Dziwny proces byłego prezesa MPO?

Wiesław Pierzchała
Ten proces nie ma swego odpowiednika w najnowszej historii wymiaru sprawiedliwości - mówił we wtorek Janusz Wojciechowski, obrońca b. prezesa MPO.
Ten proces nie ma swego odpowiednika w najnowszej historii wymiaru sprawiedliwości - mówił we wtorek Janusz Wojciechowski, obrońca b. prezesa MPO. Maciej Stanik
- To bardzo dziwny proces. Nie ma swego odpowiednika w najnowszej historii wymiaru sprawiedliwości. Grzegorz Kaźmierczak został oskarżony o czyn, który nie jest przestępstwem, którego od dwóch lat nie ma w kodeksie karnym. Chodzi o tzw. lex Krauzego, czyli prawo Krauzego, który też był sądzony za podobny czyn, ale po zmianie w kodeksie jego sprawa została umorzona. I także w tym przypadku sprawa powinna być umorzona - przekonywał we wtorek Janusz Wojciechowski, europoseł i obrońca byłego prezesa MPO, na mini konferencji przed Sądem Rejonowym Łódź - Śródmieście.

Adwokat zaznaczył, że jeśli w tej sprawie zapadnie wyrok skazujący, to skieruje sprawę do trybunału w Strasburgu i dojdzie tam do kompromitacji polskiego wymiaru sprawiedliwości. Europoseł dodał, że Grzegorz Kaźmierczak jest w bardzo złym stanie psychicznym i dlatego nie może brać udziału w rozprawie. Ta zaś zaczęła się za zamkniętymi drzwiami, bowiem sędzia Damian Krakowiak wyłączył jawność ze względu na to, że miał być szczegółowo omówiony stan zdrowia oskarżonego.

To drugi proces Grzegorza Kaźmierczaka. Odpowiada w nim za działanie na szkodę spółki MPO. Zarzut ten podczas pierwszego procesu został wyłączony i umorzony przez Sąd Rejonowy Łódź - Śródmieście. Jednak z takim obrotem sprawy nie pogodziła się prokuratura, która wniosła zażalenie i wygrała, bowiem Sąd Okręgowy w Łodzi uchylił umorzenie i nakazał przeprowadzenie procesu.

W pierwszym procesie były prezes MPO, który za kratami spędził prawie półtora roku, został skazany na dwa lata i trzy miesiące więzienia. Prokuratura zarzuciła mu wtedy, że przyjął 115 tys. zł łapówki od szefa firmy spod Łodzi, który po ustawionym przetargu zdobył warty 1,5 mln zł kontrakt na dostawę kontenerów i pojemników metalowych na odpady, które były kiepskiej jakości i były dostarczane z opóźnieniem.

Inne ówczesne zarzuty to nielegalne angażowanie pracowników MPO do prac remontowych w mieszkaniu przy ul. Gandhiego w Łodzi i na terenie posesji przy ul. Słonecznej w Łasku, gdzie pracownicy mieli wykonać stół, ławę i altanę oraz zrywać owoce i przycinać gałęzie w ogrodzie, a także fatalnie przeprowadzony remont budynku socjalnego, przez co MPO straciło 97 tys. zł.

Kolejna rozprawa odbędzie się 22 października.

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

s
swiat jest dziwny
w zwik tez pracuje dama skazana ,niby nie prawomocnie za 800 tys
g
gość
jak byl prezesem to był zdrowy, a nagle jak ma odpowiadać za złe rządy i działania na szkodę MPO to się zrobił chory, farsa z sądu i nic więcej, ale to chyba norma że wszyscy nagle zaczynają chorować jeżeli tylko chce im się dobrać prokuratura, coś trzeba z tym zrobić by cwaniacy się nie naśmiewali z powagi sądu.
Dodaj ogłoszenie