Dom przy Admiralskiej w Łodzi hitem Internetu. Jaka historia kryje się za ozdobami elewacji?

Mateusz Dęderski
Mateusz Dęderski
Dom przy Admiralskiej w Łodzi hitem Internetu. Jaka historia kryje się za ozdobami elewacji?
Elewacja jednego z domów przy ulicy Admiralskiej w Łodzi wzbudziła wśród internautów spore zaciekawienie. Niecodzienny sposób na ozdobę drewnianego domu przykuwa wzrok przechodniów. O samym domu opowiedzieli nam państwo Anna i Bogusław, właściciele posesji.

Ucieczka od miejskiego zgiełku

Państwo Anna i Bogusław na co dzień mieszkają w jednym z bloków na łódzkiej Retkinii. Przebywają tam jednak jedynie zimą, bo cieplejszy okres w roku zawsze spędzają w drewnianym domu przy ulicy Admiralskiej. Uciekają w ten sposób od miejskiego zgiełku, w okolice, która pozwala zwolnić tempo życia.

- My tutaj nie ogrzewamy w ogóle tego pomieszczenia, więc przenosimy się jak już się robi trochę cieplej. To zazwyczaj jest koniec kwietnia, początek maja. A zwijamy się różnie i jak najpóźniej w każdym razie. Jest kawałek ogrodu, ja jestem emerytem i żeby nie siedzieć cały dzień z pilotem przed telewizorem to tutaj jest świetna możliwość. Cały czas jest coś do zrobienia. Tutaj trawnik, tutaj kwiatki, a tam jeszcze co innego.

Sam dom zbudowany został w 1933 roku. Od samego początku jest własnością rodziny pani Anny. Jak wyznaje zainteresowana – wychowywała się w nim, zaraz po ślubie zamieszkała tam z mężem, a ich dzieci bawiły się na okolicznych ulicach. Po śmierci rodziców pani Anny budynek stał przez chwilę pusty, ale małżeństwo szybko zdecydowało się nim zająć.

Pan Bogusław, emeryt z dużym zapałem do pracy, podjął się niełatwego zadania. Własnoręcznie odmalował elewacje budynku, a jeszcze w tym roku ma zamiar wymienić poszycie dachu. Wszystko robi sam, spędzając w ten sposób wolny czas i nadając budynkowi uroku.

- Ja to malowałem, bo to jest malowane. Ale chodziło mi to to, żeby zostały takie stare dechy na wierzchu. Niektórzy mówią „miałeś malować, nie malowałeś”, ale to jest zabezpieczone specjalną farbą.

Dom zyskał na uroku również za sprawą jego elewacji. Ta sama w sobie jest dość nietypowa, czym wzbudza duże zainteresowanie mieszkańców w okolicy, choć nie tylko. Piesi robiący zdjęcia podczas spacerów, samochody zwalniające, żeby spojrzeć na dom to codzienność państwa Anny i Bogusława.

Sposób na pielęgnowanie historii

Skąd wziął się pomysł na ozdobienie elewacji domu pan Bogusław nie jest w stanie powiedzieć. Wszystko zaczęło się od zwykłych kwietników pod domem, ale i pasji do zbieractwa. Pomysł na udekorowanie ścian pojawił się przypadkiem i jest już pielęgnowany od kilku lat.

- Skąd wziął się pomysł? Tego nie wiem. Można powiedzieć, że tak po prostu. Zaczęło się od jakichś tam paru rzeczy, kwietników. A później dokładałem kolejne rzeczy. Cała ta kolekcja, która jest widoczna tutaj jest zbierana przez jakiś czas.

Dbanie o drewnianą fasadę domu oraz o jego stan techniczny ma być również sposobem na upamiętnienie dawnego budownictwa. Pani Anna i jej mąż mają sentyment do dawnych drewnianych domów, których w okolicy ich posesji można było znaleźć bardzo dużo, a dziś policzą je na palcach jednej ręki.

- Tutaj tego typu domów drewnianych to była cała ulica. W tej chwili już niewiele takich domów zostało na terenie Bałut. Część jest już ruiną, bo jak ktoś o to nie dba, to zamienia się w ruinę.

Co roku coś innego

Jak się okazuje, elewacja domu przy ulicy Admiralskiej co roku nieco zmienia swoją formę. Pan Bogusław zdejmuje rzeczy nadszarpnięte zębem czasu, a ich miejsce zajmują nowe eksponaty. Wszystko to dzieje się zazwyczaj tuż po zimie, kiedy startuje nowy sezon działkowy.

- Dom jest już trochę naładowany, to fakt. Dlatego ewentualnie jakieś wymiany małe się dzieją. Niektóre rzeczy usuwam jeżeli ulegną zepsuciu i w to miejsce pojawiają się nowe rzeczy.

- Ja część tej dekoracji na zimę zdejmuje. W związku z tym jak przyjeżdżam i otwieram sezon, to sąsiedzi podglądają co nowego się pojawiło.

Jednym z elementów wystroju, który przez zniszczenie musiał zostać wymieniony była magazynowa waga. Państwo Anna i Bogusław dostali ją w prezencie od jednego z przechodniów zainteresowanego wystrojem posesji, jednak po czasie zaczął ją trawić ząb czasu.

- Pewnego dnia jeden pan przyniósł nam wagę. Były takie duże wagi, a on przyniósł ją nam w miniaturze. I tu postawił. Ale już ją musiałem usunąć, bo skorodowała się.

Dziś w miejscu starej wagi stoi nowy egzemplarz. Dla pana Bogusława, dawnego handlowca, jest to jeden z nielicznych zgromadzonych eksponatów, który niesie za sobą dodatkową wartość sentymentalną.

- Ileś lat pracowałem w handlu, w związku z tym sentymentalna jest dla mnie ta waga sklepowa.

Polowanie na okazje

W jaki sposób najlepiej zebrać całą masę eksponatów, które mogą stać się ozdobą domu? Polując na okazje. Doświadczony zbieracz doskonale wie już jakie drogi obrać, żeby znaleźć nowe perełki do swojej kolekcji.

- Ja jestem miłośnikiem staroci i bywam na różnych giełdach. Zbieram. Oprócz tych rzeczy, które widać tutaj, mam dość dużą kolekcję figurek seterów irlandzkich czy lampek naftowych. A to wszystko tutaj tak przy okazji jakoś wyszło. No i tak sukcesywnie, co ciekawego znajdę, to dokładam.

- Ja wyszukuje okazje. Ale to też nie jest tak, że idę i coś wyłapuje, tylko biorę to co mnie zainteresuje, a nie jest zbyt drogie.

Nie wszystko jest jednak kupione na przeróżnych giełdach czy pchlich targach. Niektóre rzeczy są pozostałościami po rodzicach pani Anny i pana Bogusława.

- Niektóre rzeczy miałem po rodzicach czy po teściach. Na przykład ta piła na górze, czy tara do prania to są pozostałości jeszcze po teściach. Ale jakieś 20 lat co najmniej już to zbieramy.

Niespodziewane zainteresowanie

Pani Anna i pan Bogusław cały czas podkreślają, że dom ozdabiali dla siebie. Nie spodziewali się, że może wywołać on aż takie zainteresowanie, zwłaszcza w przestrzeni internetowej. O zdjęciach na różnych grupach czy forach dyskusyjnych właściciele domu dowiadywali się zazwyczaj od znajomych, bo sami nie korzystają z Internetu.

- Jeżeli chodzi o Internet, to nie korzystam, nie używam. Ale jest tak, że tutaj podchodzili gdzieś tam zza rogu ludzie i robili zdjęcia, bo niby jest ten zakaz fotografowania, który sobie powiesiłem. Ten zakaz kupiłem na Moto Weteran Bazarze i tak sobie jest powieszony dla picu, bo ja przecież nie mam uprawnień, żeby czegoś zakazać.

Z biegiem czasu zainteresowanie fasadą domu, do której przywieszone są różne rzeczy rosło i rosło. Coraz częściej małżeństwo mogło przekonać się o tym na własne oczy, kiedy przypadkowi przechodnie przechodzili i zatrzymywali się obok bramy.

- Ja widziałem, że jest zainteresowanie. Rodzice z dziećmi przechodzili oglądać, przejezdni też się zatrzymywali. Ale nie myślałem, że to się rozkręci aż tak.

Z dużą sympatią na dom państwa Anny i Bogusława patrzą również sąsiedzi. Ci nie dość, że z każdym rokiem wyglądają zmian w ozdobie elewacji, to jeszcze dbają o spokój posesji podczas nieobecności małżeństwa.

W opowieściach o budynku, który zainteresował internautów często można było usłyszeć, że nie taki był główny cel. Małżeństwo cieszy się jednak z tego, że ich praca może przynieść uśmiech na czyichś twarzach.

Religia i etyka w szkole. Kto ma kształcić nauczycieli etyki?

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

T
Trollo
Srrałem tam!

Ale był eksponat!
Dodaj ogłoszenie