Dorota Ignatjew: Jestem na pewno człowiekiem teatru. To podstawowa zmiana WYWIAD

Dariusz Pawłowski
Dariusz Pawłowski
Z Dorotą Ignatjew, dyrektorem naczelnym Teatru Nowego im. Kazimierza Dejmka w Łodzi, rozmawia Dariusz Pawłowski

Wygrała Pani konkurs na dyrektora naczelnego Teatru Nowego imienia Kazimierza Dejmka w Łodzi, ale jak doszło do tego, że zdecydowała się Pani wziąć w nim udział?

Zaczęło się od tego, że zadzwonili do mnie przedstawiciele zespołu Teatru Nowego z zapytaniem, czy nie wzięłabym udziału w konkursie. Odpowiedziałam, że się zastanowię, ale najpierw chcę się z nimi spotkać, by mieli pewność, iż nie kupują kota w worku. Przygotuję wstępny projekt swoich zamierzeń, przedstawię go i zespół będzie miał okazję, by upewnić się, czy naprawdę mu to odpowiada. Zdawałam sobie sprawę, że skoro się do mnie zwrócili, to zapewne poznali moje dotychczasowe działania, ale jednocześnie oczywistym jest, że każde miejsce jest inne. Tym bardziej, że wcześniej nie byłam w łódzkim Teatrze Nowym. Przyjechałam na spotkanie, przedstawiłam zalążek swojej wizji i zostawiłam ich z tą myślą. Potem wzięłam udział w konkursie i od 15 lutego jestem oficjalnie dyrektorem.

Skoro Łódź i Teatr Nowy to dla Pani nowości, od czego Pani zacznie?

Na pewno będę się uczyła Łodzi, ale na razie poddaję się swojej intuicji. Punktem wyjścia są dla mnie dwa hasła. Po pierwsze, Teatr Nowy, a to oznacza, że nazwa „Nowy” do czegoś zobowiązuje. Po drugie, że był to teatr zaangażowany i stanowiło to swoiste DNA tej placówki. Dla mnie poruszające i inspirujące jest również to, że w tym gmachu po wojnie funkcjonowały jednocześnie teatr polski i teatr żydowski, co jest moim zdaniem symbolicznym przykładem symbiozy i znakiem miasta wielokulturowego.

Co oznacza dla Pani pojęcie teatr „Nowy”?

Nowy, czyli współczesne środki wyrazu i inscenizacji. Nowy, czyli otwarty, europejski, wolny. To są kwestie fundamentalne. Zachwyciło mnie to, że kiedyś, nad sceną Teatru Nowego, była płaskorzeźba, przedstawiająca postaci z literatury, dramatu klasycznego i folkloru, będące alegorią WOLNOŚCI. I myślę, że to właśnie ona jest nam dzisiaj bardzo potrzebna. Chciałabym, aby ci, którym nieobojętny jest ludzki los, emocje byli widzami tego teatru. W teatrze należy komunikować się z ludźmi. Nawet gdybyśmy podejmując ryzyko, mieli artystyczną „wtopę”. Przecież wiem, że „Łaska Pańska na pstrym koniu jedzie”. Ważne jest dla mnie, by teatr stał na dwóch nogach. Jedna to część administracyjno-prawno-finansowa i tu musi być porządek i stabilizacja. Druga noga to działania artystyczne i tu namawiam do przekraczania granic na scenie. Teatr jest hierarchiczny i panuje w nim demokracja talentów, jak mówił Kazimierz Dejmek. Najważniejsza jest scena i to ona weryfikuje wszystko. To aktor jest na czubku teatralnej piramidy. Cała reszta pracowników pracuje na jego występ, to są naczynia połączone. Nie ma teatru bez aktora, ale i nie ma teatru bez widza. Łódź jest miastem wyjątkowym, które przechodzi burzliwą transformację, ale trzeba pamiętać, że nie wszyscy się na nią załapali. To szczególne doświadczenie miast postindustrialnych, które mogłam obserwować będąc dyrektorem Teatru Zagłębia w Sosnowcu. Można mieć różne idee teatru, ale to miejsce definiuje je i weryfikuje poszczególne pomysły. To zrozumiałe, że tak będzie również w łódzkim Teatrze Nowym.

Teatr Nowy, jako teatr o swoim charakterystycznym profilu?

Wiele teatrów w kraju ma swoje wypracowane oblicze i sądzę, że taka identyfikacja nie jest zła. Dla instytucji kultury pandemia to trudny czas. Przed nami budowanie widowi od nowa. Życie stawia przed ludźmi inne priorytety niż sztuka, ale są również tacy, którzy tęsknią za teatrem. Wszystkich serdecznie zapraszam. Chodzenie do teatru to dobre hobby.

Jaki będzie to miało wpływ na pierwsze tygodnie Pani pracy w Łodzi?

Wszystkie będące w repertuarze przedstawienia staram się oglądać. Poznaję zasady funkcjonowania tej instytucji od strony administracyjnej. Muszę się zapoznać z umowami i wszelkimi zobowiązaniami, które zostały zaciągnięte przez teatr, nie tylko artystycznymi. Chcę dokładnie przeanalizować kondycję Teatru Nowego i tę artystyczną, i tę administracyjną. Jestem za ewolucją, a nie rewolucją, bo ona jest niszcząca. Ale mam również takie doświadczenie, że moje ewolucyjne myślenie o teatrze jest odbierane jako rewolucyjne. Mogę powiedzieć jedno: na pewno jestem człowiekiem teatru pracowałam na różnych stanowiskach w teatrze, znam dobrze smak porażki, jak i sukcesu.

A jaki projekt artystyczny zainauguruje Pani działalność w Teatrze Nowym?

Odwołując się do historii „Nowego”, zamierzam dedykować Małą Scenę młodym twórcom. Projekt „Nowy i Młodzi” zakłada, że pod okiem kuratora swój spektakl zatytułowany „Marzyciele” wyreżyserują studenci krakowskiej Szkoły Teatralnej wydziału reżyserii przy wsparciu studentów Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi. Poprzednia dyrekcja natomiast zakontraktowała spektakl „Edward drugi” do tekstu i w reżyserii Waldemara Śmigasiewicza, który już powstaje na Dużej Scenie i będzie miał premierę pod koniec marca.

O czym będą „Marzyciele”?

Projekt studentów dotyczy różnych łódzkich postaci, spraw: słynnego Melona, łódzkiego półświatka, awangardy, włókniarek. Sama jestem ciekawa ich nowego spojrzenia na sztukę. Kolejną propozycją, już na Dużą Scenę, będzie spektakl „1968. Czasy nadchodzą nowe”. Ma on opowiadać przede wszystkim o następstwach tego roku, bardziej interesuje nas to, co nadchodzi. Inspirujemy się różnymi zdarzeniami, postaciami, a wśród nich Orianą Fallaci, Gołdą Tencer, czy misją Apollo w kosmos. Reżyserem będzie Remigiusz Brzyk i jest to gest w kierunku ludzi, którzy byli związani z tym teatrem, on zrobił tu głośne spektakle, był etatowym reżyserem „Nowego”. Przez ostatnie dziesięć lat często współpracujemy. Nie mam patentu na sukces, ale wierzę w pracę. Teatr można rozwalić w jeden rok, lecz postawienie go wymaga więcej czasu, tak, aby ta maszyna teatralna dobrze funkcjonowała. Pewne mechanizmy wdrażają się bowiem przez dłuższy czas. Dla mnie ważne będzie to, kto ma serce dla tego miejsca, kto czuje się człowiekiem teatru. To podstawowa weryfikacja. Pamiętajmy, że teatr publiczny, repertuarowy ma misję i to go różni od teatru impresaryjnego, komercyjnego. Teatr publiczny ma rozwijać wartości inne niż materialne, działać dla pożytku publicznego, poszerzać horyzonty.

Czy mówiąc o teatrze zaangażowanym, widzi go Pani jako ścieranie się różnych światopoglądów, czy raczej jako manifest? I czy wśród podzielonej zbiorowości, o - moim zdaniem - tendencjach do klasowego myślenia, chce Pani próbować łączyć jej różne grupy? Co akurat w Łodzi, mieście o bardzo dużym rozwarstwieniu społecznym, może mieć duże znaczenie...

W ogóle nie klasyfikuję mojej widowni. Ważne są tematy. W teatrach, w których pracowałam, starałam się budować repertuar, który komunikuje się ze współczesnym widzem, a jednocześnie uwzględnia specyfikę miasta, jego tradycję teatralną. Nie wiem jeszcze jaka jest Łódź. Bardzo bym chciała, żeby ci, których widzę na ulicach miasta, przyszli do naszego teatru. Żeby swoje miejsce znaleźli tu ci, którzy chcą działać, chcą się wypowiadać. Ma to być teatr wolny artystycznie. Uważam przy tym, że teatr zawsze powinien stawać po stronie wykluczonych, powinien głosić hasła humanitarne, bronić jednostek. Robię po prostu teatr, który ma być z założenia głęboko humanitarny. To właśnie dzięki teatrom repertuarowym, zespołowym jesteśmy potęgą teatralną w Europie i to ten system sprawił, że mogli u nas zaistnieć tacy twórcy jak Tadeusz Kantor, Krzysztof Warlikowski, Grzegorz Jarzyna, czy Konrad Swinarski, Krystian Lupa, Jerzy Grotowski.Powtórzę po Andrzeju Wajdzie: słucham publiczności, ale rozmawiam z nią na swoich zasadach, komunikuję się z nią swoim językiem. Twarz teatru buduje się spektaklami. Wszystkie teatry są teraz w punkcie, który się nazywa odbudowywaniem widowni. Bo pandemia jest traumą i jeszcze nie wiemy, jak silną. Koszty będą długotrwałe, wielu ludzi będzie zmuszonych podejmować zupełnie inne, bardziej prozaiczne wybory, niż kultura.

Deklarowana otwartość teatru to również zapotrzebowanie na zupełnie nowych twórców, nurty, teksty, także z naszego miasta?

Ale nie wyłącznie. Postaram się wkrótce odwiedzić dyrektorów poszczególnych instytucji kultury w Łodzi, przedstawić się, nawiązać kontakt, poszukać możliwości współpracy. Zamierzam się szczególnie otworzyć na Szkołę Filmową, Akademię Sztuk Pięknych i pozostałe uczelnie, myślę przede wszystkim o młodych ludziach. Będę również współpracować ze wspomnianą już szkołą krakowską. Ten model kształcenia reżyserów, który obowiązuje w krakowskiej placówce, bardzo do mnie przemawia, ale chciałabym nawiązać współpracę również z reżyserami, którzy są studentami i absolwentami innych szkół teatralnych.

Czy zmiany będą dotyczyły również budowania zespołu?

Przede wszystkim chcę go dobrze poznać. Możliwe, że będę go uzupełniać. Wiem, że ten teatr, jego zespół wiele przeszedł. Jednak w swojej pracy odwołuję się do marzeń. Na pewno brakuje w zespole Teatru Nowego młodych ludzi. Zobaczymy też, jaką teatr będzie miał kondycję finansową, bo przede wszystkim trzeba dbać o artystów, którzy są na etacie, nimi muszę się opiekować. Ale być może młodzi aktorzy będą musieli zawalczyć artystycznie o swój etat. Rozejrzę się zarazem wśród studentów aktorstwa. Nie sugeruję się opiniami ludzi, którzy wcześniej tutaj pracowali, sama wyrabiam sobie zdanie. Zespoły, którymi kierowałam uwielbiałam, ale nie byłam ich zakładnikiem. Nie stanie się tak też tutaj.

Czy zaprosi Pani do przygotowywania przedstawień w łódzkim Teatrze Nowym grupę reżyserów, z którymi już współpracowała podczas dyrektorowania w Teatrze Zagłębia w Sosnowcu i Teatrze imienia Juliusza Osterwy w Lublinie?

Są rzeczywiście pewne nazwiska, które się powtarzają w moich dyrekcjach, ale zawsze są też nowe. A „Nowy” zobowiązuje do zweryfikowania własnych przyzwyczajeń i myślenia o teatrze. Zapraszam na przykład do współpracy Cezarego Tomaszewskiego, z którym nigdy wcześniej nie pracowałam. Podoba mi się jego język teatralny. Na razie rozmawiamy o spektaklu, do którego próby zacznie jesienią, a premiera odbędzie się w grudniu - myślimy o „Wielkim teatrze świata” Calderóna de la Barci. To opowieść o tym, czym jest TEATR.

Kiedy zatem zobaczymy pierwszą realizację Teatru Nowego w Łodzi, o której powie Pani: tak, to jest w pełni moje?

Chcę w tę rzeczywistość wchodzić na „miękko”. I dlatego zaczynam od studentów, bo oni „przetestują” zespół, do jakiego stopnia jest gotowy na ryzyko oraz publiczność, jak dalece jest otwarta na nowe propozycje. Myślę, że będzie to korzystne dla wszystkich.

Dorota Ignatjew nowa dyrektor teatru nowego w Łodzi
Dorota Ignatjew jest oficjalnie dyrektorem Teatru Nowego im. Kazimierza Dejmka w Łodzi od 15 lutego. Aktorka, reżyserka, menadżerka kultury zastąpiła na tym stanowisku Krzysztofa Dudka. Artystka pochodzi z Wrocławia, jest absolwentką tamtejszego Wydziału Lalkarskiego Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Krakowie, a także Wydziału Aktorskiego krakowskiej PWST oraz Studiów Podyplomowych Zarządzania Kulturą na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Współpracowała m.in. z Teatrem Polskim i Teatrem Narodowym w Warszawie oraz Teatrem Telewizji. W 2011 roku została kierowniczką artystyczną (zastępczynią dyrektora do spraw artystycznych) Teatru Zagłębia w Sosnowcu, od września 2016 do sierpnia 2020 roku była dyrektorką naczelną i artystyczną Teatru im. Juliusza Osterwy w Lublinie (na jej miejsce, w atmosferze protestów środowiska teatralnego, mianowany został aktor i reżyser Redbad Klynstra-Komarnicki). W grudniu ubiegłego roku wygrała konkurs na stanowisko dyrektora Teatru Nowego im. K. Dejmka w Łodzi (wzięło w nim udział czworo kandydatów). Dorota Ignatjew ma na koncie wiele nagród, może się pochwalić, iż jej dyrekcje w Sosnowcu i Lublinie to udany artystycznie okres dla obu scen. Spektakle spotykały się z żywym odzewem w całym kraju, były zapraszane na liczne festiwale teatralne, doceniane w ogólnopolskich rankingach teatralnych. Teraz czas na Łódź...

Teatr Nowy, w marcu premiera „Edwarda drugiego”
W łódzkim Teatrze Nowym trwają prace na spektaklem „Edward drugi” do tekstu i w reżyserii Waldemara Śmigasiewicza, zaplanowanym jeszcze przez dotychczasową dyrekcję. Jak zapowiadał teatr, ma to być kontynuacja, albo raczej wariacja na temat dalszych losów Edka z „Tanga” Sławomira Mrożka. „Aktualność tekstu poraża stając się dalszym ciągiem dialogu polsko-polskiego z nieśmiertelnym pytaniem- skąd jesteśmy i dokąd zmierzamy? „Edward drugi” to gorzka satyra obnażająca mechanizmy wszelkiej władzy, z jej kłamliwą perswazją, uwodzeniem utartym frazesem czy udawaniem pozorów głębi. "Edward drugi” to także obraz ludzi „wydrążonych” o wybujałych ambicjach, gargantuicznych sarmackich rojeniach rodem z bryków szkolnych i katechetycznych notatek” - napisano na stronie „Nowego”. Premiera odbędzie się 26 marca na Dużej Scenie Teatru Nowego, w obsadzie znaleźli się: Maja Barełkowska (gościnnie), Barbara Dembińska, Piotr Cyrwus (gościnnie), Przemysław Dąbrowski, Michał Filipiak (gościnnie), Kacper Gaduła-Zawratyński (gościnnie), Gracjan Kielar, Tomasz Kubiatowicz, Adam Mortas, Sławomir Sulej.

Zobacz również

W imię zasad i wolności. Komentarz Pawła Fąfary, redaktora naczelnego Polska Press Grupy

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie