ZOBACZ
    ZDJĘCIA

    Łódź Disco Fest 2019

    Rozwiń
    Gdy wszyscy mówią, że coś się nie uda, to się na pewno uda....

    Gdy wszyscy mówią, że coś się nie uda, to się na pewno uda. Mnie się udało...

    Wit L. Leśniewicz

    Dziennik Łódzki

    Dziennik Łódzki

    Rozmowa z Moniką Mrowińską, właścicielką gospodarstwa ekologicznego „Mrowisko” w Łopatkach k. Łasku
    Monika Mrowińska uważa, że trzeba robić coś dla siebie, ale też podkreśla, że ważne jest, by robić coś dla innych ludzi

    Monika Mrowińska uważa, że trzeba robić coś dla siebie, ale też podkreśla, że ważne jest, by robić coś dla innych ludzi

    Zajęła Pani trzecie miejsce w plebiscycie Kobieta Przedsiębiorcza w kategorii biznes. Jakie odczucia po ogłoszeniu wyniku głosowania?

    Jestem bardzo mile zaskoczona. Ten tytuł jeszcze bardziej mobilizuje mnie do pracy. Poczułam się tak bardzo wyróżniona, że jeszcze teraz brak mi słów, by to wyrazić. Mówię to szczerze, bo naprawdę nie sądziłam, że tak dużo osób będzie na mnie głosować. I myślę, że to da mi siłę.

    Do tej pory Pani działalność była dostrzegana w gminie Łask, w powiecie łaskim. Teraz przełożyło się to na całe województwo łódzkie...

    Stało się tak pewnie i dlatego, że moje produkty są już znane w całym województwie. Szczególnie w Łodzi. Dlatego podziękowania dla łodzian oraz oczywiście dla wszystkich osób, które na mnie głosowały.

    Proszę powiedzieć, na czym polega Pani przedsiębiorczość?


    Prowadzę gospodarstwo ekologiczne o profilu ogrodniczym. Zajmuję się nim od 2002 roku. Certyfikat otrzymałam w roku 2004. Głównymi odbiorcami moich warzyw i owoców są mieszkańcy Łodzi, Warszawy, Śląska. Nie ukrywam, że popyt na tego typu produkty rośnie, więc moje gospodarstwo się rozwija.

    Jednak doceniona została Pani chyba nie tylko za działalność w swoim gospodarstwie... Skąd się bierze energia do działania?


    Jest we mnie coś takiego, że owszem, trzeba robić coś dla siebie, pracować na swój biznes, ale jest też we mnie taka myśl, że muszę coś robić dla ludzi. Że nie można być takim za bardzo egoistą, trzeba coś tworzyć dla innych ludzi.

    Dlatego od 2008 roku jestem prezesem Stowarzyszenia Wieś Dzieciom, które prowadzi niepubliczną szkołę podstawową w Łopatkach. Później ludzie chyba zaczęli dostrzegać, że dobrze pracuję społecznie, bo zostałam sołtysem i wybrano mnie również do Izby Rolniczej.

    Ale angażuje się Pani nie tylko w życie społeczności Łopatek?

    Nie ukrywam, że jeśli można zrobić coś ciekawego, urozmaicić sobie życie, to ja bardzo chętnie biorę udział w różnego rodzaju przedsięwzięciach i konkursach, szczególnie plastycznych, bo zdradzę, że kiedyś chciałam iść do szkoły plastycznej. Jednak życie potoczyło się w innymi kierunku, ale plastyka pozostaje moim hobby. Jeśli mam możliwość na tym polu się wykazać, to bardzo chętnie z niej korzystam.

    To zapewne także okazja do nawiązania nowych kontaktów. Z tego co wiem, to nie reklamuje Pani za bardzo swego gospodarstwa, pozostają media społecznościowe i poczta pantoflowa.

    Zdecydowanie poczta pantoflowa. Na tym mi właśnie zależy, żeby klienci sami poznawali moje produkty. I w ten sposób się to wszystko rozwija.

    A jakie to produkty?

    To są głównie warzywa, sałaty, rzodkiewki. Wszystkie nowalijki, papryki, pomidory, w tym roku będzie też bakłażan, kapusty, brokuły, kalafiory, zioła też. W tym roku właśnie poszerzyłam gospodarstwo o zioła. No i owoce - praktycznie od początku istnienia gospodarstwa poziomki i maliny.

    Gospodarstwo ma duży areał?

    Gospodarstwo nie jest duże. Ma 6 hektarów. W gospodarstwach ekologicznych inaczej trzeba pewne rzeczy realizować. Jeśli chce się dostarczać do sklepów czy bezpośrednio do klientów, musi być urozmaicenie. To nie mogą być hektarami robione nasadzenia, tylko w mniejszych partiach, tak by dać temu klientowi jak najwięcej warzyw różnych gatunków.

    A jak było na początku? Jedna grządka?

    No nie, ale jedna szklarenka. Nawet tunelika chyba nie było. Z roku na rok działalność pączkowała. Także moja wiedza się poszerzała, bo na początku siałam całą szklarnię rzodkiewki, patrząc na sposoby konwencjonalne. Jednak szybko zauważyłam, że nie tędy droga. Że musi być urozmaicenie.

    Na przykład ja nie mam problemów ze szkodnikami. Ostatnio nawet jakiś pan do mnie zadzwonił, że rolnice zjadły mu całą sałatę. U mnie nie ma tego problemu, bo wszystko w moim gospodarstwie wróciło do naturalnej normy - jest dużo żab, jaszczurek. Jest naturalny ekosystem. Dlatego, gdy ktoś mnie pyta: szkodniki? Odpowiadam: nie słyszałam, nie wiem.

    Mówi Pani: nauczyłam się. Skąd Pani czerpie wiedzę. Czy to wymiana doświadczeń z innymi producentami czy literatura fachowa.

    Myślę, że literatura fachowa, bo jak zaczynałam, to takich ekologicznych gospodarstw jak moje było mało, maleńko. No i druga rzecz to doświadczenie. Też odgrywa dużą rolę.

    Czyli nauka na własnych błędach?

    Tak, to także nauka na własnych błędach. Nie było pomocy, gdy zaczynałam działalność. Rolnicy w województwie lubelskim, gdzie blisko jest jednostka certyfikująca, mogli korzystać z jakiegoś doradztwa. Jak miałam za daleko. Wszystkiego musiałam nauczyć się sama. Mówiąc nieładnie, grzebać w internecie, doczytywać i w ten sposób działać.

    Skąd w ogóle pomysł na gospodarstwo ekologiczne?

    Gdy byłam młodą dziewczyną, jeszcze w czasach PRL i słyszałam o ekologach, to zastanawiałem się, czego oni w ogóle chcą. O co im chodzi? Teraz sobie to przypominam i śmieję się, że los tak sprawił, że sama sobie wyjaśniłam, na czym polega ekologia. Otrzymałam gospodarstwo po rodzicach i na pewno najważniejszą rzeczą był fakt, że było to nieduże gospodarstwo.

    Nie miałam szans na rozwijanie go w sensie konwencjonalnym, a obejrzałam w programie rolniczym w telewizji małe gospodarstwa ekologiczne gdzieś w województwie podkarpackim. Od tego się zaczęło. Nie ukrywam, że w tym czasie pracowałam w Łodzi w biurze i zastanawiałam się: co ja tutaj robię? Byłam bardzo nieszczęśliwa z tego powodu. Bardzo. Wówczas postanowiłam wziąć sprawy we własne ręce.

    Proszę powiedzieć o planach. Daleko wybiega Pani w przyszłość?


    Wiadomo, że planuję i chcę gospodarstwo rozwinąć. Będę teraz przyjmowała dzieci, przedszkola, szkoły, żeby edukować je ekologicznie. Będzie też więcej upraw, bo cały czas zwiększa się zapotrzebowanie na moje warzywa. Będę więc dostawiać tunele, ale chcę też zrobić taki teren rekreacyjno-edukacyjny dla dzieci. To jest bardzo ważne. Szkoły znalazły mnie i to od nich wyszła inicjatywa takich zajęć.

    Okazało się, że jest potrzeba edukacji w tym kierunku. By pokazać dzieciom, jak to się naturalnie uprawia, bo teraz dzieci widzą paczkowane warzywa w marketach i czasem nie wiedzą, że rosną one w ziemi. W czerwcu jestem też zaproszona do jednej z łódzkich szkół na piknik ekologiczny i też będę młodzież edukować. Biorę również udział w projekcie Polska Witalna Macieja Kozakiewicza.

    Czy to, że w Pani gospodarstwie był kręcony program kulinarny kanału Kuchnia + „Jakubiak lokalnie” miał wpływ na większą popularność gospodarstwa? Pojawiło się więcej odbiorców?

    Myślę, że także z tego powodu. Oni mnie znaleźli przez moją stronę na Facebooku, gdzie pokazujemy, jak siejemy, jak warzywa rosną. I były między innymi cukinie. Wrzuciłam przepis na placuszki z cukinii i to zwróciło ich uwagę. Pamiętam, zadzwonili w sobotę, a w poniedziałek już u mnie byli.

