"Dziesiątacy" nawiązali do przedwojennej tradycji 10 PP w Łowiczu

Rafał Klepczarek
Rafał Klepczarek
Siedmiu członków Stowarzyszenia Historycznego im. 10 Pułku Piechoty w Łowiczu wzięło udział w mszy pasterkowej w kościele ojców pijarów
Siedmiu członków Stowarzyszenia Historycznego im. 10 Pułku Piechoty w Łowiczu wzięło udział w mszy pasterkowej w kościele ojców pijarów Archiwum
Udostępnij:
Siedmiu członków Stowarzyszenia Historycznego im. 10 Pułku Piechoty w Łowiczu wzięło udział w mszy pasterkowej w kościele ojców pijarów.

W ten sposób kultywowano przedwojenną tradycję. Do wybuchu II wojny światowej stacjonujący w Łowiczu żołnierze 10 PP byli mocno związani z pijarską świątynią.

Odbywały się tam m. in. nabożeństwa z okazji świąt pułkowych. Żołnierze regularnie uczestniczyli także w pasterkach, na których śpiewano kolędy przy akompaniamencie pułkowej orkiestry.

Wspomina o tym m. in. artykuł opublikowany 30 grudnia 1927 roku w "Łowiczaninie".

Początki 10 pp sięgają 1918 roku. Powstał on na Śląsku Cieszyńskim w okresie walk o niepodległość i granice Polski. Jego żołnierze walczyli z Czechami o Śląsk Cieszyński, z Ukraińcami w Małopolsce Wschodniej, z bolszewikami na Wołyniu, Polesiu, Białorusi i nad Wisłą oraz nad Niemnem z Litwinami.

W okresie międzywojennym 10 pp stacjonował w Łowiczu. Od czerwca do sierpnia 1921 pułk podjął działania na granicy górnośląskiej w rejonie Myszkowa, Siewierza, Kamienicy Polskiej i Zawiercia.

W okresie przewrotu majowego opowiedział się po stronie rządowej. W 1939 przebywał na poligonie w okolicy Panigrodza skąd po wybuchu II wojny światowej w składzie skierniewickiej 26 Dywizji Piechoty wziął udział między innymi w walkach nad Bzurą.

10 PP został rozbity 18 września 1939 roku przez natarcie niemieckich czołgów w rejonie Giżyc. Pułkownik Marian Krudowski, dowódca dziesiątaków nakazał ukrycie sztandaru, aby nie stał się on hitlerowskim trofeum. Oficerowie, którym go powierzono, zakopali sztandar w lesie pod wsią Leontynów.

Tam został on przypadkowo znaleziono przez jednego z rolników. Gospodarz Bolesław Pakuła przechował go nie tylko przez całą okupację niemiecką, ale także przez kolejne lata stalinowskiego terroru. Do stołecznego muzeum pamiątka po łowickich żołnierzach trafiła dopiero w grudniu 1959 roku.

Radosław Fogiel o komisji śledczej ws. Pegasusa w Sejmie

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

A żołnierzami piechurami tradycyjnie byli synowie notabli, fabrykantów, generalissimusów i podobnej szlachty. bronili pańszczyźnianych, kraju jak siebie samych a w PRL z czarnej rozpaczy po orła koronie założyli solidarnie że nie spoczną póki nie wróci kapitalizm.no i wrócił . broniony przez swych bohaterów proletariat odwdzięczył się swym wybawcom . obalił PRL i z radością wrócił na swoje miejsce w hierarchii jako niewolniczy kmieć harujący na swych ukochanych panów w koronie.

nie można być większym de bilem niż polski proletariusz , który w przeciwieństwie do zachodnich miał wybór. i wybrał hahahahahahaha ch.. d... .....

Dodaj ogłoszenie