Dziadek walczy o wnuczka

Joanna Barczykowska
Pan Lucjan chce jak najczęstszego kontaktu z Danielem
Pan Lucjan chce jak najczęstszego kontaktu z Danielem Grzegorz Gałasiński
Pan Lucjan od pół roku bezskutecznie walczy o powrót wnuka do domu. 8,5-letni Daniel przebywa teraz w Pogotowiu Opiekuńczym nr 2 w Łodzi.

Pan Lucjan marzy o wspólnych świętach, o tym żeby wnuczek mógł usiąść z nim przy stole w rodzinnym domu. Napisał wniosek do Sądu Rejonowego w Łodzi, gdzie prowadzona jest sprawa Daniela, z prośbą o przepustkę dla wnuczka na Boże Narodzenie. Niestety, nie otrzymał jej. I to kolejny raz.

- Napisałem już wiele próśb o przepustki, ale nigdy nie dostałem zgody. Nie dostałem nawet pisemnej odpowiedzi z uzasadnieniem. Dla wnuczka jestem w stanie zrobić wszystko - mówi pan Lucjan.

Daniel całe życie wychowywał się w domu pana Lucjana. Mieszkała tam też jego mama, która od 10 lat choruje na schizofrenię.

- Córka już pięć razy była na leczeniu psychiatrycznym, w tym roku bardzo się jej pogorszyło. Niestety, ona tego nie rozumie i nie chce się leczyć. W marcu wniosek o przymusowe leczenie złożyli pracownicy opieki społecznej. Kolejny wniosek złożyła szkoła Daniela. Miałem nadzieję, że sąd skieruje ją na przymusowe leczenie i córka wyzdrowieje. Ale nie skierował - mówi pan Lucjan.

W lipcu mama Daniela rzuciła się na syna i kilka razy go uderzyła. Wystraszony ośmiolatek zadzwonił do dziadka, który dorabiał wtedy jako ochroniarz. Pan Lucjan powiadomił policję.

- Bałem się o wnuczka, dlatego zadzwoniłem na policję, żeby jak najszybciej przyjechali. Powiedziałem im, że córka jest chora i żeby zawiadomili pogotowie. Ona powinna trafić na leczenie. Myślałem, że zabiorą ją do szpitala - mówi pan Lucjan.

Funkcjonariusze zamiast córki pana Lucjana, do szpitala zabrali wnuczka. Kilka dni później sprawa była już w sądzie, który wydał postanowienie o umieszczeniu dziecka w pogotowiu opiekuńczym.

W ośrodku dziadek odwiedzał Daniela codziennie. Obiecywał wnukowi, że jego koszmar za chwilę się skończy. Nie udało mu się jednak uchronić dziecka przed agresją rówieśników.

- Daniel coraz częściej skarżył się, że dzieci go biją. Miał nawet ślady duszenia. Kilkakrotnie zwracałem na to uwagę wychowawcom, ale nie przyniosło to efektu. W końcu złożyłem doniesienie do prokuratury, że dzieci znęcają się nad Danielem. Potem ograniczono moje kontakty z wnukiem - mówi pan Lucjan.

Postępowanie w prokuraturze jest w toku. Prokurator przesłuchał chłopca, jego dziadka i pracowników ośrodka. Na efekt trzeba poczekać.

- W ośrodku mają mi za złe, że zgłosiłem sprawę do prokuratury - mówi pan Lucjan. - Teraz widuję wnuka tylko w szkole.

Pan Lucjan walczy o przepustkę dla wnuczka na święta. Sąd nie odpowiedział na jego prośby. Decyzja jest teraz w gestii dyrekcji pogotowia opiekuńczego.

- Pan Lucjan musi przyjść do mnie i porozmawiać. Ja nie mogę podjąć decyzji sama, bo przy tego typu sprawach opinię wydaje specjalnie powołany zespół - mówi Krystyna Ulman, dyrektor Pogotowia Opiekuńczego nr 2 w Łodzi.

Pan Lucjan poszedł we wtorek do ośrodka na rozmowę. Teraz czeka z nadzieją na decyzję dyrekcji.

Zapisz się do newslettera

Wideo

Komentarze 12

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

k
kaśka
Dziadek zgłosi się ze łzawą historię i wszyscy mu nagle współczują. Żenujące są wypowiedzi ludzi, którzy nie znają przepisów, sytuacji rodzinnej, a tu walczą o prawa dziadka, który swoje ma za uszami.

Co to za jad i język? Skoro, żadna z instytucji (ani sąd, ani kurator, ani pogotowie opiekuńcze) nie chcą powierzyć dziecka opiece dziadka, to najwyraźniej nie jest to wskazane.

Przykre, że pani redaktor nie zbadała sprawy, tylko dała się nabrać tym bredniom dziadka. Rozumiem, że przed Świętami jest zapotrzebowanie na takie "dramatyczne" historie.
G
Gość
Pani Redaktor Barczykowska. Ja rozumiem, że ma Pani za zadanie szukać kontrowersyjnych tematów, ale to co Pani zrobiła z tej sytuacji woła o pomstę do nieba. Jak można tak naciągnąć fakty i mijać się z prawdą. Nie wiem co Pani za szkołę kończyła...
Pani artykuły są na poziomie szkolnych wypracowań, albo gazet pokroju FAKT- tania sensacja. Oczywiście proszę nie odbierać tego drugiego jako komplement!
Z
Zażenowany
Nic nie wiesz, a piszesz takie bzdury.
" Nadchodzą do Polski coraz większymi krokami dni gniewu i rozliczeń.
Mam nadzieję, że sprawiedliwości w końcu stanie się zadość." Co to jest? Z tych ostatnich dwóch zdań wnioskuję, że jesteś niespełna rozumu! Jakbym słyszał Pana Prezesa K.

Żenujące jest to, że w dyskusji biorą udział osoby, które nie mają pojęcia jak sprawa na prawdę wygląda, usłyszą coś i od razu wylewają swój "chory jad", frustrację na forum internetowym.

Skałolaska skąd TY się urwałaś??
Na sam koniec... Skoro zatytułowałaś swój post Państwowe okrucieństwo, to czemu masz pretensje do urzędniczki?? Przecież ona postępuje zgodnie z zasadami ustalonymi przez władzę w naszym Państwie... miej do nich pretensje!
z
zuczek
we wrzesniu skończyłam 17 lat. jestem w pogotowiu opiekuńczym w lublinie od 25 sierpnia przez to, że mój ojciec latał pijany z piłą motorową, porąbał siekierą meble pokojowe i kuchenne. wtedy byłam na obozie w 6 miesiącu ciąży. w dniu wyjazdu do domu, nie zawieźli mnie do niego po więcej rzeczy co powinni mi umożliwić. według prokuratora ojciec mój nie stwarza zagrożenia, ale wniosku nie wystawił, żebym mogła wrócić. mama po tym zdarzeniu wyprowadziła się do swojej siostry razem z moim młodszym 4 letnim bratem. ojciec nie pił. wychowawcy mówili, że jak chcę wrócić to rodzice muszą się pogodzić. tak zrobili. mama na decyzję sądu o przepustki czekała 2 miesiące. dostałam przepustkę od 2 grudnia do 3 stycznia razem z moim maluszkiem. ojciec zaczął pić. złamał mojej mamie nos. prokurator nie zatrzymał go do sprawy. wypuścili go po ok 40 godzinach. 2 dni był spokój. później znowu zaczął pić. szarpał się ze mną i z moją mamą. ja mam pare siniaków i obolałe mięśnie. moja mama zwichniętą rękę, siniaki na całym ciele, skarży się na ból pleców i głowy. i dlaczego prokurator twierdzi, że mój ojciec nie stwarza zagrożenia? niech z nim coś zrobią, a ja powinnam mieszkać z mamą..
a
arogancja
Naprawdę kulturka i rozum w jednym.To oczywiste że pan dziadek powinien przyjść do dyrektor placówki,jak inaczej może załatwić swoją sprawę.Opieka nad dzieckiem powinna być powierzona osobie stabilnej emocjonalnie,a nie takiej która potrafi latać do gazetki i karmić głupotą "historia jest wstrząsająca,że nie do uwierzenia".
m
móżdżek
jw
J
Jacek
Czy ciebie stać tylko na takie głupie rady? Z takimi radami to mógłbyś zostać nawet radnym.
s
skałolaska
Historia jest tak wstrząsająca, że aż nie do uwierzenia.

Porażająca jest arogancja urzędniczki Krystyny Ulman: „Pan Lucjan musi przyjść do mnie i porozmawiać”.
Czy dziadek małego Daniela ma się ubrać na tę wizytę we włosiennicę, złożyć pokorny ukłon i błagać o łaskę dla wnuczka? Czy ma się należycie upokorzyć, aby zostać wysłuchanym?
A może pani Ulman byłaby łaskawa ruszyć zad z fotela i sama sprawdzić, jakie warunki ma dziadek dla przyjęcia wnuczka, chociażby tylko na Święta?
A artykułu wynika, że urzędnicy chcą należnego im upokorzenia starszego człowieka. Chciałoby się, aby to była nieprawda, aby to dziennikarka kłamała, albo coś przekręciła. Ale niestety, to coraz częstsza praktyka naszego Państwa.
Rozdzielanie rodzin to niewyobrażalne okrucieństwo wszechmocnego Państwa wobec bezbronnych dzieci i ich rodzin.
Nadchodzą do Polski coraz większymi krokami dni gniewu i rozliczeń.
Mam nadzieję, że sprawiedliwości w końcu stanie się zadość.
s
sąsiad
znam przypadek gdzie dziecko od pięciu lat o piątej rano wynosi butelki po pijaństwie mamusi a jej przyjaciel zna tylko trzy wulgarne słowa w stosunku do tego chłopca zgłaszaliśmy do różnych instytucji ale do tej pory nic się nie zmieniło , może jak będzie w beczce ktoś się zainteresuje matka go straszy oddaniem do domu dziecka
Ł
Łodzianin
Niech go Pan wykradnie i ucieknie z tego pie*******go kraju. Dziecko będzie miało zniszczoną psychikę na całe życie po pobycie w tym ośrodku.
m
mała
To straszne , że tak to sie odbywa dziecko ma kochajacego dziadka i co spędza dzieciństwo w osrodku opiekuńczym . przecież do cholery ma sie nim kto zająć . Dlaczego nasze służby społeczne nie działaja tam gdzie powinny tylko odbieraja dzieci od kochających rodzin. Matka chora , ale jest dziadek . Mam nadzieje, że w końcu ktoś się zainteresuja ta sprawą i dziecko spędzi święta z rodzina
N
Naja
Dziecku znacznie lepiej bedzie w pogotowiu opiekuńczym niz z własnym dziadkiem we własnym domu. Zgroza! Dopiero co czytałam chyba w Dziennkiku artykuł, jak to odpowiedzialna zakupowiczka doniosła, ze dziecko dostało klapsa w markecie i teraz pewnie jest szczęsliwa, ze dziecko rosnie zdrowo w domu dziecka, a jego mamusia i tatus siedza w areszcie czekajac na wyroki za klapsy! Nie ma jak w domu dziecka! Hanka Mostowiak tam sie wychowała i jaka sliczna wyszla , a jaka dobra!
Dodaj ogłoszenie