Bezrobocie w woj. łódzkim wciąż przekracza 10 proc. i jest wyższe od średniej krajowej, ale coraz więcej firm nie może znaleźć ludzi do pracy. Ostatnio tak było przed kryzysem 32 proc. polskich firm ma problem ze znalezieniem pracowników - wynika z badania firmy doradczej Grant Thorn-ton. To czterokrotnie więcej niż w 2012 r. Także w Łodzi przedsiębiorcy coraz częściej sygnalizują kłopoty i to mimo to, że bezrobocie wynosi około 10 proc.


Jesteśmy gotowi przeszkolić tych ludzi. Ale na nasze ogłoszenie nikt się nie zgłasza. Żadnych CV, żadnych telefonów. To nieprawdopodobne. Ten problem było już widać od pewnego czasu, ale nigdy na taką skalę, żebym zaczął się bać. A teraz naprawdę się martwię.

Janusz Komorowski, prezes firmy SUM Poland, która w Andrzejowie produkuje pokrowce izolacyjne, mówi, że z miejsca jest w stanie przyjąć do pracy kilkanaście osób, m.in. szwaczek i kaletników.

- Jesteśmy gotowi nawet przeszkolić tych ludzi. Ale na nasze ogłoszenie nikt się nie zgłasza. Żadnych CV, żadnych telefonów. To nieprawdopodobne. Ten problem było już widać od pewnego czasu, ale nigdy na taką skalę, żebym zaczął się bać. A teraz naprawdę się martwię. Mamy kontrakty podpisane w Unii i poza Unią, często to są zamówienia od wojska, a ja nie mam ludzi do pracy. I nawet, jeśli czasem ktoś przychodzi, to przeszło połowa mówi, że podejmie pracę tylko pod warunkiem, że w 100 proc. będzie to praca na czarno. A na to nie mogę przystać - mówi Komorowski. Prezes dodaje, że problem zaczyna się już na etapie nauki, bo szkoły zawodowe kształcą znikomą liczbę szwaczek (niedawno Lewiatan podawał, że w całym województwie takie szkoły skończyło ostatnio 16 osób...).

- Kształci się za to na potęgę magistrów zarządzania i marketingu. Tyle że taki menedżer niczego nie wyprodukuje - zauważa prezes. Komorowski dodaje też, że temat ten był jednym z wątków kuluarowych rozmów w czasie niedawnego Europejskiego Forum Gospodarczego w Łodzi, gdzie większość przedsiębiorców miała podobne spostrzeżenia.


Nie widać tego jeszcze tak mocno w Łodzi, ale już w Radomsku, gdzie też mamy zakład, widać to bardzo. Kolejne inwestycje w radomszczańskiej strefie ekonomicznej sprawiły, że jest problem ze znalezieniem pracowników

 

- Sytuacja się zmieniła - przyznaje Zygmunt Łopalewski, rzecznik Indesitu, producenta sprzętu agd. - Nie widać tego jeszcze tak mocno w Łodzi, ale już w Radomsku, gdzie też mamy zakład, widać to bardzo. Kolejne inwestycje w radomszczańskiej strefie ekonomicznej sprawiły, że jest problem ze znalezieniem pracowników. Dotyczy to specjalistów i robotników niewykwalifikowanych. Wprawdzie formalnie bezrobocie w Radomsku jest wciąż dość wysokie, jednak z naszych rozmów z urzędem pracy wynika, że wśród zarejestrowanych niewielu jest takich, którzy chcieliby podjąć pracę - dodaje Łopalewski.

Według ostatnich danych GUS z 25 września, w całym woj. łódzkim było zarejestrowanych 111 tys. osób bez pracy, a stopa bezrobocia wynosiła 10,7 proc. W samej Łodzi liczba bezrobotnych wyniosła 33 tys., a stopa bezrobocia (na koniec sierpnia) - 10,2 proc.

W porównaniu z analogicznym okresem poprzedniego roku widać dużą poprawę (spadek bezrobocia w województwie o 1,2 pkt. procentowego), wciąż jednak są to wyniki gorsze od średniej krajowej, a Łódź słabo wypada w bezpośrednim porównaniu z innymi dużymi miastami. Fakt, że mimo to firmy mają problem z brakiem  pracowników, tłumaczy się strukturalnym niedopasowaniem umiejętności do potrzeb.

- Dla nas problem zaczyna się w momencie, gdy szukamy osoby, u której występuje kombinacja jakiegoś konkretnego doświadczenia i znajomości  języka obcego, a mówię o popularnych językach, jak francuski i niemiecki - mówi Agnieszka Jackowska, dyrektor Infosys BPO Poland.

Marek Cieślak, wiceprezydent Łodzi mówi, że symptomatyczny był przypadek spalonego zakładu Coco Werk. - Sam odebrałem chyba siedem telefonów z propozycją przyjęcia pracowników tej fabryki przez innych przedsiębiorców. To pokazuje, że coś zaczyna się dziać. Problemem nie jest menagement. Przede wszystkim brakuje ludzi do najprostszych prac, a także tych z pewnym przeszkoleniem zawodowym. Widać, jak sytuacja się zmienia. Firmy z regionu zaczęły już zwozić pracowników, nawet w obrębie kilkudziesięciu kilometrów. To nowy trend, którego do niedawna nie było - dodaje Cieślak.