Fashion Week w Łodzi, czyli droga projektantów z Offu na Aleję

Joanna Barczykowska
Maciej Stanik
Łódzki tydzień mody doczekał się w październiku już dziewiątej edycji. Formuła FashionPhilosophy Fashion Week Poland od pierwszej edycji jest jednak niezmienna. Na wybiegu w Alei Projektantów swoje kolekcje pokazują najlepsi polscy projektanci i goście specjalni zza granicy. Od kilku edycji swoje kolekcje prezentują tu także znane marki, które mają sklepy w polskich galeriach handlowych m.in. Mohito, Aryton czy Orsay.

Nie mniej ważną i bardzo w Europie docenianą częścią tygodnia mody w Łodzi są pokazy Off Out Of Schedule, czyli miejsce gdzie debiutują młodzi projektanci. Łódzki "Off" często porównywany jest z awangardowymi pokazami mody, które towarzyszą londyńskiemu Fashion Week. Krytycy mody widzą tu świeżość.

ZOBACZ: Fashion Week 2013: Najlepsi studenci ASP pokazali swoje kolekcje [ZDJĘCIA]

- Tu można zaszaleć. Można pokazać awangardowe propozycje. W offie mieści się moda alternatywna, która nie spełnia warunków pokazów w Alei Projektantów. Tu nie ma sztywnych reguł. Off jest też miejscem debiutów i młodych twórców, którzy mają niestandardowe podejście do mody. Prawda jest taka, że wszyscy wielcy kiedyś tak zaczynali. Ilu z nich się utrzyma? Myślę, że większość, bo żeby się tu dostać trzeba przejść przez selekcję Rady Programowej FashionPhilosophy Fashion Week Poland - mówi Ewa Bujnowicz, reżyser pokazów Off Out Of Schedule na łódzkim Fashion Week.

Ludziom opadły szczęki

Podczas dziewiątej edycji FashionPhilosphy Fashion Week Poland zobaczyliśmy prawie 40 pokazów mody. Trzydzieści kolekcji zaprezentowali znani polscy projektanci m.in. Natalia Jaroszewska, Nenukko czy MMC Studio w Alei Projektantów. Osiem kolekcji zostało pokazanych w części Off. Nie mniej ważnej i na pewno nie mniej interesującej.

Off to nie tylko moda. To także atmosfera, klimat niesztampowych i alternatywnych miejsc. Okazało się, że Łódź jak mało które miasto ma do tego wielki potencjał.

- Pierwsze kolekcje offowe były pokazywane w łódzkich fabrykach: Bielnik i Elektrownia przy ulicy Milionowej. To było naprawdę wielkie wydarzenie, a te miejsca zrobiły na gościach Fashion Week ogromne wrażenie. Nawet się tego nie spodziewaliśmy. Okazało się, że "warszawka" się w naszych fabrykach po prostu zakochała. Byli oczarowani, że są jeszcze w Polsce takie miejsca - mówi Ewa Bujnowicz.

Stara Elektrownia na ul. Milionowej. Ogromny zabytkowy budynek. Za wybieg modelkom posłużyła betonowa posadzka. Za salę - wnętrze zabytkowej elektrowni. -Na początku byliśmy przerażeni tak spartańskimi warunkami. Martwiliśmy się, że nikt na te pokazy nie przyjdzie. Żeby dotrzeć do fabryki trzeba było przejść przez kałuże i wertepy. Okazało się jednak, że te warunki były właśnie naszym atutem. To wnętrze było tak wyjątkowe, że nie wymagało specjalnej aranżacji - mówi Bujnowicz.

Wielkie witrażowe okna doprowadzały do wnętrza światło. Zabytkowe maszyny wokół tzw. wybiegu dodały klimatu. Goście dostrzegli na ścianach nawet oryginalne kafelki Villeroy& Boch.

- Wszystkim po prostu opadły szczęki. Odkryliśmy fabryki na nowo, a moda się w tym wnętrzu doskonale odnalazła. Zwłaszcza ta offowa i alternatywna - mówi Bujnowicz. - Naszym zadaniem było tylko stworzenie projektantom i modelkom warunków do pracy. Wstawiliśmy więc do środka ogromne dmuchawy i kilka reflektorów. Te pokazy były strzałem w dziesiątkę.

Po kilku edycjach w starych fabrykach, Off Out Of Schedule przeniósł się do Domu Towarzystwa Kredytowego przy ul. Pomorskiej. To była pierwsza impreza w odrestaurowanym secesyjno-barokowym pałacyku. Wnętrze zachwycało. Kolejny raz.

- To była duża zmiana. Znowu martwiliśmy się, czy fani offu oczarowani łódzkimi fabrykami w tym nowym i bardzo eleganckim miejscu odnajdą modę alternatywną. To był totalny przeskok, ale się udało - mówi Ewa Bujnowicz. - Przyzwyczailiśmy się, że pokazy Off podróżują po różnych łódzkich wnętrzach. Myślę, że to jest także ich siła. Zmieniamy klimat, czasem bardzo radykalnie, przez co wciąż zadziwiamy naszych gości.

Dom Towarzystwa Kredytowego gościł młodych projektantów tylko raz. Okazało się, że nawet tak przestronne wnętrza secesyjnego pałacu nie są w stanie pomieścić wszystkich fanów Offu. Podczas dziewiątej edycji Fashion Week w Łodzi pokazy Off zorganizowano w Centrum Promocji Mody Akademii Sztuk Pięknych przy ul. Wojska Polskiego w Łodzi.

Łódzki Off, po raz pierwszy stał się mocno nieoffowy. Profesjonalne oświetlenie, sala przygotowana do pokazów mody, specjalny wybieg oraz ekrany, na których można wyświetlać animacje. Wszystko o czym projektanci mogą marzyć. - Pokazaliśmy młodym projektantom, jak profesjonalnie zorganizować pokaz mody. To dla nich wspaniała szkoła - mówi Bujnowicz.

Okazało się jednak, że dla wielu młodych twórców profesjonalnie przygotowana sala też może być ograniczeniem. - W części Off swoje kolekcje pokazują młodzi i bardzo kreatywni projektanci. Mają szalone i często zaskakujące pomysły. W tym roku jedna projektantka wymyśliła sobie, żeby na wybiegu wysypać kilka ton piasku, po którym będą chodziły modelki. W tej formule było to niemożliwe - mówi Bujnowicz.

- Jako reżyser często muszę studzić szalone pomysły młodych ludzi. Każdy projektant jest artystą i ma swoją osobowość, którą chce maksymalnie podkreślić. Często musimy jednak weryfikować ich pomysły. Mamy wiele możliwości, ale mamy też swoje ograniczenia. Tak jest na całym świecie i projektanci muszą to zrozumieć. Młodzi twórcy często nie mają świadomości technicznych uwarunkowań pokazów mody. Na szczęście zawsze wspólnie dochodzimy do kompromisu.

Ten pierwszy raz

Off Out Of Schedule z roku na rok cieszy się coraz większym powodzeniem. Nie każdy może się tu jednak dostać. - Jest wielu młodych i zdolnych ludzi. Żeby pokazać swoją kolekcję na Fashion Week trzeba przejść jednak przez weryfikację. Z jednej strony na offie jest większa dowolność i awangardowość. Z drugiej jednak strony trzeba wykazać się niesztampowym pomysłem - mówi Bujnowicz.

Część projektantów pokazy off traktuje jak krok do dalszej kariery. Inni właśnie w tym miejscu widzą swoją przyszłość. - Mamy projektantów, którzy są już znani na rynku, ale chcą tworzyć offowe kolekcje i nie są zainteresowani pokazami w Alei Projektantów. Takim przykładem jest Ania Kuczyńska. Ona w tym roku chciała pokazać się tylko w Off Out Of Schedule- mówi Bujnowicz.

Dla wielu młodych projektantów Off Out Of Schedule podczas Fashion Week w Łodzi to "pierwszy raz" w świecie prawdziwej mody. To debiut, na który długo czekali. Debiut, dzięki któremu ktoś ich zauważy. Nie ma w Polsce miejsca, które gromadzi tak wielu modowych dziennikarzy, kupców i stylistów.

Jedną z najciekawszych kolekcji podczas październikowego Fashion Week na off przygotowała Monika Misiak.
Monika jest absolwentką Międzynarodowej Szkoły Kostiumografii i Projektowania Ubioru. Na Fashion Week w Łodzi swoje projekty pokazała pierwszy raz. Próbowała trzy razy.

- Za każdym razem aplikowałam do części Off. Poprzednio dostałam się nawet do ostatniego etapu i przeszłam wstępną weryfikację. Zaproszono mnie do Łodzi z gotowymi sylwetkami. Niestety się nie udało. Ale nie poddałam się - opowiada Monika Misiak.

Monika złożyła kolejną aplikację. Na udział w dziewiątej edycji. Rada Programowa doceniła jej nową kolekcję. - W aplikacji przygotowałam siedem sylwetek. Przyjechałam z nimi do Łodzi. Spodobały się. To dla mnie duże wyróżnienie - mówi Misiak.

Monika zawsze interesowała się modą. Nie zawsze wiedziała jednak, że chce ją rzeczywiście projektować. - Najpierw skończyłam studia z ekonomii. Przez wiele lat pracowałam jako kupiec dla dużych marek, między innymi Esprit i Victoria Secret. Dzięki temu dobrze poznałam ten rynek i jego uwarunkowania. Znam preferencje kupców, ponieważ przez wiele lat sama nim byłam. Stwierdziłam, że chcę projektować i poszłam na studia - mówi Monika. - Idąc do szkoły najpierw chciałam się sprawdzić. Po zrobieniu dyplomu przygotowałam już trzy kolekcje. Sprzedają się w internetowych butikach. Na razie nie mogłabym się z tego utrzymać, ale może kiedyś się to uda.

Skąd u niej takie zainteresowania? - Moja babcia była krawcową. Dzięki niej umiem szyć. Wiele rzeczy szyję więc sama, część zlecam profesjonalnym szwaczkom - mówi projektantka.

Kolekcja, którą Monika pokazała w Łodzi, powstała w jej głowie podczas podróży po Japonii. To było jej wieloletnie marzenie. - Najbardziej inspirujące były dla mnie spacery po dzielnicy Tokio: Harajuku. To miejsce, gdzie przychodzą Japończycy poprzebierani za postacie z bajek i anime. Ten widok zrobił na mnie duże wrażenie. W Tokio trafiłam też na ulicę, gdzie było aż 60 sklepów z tkaninami. Przywiozłam z Japonii materiały do kolekcji, którą pokazałam w Łodzi. Teraz muszę odszyć kolekcję w rozmiarówce, by trafiła do butików internetowych - mówi Misiak.

Czy łódzki Fashion Week jest początkiem jej wielkiej kariery? - W tym roku celem było dla mnie zaprezentowanie kolekcji na Fashion Week w Łodzi na scenie offowej. Może w przyszłym roku spróbuję dostać się na Aleję Projektantów? - mówi Misiak. - Już w głowie rodzą mi się pomysły na kolekcję na jesień i zimę 2014/2015.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

a
awe

od czytania tego bełkotu.....

Dodaj ogłoszenie