Elżbieta Leszczyńska: Czy nowe centrum nie dobije Piotrkowskiej?

Redakcja
Elżbieta Muszyńska, architekt
Elżbieta Muszyńska, architekt Dziennik Łódzki / archiwum
Z dr Elżbietą Muszyńską, architektem, rozmawia Joanna Leszczyńska:

Podchodziła pani sceptycznie do idei budowy Nowego Centrum Łodzi. Zmieniła pani zdanie?

Nie. Do tej idei miałam sceptyczny stosunek już pięć lat temu, kiedy Andrzej Walczak i Marek Żydowicz, wtedy jeszcze przyjaciele, wraz ze światowej sławy reżyserem Davidem Lynchem w ramach tworzonej przez siebie fundacji Sztuki Świata, zaproponowali wizję Nowego Centrum Łodzi. Ta wizja była porywająca, oczarowała większość łodzian.
Wielkie znaczenie miało też to, że znany architekt Rob Krier, uważany za klasyka postmodernizmu w architekturze i urbanistyce, przyjął zaproszenie fundacji do opracowania masterplanu Nowego Centrum Łodzi. Już wtedy, gdy Rada Miejska cztery lata temu podjęła uchwałę o budowie Nowego Centrum Łodzi, byłam pełna obaw.

Czego się pani obawiała?

Tego, że nastąpi dalszy upadek istniejącego centrum miasta, czyli kwartałów śródmiejskich leżących przy Piotrkowskiej. Obawiałam się, że cały wysiłek inwestycyjny miasta będzie skierowany na planowane nowe centrum. I nadal się tego obawiam. Łódź nie jest tak bogatym miastem, by jednocześnie ratować stare kwartały, które się rozsypują i tworzyć nowe.
Oczywiście, był moment euforii gdy dwa lata temu światowej sławy architekt, gwiazda architektury, Frank Gehry zaprezentował swoją koncepcję Centrum Festiwalowo-Kongresowego. Co do projektu miałam mieszane uczucia, ale wierzyłam, że być może będziemy mieli nasz łódzki "efekt Bilbao". W tym hiszpańskim mieście zrealizowano Muzeum Sztuki projektu Gehrego, które rozsławiło je, przyciągając rzesze turystów. Sprawiło też, że w sąsiedztwie miasta, które stało się modne, pojawili się nowi inwestorzy. To jest znane od dawna zjawisko - realizacja wybitnego dzieła architektury, autorstwa znanej gwiazdy, zawsze powoduje zainteresowanie inwestorów sąsiadującymi z miastem terenami. Wpływa też bowiem na poprawę wizerunku większego obszaru niż samo miasto.
Niestety, od pewnego czasu wiemy, że nie będziemy mieli swojego "efektu Bilbao". Jeżeli w tzw. Nowym Centrum nie będzie ani specjalnej strefy sztuki, ani centrum kongresowego, czyli najważniejszych inwestycji, które miały być zaczynem i przyciągnąć inwestorów, to zastanawiam się co pozostanie z tych wspaniałych planów, o których się mówi od lat.

Budowa nowego dworca i rewitalizacja EC1...

I całe szczęście, że będziemy mieć EC1. Bardzo się z tego cieszę. Moim marzeniem jest, aby obiekty nowego centrum oraz te już już istniejące - Teatr Wielki, filharmonia, Łódzki Dom Kultury, znajdujące się przecież w bliskim sąsiedztwie tego obszaru - połączył wspaniały park. Dzięki temu obiekty porozrzucane po całym Śródmieściu zbliżyłyby się do siebie. Ten park byłby właśnie łącznikiem. Cóż by nam szkodziło mieć łódzki Central Park? Zdaję sobie sprawę, że nie będzie to rzecz tania, bo to miasto musiałoby być inwestorem.
Koszt byłby jednak na pewno mniejszy niż budowa i utrzymanie specjalnej strefy sztuki i centrum kongresowego.

Takiego parku jednak nie ma w koncepcji nowego centrum...

Nie ma, ale koncepcja Nowego Centrum nie jest jeszcze ujawniona. Pewne jej elementy poznałam dzięki temu, że łódzki oddział Towarzystwa Urbanistów Polskich organizował warsztaty pod hasłem "Zszywanie miasta", poświęcone rewitalizacji i rewaloryzacji obszaru pomiędzy dotychczasowym i przyszłym dworcem Łódź Fabryczna, a najważniejszą przestrzenią, jaką jest ulica Piotrkowska. W dalszym ciągu twierdzę, że jest to miejsce wyjątkowe - to oś naszego miasta, historyczna i kompozycyjna. Przeżywała wzloty i upadki. W tej chwili mamy okres upadku. Ale rewitalizacja Piotrkowskiej, tak czy owak, będzie następowała. Ale w jakim tempie i czy skutecznie?

Zapisz się do newslettera

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

e
edek
czyli u architektow jak wszedzie: srodowiskowe piekielko. Sami sie wykonczymy jako miasto i ludzie. Nie potrzebny nam wrog! A ja Pani dziekuje - tez stawiam na park: piekny, z rzezbam, które nie zginom władzy bo beda w ewidencji, z kafejkami etc etc.
z
zdegustowany
niestety pani wieloletnia działalnośc w Instytucie Architektury wraz z pani męzem, sprowadziła ten instytut do progowego poziomu. zatrudnianie ludzi przecietnych, ale towarzysko ustawionych pokazało jaka pasją i celami sie pani kieruje.
tak samo jest w przypadku NCŁ. To dobrze, ze chociaz doceniła pani Gerego, jednak mam pytanie.. dlaczego nigdy pani zadnego swojego pomysłu na Łódx nie przedstawiła? dlaczego idea NCŁ powstawała bez pani udziału i dlaczego mysli pani tak klaustrofobicznie o rozwoju łodzi? Jak w ogóle mozna twierdzic, ze na Piotrkowskiej kończy się Centrum łodzi? Jak mozna w ogóle myslec tak minimalistycznie?
Na pani przykładzie widać, dlaczego to miasto straszy i nie moze wyjść z zapasci zarówno urbanistycznej, jak i architektonicznej. Nie ma autorytetów. SARP właściwie nie istnieje. Nie ma ludzi, którzy by mieli potrzebe działań społecznych. Wy architekci tylko tłuczecie kasę, nic wiecej.
k
kon
bo nie będzie niczego
Dodaj ogłoszenie