkówki plażowej, w końcu i RKS-u – mówi dyrektor łódzkiego Wydziału Sportu Marek Kondraciuk i dodaje, że ostatniego z wymienionych ministerstwo nie zaliczyło nawet do tzw. obiektów strategicznie ważnych, choć przecież także tam medale z cennego kruszcu wykuwają zdolni polscy lekkoatleci.

W 2018 roku Witold Bańka, ówczesny minister sportu, pominięcie RKS-u tłumaczył tym, że środki na tę inwestycję zostały w stu procentach zabezpieczone przez władze miasta Łodzi (prezydent Hanna Zdanowska zobowiązała się zrealizować tę inwestycję). Innymi słowy, skoro łodzian stać, niech sobie łodzianie budują za swoje.

Łódź zamierza aplikować ponownie i po cichutku liczy na to, że w niedalekiej przyszłości urzędnicy w centrali łypną na sprawę bardziej życzliwym okiem, tym bardziej, że jak przypomina dyrektor Wydziału Sportu, bliskość Ośrodka Przygotowań Olimpijskich w Spale czyni obiekt RKS niezwykle atrakcyjnym i nie tylko z łódzkiego punktu widzenia.

Sytuacja w tym kontekście jako żywo przypomina więc przedwojnie, choć wtedy przynajmniej pozory starano się zachować. Kiedy na przykład w II RP o fundusze na budowę gmachów sądowych ubiegało się w tym samym czasie kilka miejscowości – Tarnów otrzymał od władz 500 tysięcy złotych, Rawa Ruska 200 tysięcy, a Łódź zaś (wraz z Pieczeniżynem) – zaledwie 100 tysięcy. A dziś? Na razie figa z makiem.

Latem 2019 r. ministerstwo chwaliło się, że dzięki środkom przeznaczonym na infrastrukturę sportową zostanie wybudowanych 6 tys. obiektów. Inwestycji nie brakuje, ale nie w Łódź. Korzystają więc inni, na przykład Częstochowa.

W połowie stycznia Wydział Inwestycji i Zamówień Publicznych Urzędu Miasta Częstochowy ogłosił przetarg na modernizację piłkarskiego stadionu Rakowa w formule „zaprojektuj i zbuduj”. Kilka dni temu otwarto koperty. Trzy oferty opiewały na kwotę poniżej 20 milionów złotych, a jedna zmieściła się w zaplanowanym budżecie (ok. 17 mln zł). Obecnie trwa ich weryfikacja.

Stadion przy ul. Bolesława Limanowskiego 83 po przebudowie ma spełniać kryteria określone w Podręczniku Licencyjnym dla klubów Ekstraklasy i właśnie ze względu na „licencjadę” czas tak bardzo nagli teraz i Raków, i Częstochowę. Klubowi spod Jasnej Góry życzymy jak najlepiej, w końcu i drużynę zbudował ciekawą, i jego kibice zasługują na to, by mecze ekstraklasy oglądać na własnym stadionie, nie zaś w oddalonym od Częstochowy o 75 km Bełchatowie.
Dodajmy jednak przy tym, bo to chyba rzecz dość ciekawa, że wspomnianą sumę (17 mln zł) wyłoży tutaj wespół z miastem Częstochowa właśnie Ministerstwo Sportu i Turystyki. To ostatnie zamierza dofinansować przedsięwzięcie kwotą 10 mln zł, czyli wyższą (sic!) niż ta, którą na inwestycję przeznaczyło samo miasto (7 mln zł). Czy to jest dofinansowanie?

O tym, że Warszawie nie po drodze jest z Łodzią (i vice versa) wie każdy, pozostaje jednak zapytać o to, dlaczego z powodu niepoważnych przepychanek o politycznym zabarwieniu cierpieć mają łódzcy sportowcy, w tym ci odnoszący znaczące sukcesy na arenie krajowej i międzynarodowej? Na Piotrkowskiej to ignorowanie sportowej Łodzi nazywają „decyzjami natury politycznej”, z czym, znając trochę to nasze polskie piekiełko, trudno się nie zgodzić. Czy za sprawą rządów nowej minister sportu (Witolda Bańkę w grudniu zastąpiła Danuta Dmowska-Andrzejuk) coś w temacie dofinansowania sportowej Łodzi wreszcie się ruszy? Może i na tę sprawę patrzymy z łódzkiego punktu widzenia, lecz wydaje się nam, że Adam Kszczot i spółka zasługują na wsparcie ministerstwa nie mniej od Częstochowy.

Mistrz Błachowicz liczy na nokaut!

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Widocznie mamy takich kiepskich negocjatorów w Łodzi.

Dodaj ogłoszenie