    Facebooka też Pani pilnuje sama, czy tu już rodzina pomaga?

    Facebookiem zajmuje się syn.

    Skoro jesteśmy przy rodzinie, to czy dzieci pomagają tylko przy internetowej obsłudze gospodarstwa czy też w inny sposób? Wiążą swoją przyszłość z gospodarstwem?

    Nie wiążą. Tomek jest na medycynie. Julka też się wybiera na medycynę. Z tym, że syn zaznaczył, że on w przyszłości zajmie się gospodarstwem. To znaczy, będzie gdzieś pracował, a tu kogoś zatrudni do prowadzenia, gdy ja już nie będę mogła pracować. Dla niego zdrowe odżywianie jest bardzo ważne.

    Dzieci wiążą przyszłość z medycyną, ale Pani wcześniej pracowała w biurze...


    No tak, ale ja jestem z wykształcenia ogrodnikiem. Skończyłam też studia w tym kierunku. Jednak na początku nie wiązałam swego życia z pracą w ogrodnictwie. Nie czułam do tego powołania. Wyszłam za mąż, wyprowadziłam się do bloków. I po przemieszkaniu ponad ośmiu lat w blokach podjęliśmy z mężem decyzję, że trzeba wrócić. To był koniec lat 90. minionego wieku, nie wspominam dobrze tego okresu. To był czas poszukiwania swojego miejsca.

    Co Pani poradzi kobietom, które chciałyby być kobietami przedsiębiorczymi?

    By słuchały głosu swego serca. Żeby szły i planowały to, co chcą zrobić i realizowały to. By nie odkładały tego na później. To jest bardzo ważne. Nie można odkładać, że zrobi się coś później. Nie chce mi się? Chce mi się. Nie dam rady? Dam radę. Trzeba iść w tym kierunku myślenia. I gdy wszyscy mówią, że się nie uda, to się na pewno uda. Mnie się udało.

    Kobieta przedsiębiorcza kojarzona jest też z sukcesem finansowym. Czy takie gospodarstwo daje sukces finansowy czy satysfakcję i pozwala się utrzymać?

    Powiem tak, jest sukces finansowy, ale w tym wszystkim, co się tworzy, musi być pasja. Wszystko musi opierać się na zdrowym rozsądku. Trzeba wciąż działać z głową, nie można iść na ilość i zysk. Ważniejsza jest jakość. Taki jest mój punkt widzenia.

    Czy oprócz gospodarstwa, do którego klienci sami przyjeżdżają na zakupy, ma Pani w okolicy własne sklepy, czy też dostarcza produkty do innych?

    Sprzedaję do sklepów, klienci sami do mnie przyjeżdżają, ale też sama dostarczam produkty z mojego gospodarstwa prywatnym klientom w Łodzi. Taką usługę też oferuję.

    Czyli dywersyfikacja sprzedaży?


    Tak, to daje stabilność i pewność sprzedaży. By nie wiązać się z jednym kanałem dystrybucji, bo to się różnie może skończyć. Choć nie narzekam, bo współpracuję z różnymi sklepami w Łodzi od roku 2004 i sklepów przybywa.

    Przybywa nowych punktów sprzedaży, a „stare” sklepy zwiększają zamówienia?

    Na początku szło bardzo dobrze. Później był kryzys światowy, ale i łodzianie zaczęli mniej kupować. Zastanawiałam się nawet, czy mieszkańcy Łodzi zaczęli mniej zarabiać. Spadek sprzedaży był odczuwalny, nawet miałam chwilę zwątpienia. Ale wkrótce sytuacja zaczęła się poprawiać. W minionym roku było dużo więcej zamówień niż wcześniej i ta tendencja się utrzymuje.

    To znaczy, że poprawiła się sytuacja finansowa odbiorców, bo produkty ekologiczne nie są tanie?

    Nie są, ale świadomość ekologiczna ludzi rośnie. To można określić jako sukces.

    Czytaj treści premium w Dzienniku Łódzkim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    25 lat Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Łódzkiego

    25 lat Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Łódzkiego

    Zakochaj się w historii. Trwa rekrutacja do Olimpiady Solidarności

    Zakochaj się w historii. Trwa rekrutacja do Olimpiady Solidarności

    Do Łodzi zjadą specjaliści od zarządzania. Wśród gości profesor Zimbardo

    Do Łodzi zjadą specjaliści od zarządzania. Wśród gości profesor Zimbardo

    Szamanie na ekranie - nowy program kulinarny

    Szamanie na ekranie - nowy program kulinarny