„Fuga”: Na powracających z dalekich wypraw czasem już nikt...

    „Fuga”: Na powracających z dalekich wypraw czasem już nikt nie czeka [RECENZJA]

    Dariusz Pawłowski

    Aktualizacja:

    Dziennik Łódzki

    „Fuga”: Na powracających z dalekich wypraw czasem już nikt nie czeka [RECENZJA]
    1/10
    przejdź do galerii

    ©Krzysztof Wiktor

    Zapomnieć. Niejednokrotnie wydaje się, iż mogłoby to rozpuścić w nieistnieniu wiele problemów. Co jednak, gdy zapomnienie przypomni nam jak bardzo opuściliśmy siebie?
    Otwarcie nowego filmu Agnieszki Smoczyńskiej pozycjonuje opowieść, za którą za chwilę podążymy, z mocą, jaka w polskim kinie się prawie nie zdarza. Wraz z główną bohaterką powoli wydobywamy się z mroku kolejowego tunelu warszawskiego dworca Centralnego. Kobieta w - delikatnie mówiąc - zużytej odzieży i sponiewieranej fizyczności wpina się na peron, rozgląda wśród zdegustowanych pasażerów, zsuwa majtki, kuca i pomiędzy nimi oddaje mocz.
    Przypisane nam role w społeczeństwie (i relacje z nim) przestają funkcjonować, to, jak się nawzajem pookreślaliśmy, zostaje - proszę wybaczyć kolokwializm - „olane”. Siłę tej sekwencji wzmaga fakt, iż w demolującą poukładaną rzeczywistość kobietę wciela się jedna z najsympatyczniejszych, a zarazem najlepszych, polskich aktorek - Gabriela Muskała. Która w dodatku sobie tę rolę pierwszorzędnie napisała.

    Kobieta z dworca trafia do kliniki, a następnie do studia telewizyjnego programu o zaginionych. Cierpi bowiem na zaburzenie zwane „fugą dysocjacyjną”. Wywołane silnym doznaniem, emocją lub długotrwałym stresem objawia się amnezją wsteczną, wyrzuceniem z pamięci własnej przeszłości i budowaniem nowej, często odmiennej osobowości. Bohaterka przedstawia się jako Alicja, ale telefonujący do audycji telewidz zapewnia, iż jest zaginioną przed dwu laty jego córką, Kingą, mającą swoje przeszłe, uporządkowane życie, w którym była żoną i matką. Jak można sądzić, kochaną i kochającą. Teraz musi do tego życia wrócić, odtworzyć swoją zapomnianą tożsamość. Ale czy na pewno musi?

    Gabriela Muskała w scenariuszu i Agnieszka Smoczyńska całość reżyserując skrupulatnie pozwalają bohaterom dramatu wymykać się wszelkim jednoznacznościom i dopowiedzeniom. Tworzą dla swojej historii niepokojącą formę, na granicy jawy i snu, wspaniale, drapieżnie, z energią thrillera przedstawioną obrazem i genialnym aktorstwem dźwigającej na swoich barkach cały film artystki. Zdławione kolory, niejasnego, chłodnego czasu pomiędzy porami roku oraz nie „zgrane” w innych produkcjach przestrzenie i lokacje (dobrze dobrany dom, w którym zamarło dawne, małżeńskie życie) dodają wieloznaczności. Właśnie niuansowanie, zasypywanie widza pytaniami, pozostawianie go z możliwością najróżniejszych interpretacji oraz osobistym, nie zrażonym jednolitą wykładnią spojrzeniem na motywacje bohaterów stanowią o hardości i jakości przedsięwzięcia. To nadzwyczaj precyzyjne, przemyślane do detali kino, w którym emocje kryją się pod minimalizmem użytych środków, a zarazem rozsadzają każdy kadr.



    Oszczędnie, ale jednocześnie z piekielną dawką intensywności buduje swą kreację Gabriela Muskała, koronkowo przeprowadzając Alicję/Kingę przez całą gamę stanów i napięć. Występ aktorki zapiera dech, fascynuje śmiałością i bezkompromisowością dialogu z widzem, a zarazem imponuje dokładnością w oddawaniu tego, co się dzieje w jej bohaterce - od szoku i pustki, którymi maluje twarz w scenie, gdy w telewizji dowiaduje się, że jej przeszłość nabrała realnych kształtów, po sekwencję na plaży, kiedy niemal fizycznie odczuwamy opresję stanu, w jakim znajduje się kobieta. Świetny, sięgający po idealnie dobraną do każdej sytuacji skalę środków jest Łukasz Simlat w roli męża Kingi. Warto też odnotować naturalnego, wiarygodnego kilkulatka Iwo Rajskiego, co nie jest zasadą, jeżeli chodzi o występy dzieci w rodzimym kinie.



    Niespodzianką, którą film igra z naszymi przyzwyczajeniami, jest oddziaływanie na widza główną bohaterką. Przejście Kingi na stronę Alicji powinno wywoływać w nas przejęcie jej nieszczęściem, obruszać ucieczką i chłodem, który dwuletnia nieobecność w domu spowodowała, tymczasem... zaczynamy kibicować jej wyzwoleniu. To w związku z mężczyzną, z którym połączyło ją... hmm... coś, co chcieli nazywać miłością, dziecko, a może jedynie przyznane im od najmłodszych lat role w małomiasteczkowej społeczności... zapomniała o sobie. Na swoją wcześniejszą osobowość, reaguje jej sprymityzowaną wersją. Próbuje przejść całą drogę powrotu i zbliżenia: od gwałtownego seksu oralnego w samochodzie, po namiętność w łóżku, przytulenie, ponowne odkrywanie swojego ciała, przez kluczową scenę tańca. Jednak na końcu nikt, a raczej nic już na nią nie czeka poza pragnieniem bliskich, by co najwyżej wróciła w znane koleiny. Na taką zaś siebie nie czeka już ona.

    Alicja zapomniała o Kindze, ale... czy na pewno zapomniała? A może „tylko” przypomniała sobie, że można zniknąć, zanim konstrukcja oparta na nieprawdzie stanie się takim więzieniem, w którym już się będzie jedynie nienawidzić i uciekać w przywoływanie tego, czego nigdy nie było.

    Fuga Polska, reż. Agnieszka Smoczyńska, wyst. Gabriela Muskała, Łukasz Simlat OCENA: ★★★★★☆



    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo