Filharmonia Łódzka: Pamięć wypowiadana muzyką i wyłącznie dobrymi myślami. Koncert pamięci Jana Targowskiego

Dariusz Pawłowski
Dariusz Pawłowski
W rok po śmierci cenionego łódzkiego dziennikarza muzycznego Jana Targowskiego, w Filharmonii Łódzkiej odbył się koncert poświęcony jego pamięci. Wystąpili kwartet Grzegorza „Grzecha” Piotrowskiego i muzycy orkiestry FŁ.

Jan Targowski zmarł 25 lutego ubiegłego roku. Przez całą dziennikarską karierę związany był z Radiem Łódź, którego słuchaczom prezentował mnóstwo muzyki polskich artystów, głównie z kręgu szczególnie przez niego ukochanego jazzu. Wśród ostatnich płyt, które polecał była reedycja albumu „Sfera szeptów”, wydanego przez saksofonistę i kompozytora Grzecha Piotrowskiego jeszcze pod szyldem pierwszego zespołu muzyka - Alchemik. I owa korzystająca z różnych kultur, szlachetna, taktowna, nakłaniająca do wyrwania się z codziennej pogoni muzyka pięknie artykułowała gust i naturę bohatera wieczoru.

W stylu Jana, który potrafił żachnąć się na zbyt „nadętą” atmosferę wydarzenia, był również klimat okolicznościowego wieczoru, daleki od „pomnikowości”, łączący wysublimowane dźwięki, kunsztowne interpretacje z odrobiną jazzowego szaleństwa i swobodnymi, ale pełnymi klasy improwizacjami.

Grzech Piotrowski przypomniał kompozycje z różnych okresów swojej twórczości, pokazując przy tym, jak ewoluowały. A kompozycje to wyjątkowe, bardzo plastyczne, oniryczne, w których delikatność płynnie przechodzi w majestatyczność. To poruszająca, emocjonująca podróż przez rzeczywistość wyzbytą przyziemnej troski i słabości, wyprawa obejmująca świat pozbawiony granic. Nadzwyczaj mocno zabrzmiały utwory z płyty „Six seasons”, na której do tradycyjnych pór roku muzyk - zainspirowany wierszem księdza Jana Twardowskiego - dodał kolejne dwie, tak bardzo polskie „Przedwiośnie” i „Przedzimie”.

Grającemu na saksofonach i kierującemu całością Grzechowi Piotrowskiemu, towarzyszyli pianista Piotr Matusik, kontrabasista Sebastian Wypych i perkusista Robert Luty. Pouczającym, fascynującym doznaniem było obserwowanie (a i nasłuchiwanie), jak muzycy z Orkiestry Filharmonii Łódzkiej współpracowali z jazzującym kwartetem, nie tylko ubogacając barwę poszczególnych propozycji, ale i rozbudowując muzyczną przestrzeń wieczoru oraz skwapliwie wykorzystując te fragmenty koncertu, które pozwalały im na znacznie więcej niż uzupełnianie jazzowej treści (skrzypce w świetnej formie). Taka muzyczna synergia, bezkonfliktowe, naturalne łączenie zamiast doszukiwania się różnic też były przecież Janowi Targowskiemu nader bliskie.

To już rok, jakże dziwny rok, kiedy tęsknimy za Janem i muzyką wykonywaną w wypełnionych publicznością salach. Dla wspomnień, nic lepszego niż tak udany koncert zdarzyć się nie mogło. Pozwolę sobie to napisać, bo parę żarliwych rozmów o muzyce stoczyliśmy: Janek byłby uśmiechnięty...

Netflix będzie kręcił w Krakowie. Projekt na razie owiany tajemnicą

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie