WARTO PRZECZYTAĆ
    W Dzienniku Łódzkim

    NAUCZYCIEL NA MEDAL

    Rozwiń
    Gangsterzy zaatakowali w nocnym klubie przy wrocławskim...

    Gangsterzy zaatakowali w nocnym klubie przy wrocławskim Rynku

    Zdjęcie autora materiału

    Marcin Rybak

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    Gangsterzy zaatakowali w nocnym klubie przy wrocławskim Rynku
    Zaczął się proces oskarżonych o pobicie człowieka w jednym z wrocławskich nocnych klubów. Pokrzywdzony był bity, kopany, został też pocięty kastetem wyposażonym w ostrze. Na ławie oskarżonych znani we wrocławskim półświatku „Gekon” i „Michalina”. A także manager i szef ochrony nocnego klubu. Za próbę zatuszowania sprawy i wykasowanie monitoringu, który nagrał całe zdarzenie.
    Gangsterzy zaatakowali w nocnym klubie przy wrocławskim Rynku
    Pokrzywdzony – Andrzej K. był kiedyś policjantem. Miał podpaść „Gekonowi” i jego kolegom, bo kontaktował się z człowiekiem, którego oni polecili ignorować. Pan Andrzej miał mieć wcześniej ostrzeżenia, że jak do poleceń się nie zastosuje, to coś się wydarzy. Krytycznego wieczoru w październiku ubiegłego roku pojawił się w klubie, w którym akurat był „Gekon” i jego koledzy. Został pobity, pocięty w policzek wspomnianym ostrym narzędziem.

    Tyle prokuratura. Wersja oskarżonych jest inna. Owszem bójka była. Zaczęło się od szarpaniny pomiędzy Andrzejem a „Gekonem”. Ten ostatni przekonuje, że wszystko dlatego, że Andrzej K. pobił jego kolegę. Jak go zobaczył w tym klubie to chciał się bić.

    „Myślałem, że to będzie taka męska rozgrywka na pięści” - mówił w śledztwie. Po chwili podszedł ktoś, kogo „Gekon” nie zna osobiście i zaczął wymachiwać jakimś ostrym narzędziem. Właściciel wspomnianego kastetu potwierdza wersję „Gekona”. Zobaczył - mówi - szarpaninę, był pijany podszedł i pociął jednego z szarpiących się. Nie wie po co - "pod wpływem chwili” -- wyjaśniał. A sam kastet wyrzuci gdzieś do jakiegoś kanału.

    Na przesłuchaniach w prokuraturze oskarżony „Gekon” przepraszał, mówił że ta historia to „Plama na jego honorze”. Trzeci z domniemanych uczestników zajścia przekonuje, że w ogóle nie brał w niczym udziału. Owszem na moment wyciągnął paralizator. Ale zaraz go schował, a potem odciągnął „Gekona” od Andrzeja K. Wręcz pomógł pokrzywdzonemu.

    Istotnym dowodem są nagrania z klubowego monitoringu. Mają pomóc sądowi w ocenie, która z wersji jest bardziej wiarygodna. Ale zaraz po zajściu monitoring został skasowany. A manager i szef klubowej ochrony zeznawali, że wszystko działo się przed lokalem, a nie w środku. Ekspertom udało się jednak odzyskać nagranie. Wdać na nim i bójkę i moment kasowania zapisu. Szef klubu mówił potem w śledztwie, że chodziło o to „żebyśmy nie mieli problemów z policją i nie byli ciągani".

    Najważniejsi oskarżeni - „Gekon” i „Michalina” - usłyszeli niedawno zarzuty w innej sprawie. Prokuratura Krajowa zebrała dowody, z których ma wynikać, że kierowali gangiem handlującym dopalaczami. Mieli stać za słynnym lokalem przy ul. Stawowej. Jednym z najważniejszych miejsc w mieście, w którym były dostępne dopalacze.

    Czytaj treści premium w Dzienniku Łódzkim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    W związku z ciszą wyborczą komentarze zostały wyłączone, zapraszamy z powrotem w niedzielę wieczorem.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo