Gitarzysta 30 Seconds to Mars: występy na żywo to wielki przywilej

Redakcja
30 seconds to Mars
30 seconds to Mars mat. prasowe
Rozmowa z Tomo Miličevićem, gitarzystą formacji 30 Seconds to Mars .

Koncerty w Łodzi są 283 i 284 z kolei na trasie promującej album "This is War". W grudniu zagracie koncert numer 300, dzięki któremu wejdziecie do księgi rekordów Guinnessa…
Historia z Księgą Rekordów Guinessa jest bardzo interesująca. To świetny akcent na sam koniec trasy. Koncertujemy praktycznie non stop. Ciągle jesteśmy w samolotach albo busie, czasem nawet w nim nocujemy. Wpis do Księgi Guinnessa to nasza nagroda za cały wysiłek, włożony w koncerty.

Nie odczuwacie zmęczenia? To właściwie tak, jakbyście koncertowali pełny rok!
Oczywiście, to jest męczące. Ale my to uwielbiamy. Występy na żywo to wielki przywilej. Radość z tego sprawia, że zapominamy o tych mniej przyjemnych stronach koncertowania. Cieszy nas, kiedy możemy dzielić się swoimi występami.

Kto liczył te koncerty? Odznaczaliście każdy na ścianie waszego tourbusa? A tak na serio, czy tu chodzi o każdy pojedynczy występ, choćby w programach TV czy sesjach radiowych czy pełnowymiarowe koncerty?
Nie, trzysta będzie samych występów w arenach i innych miejscach, bez występów w telewizji i radiu, i innych podobnych rzeczy. Także tak naprawdę, zrobiliśmy jeszcze więcej. Gramy naprawdę dużo (śmiech).

Za to nagradzają Was fani. Nie znam innego współczesnego zespołu, który miałby tak oddany fanklub. Po niespełna tygodniu, film z Waszymi pozdrowieniami dla polskich fanów ma prawie 20 tysięcy odsłon. Zdradź tajemnicę, jak to robicie?
Nie wiem, w czym tkwi tak naprawdę tajemnica. Naprawdę staramy się wchodzić w dialog z fanami, dbać o to, żeby ta relacja nie była jednostronna. Jesteśmy ciekawi tego, co fani myślą i co mają nam do powiedzenia. Jednym ze sposobów, żeby ich zaangażować, są nasze noce tematyczne. Jedną z nich robimy 8 listopada w Polsce, to będzie "neonowa noc", na której publiczność ma za zadanie ubrać się w jaskrawe kolory i świecące elementy. Robiliśmy takie rzeczy wcześniej: były już "noc zombie", "noc dziwolągów", "noc sportowa" "biała noc", "czarna noc" (śmiech)… Ciągle wymyślamy nowe tematy i ani my, ani publiczność nie mamy dość. Jesteśmy otwarci na nowe sugestie!

Na pewno polscy fani mają masę pomysłów. Jakie wspomnienia macie po dwóch poprzednich koncertach w Polsce? Który z występów, halowy czy festiwalowy wspominacie lepiej?
Koncert na festiwalu był wyjątkowy. To był nasz pierwszy raz w Polsce i mieliśmy pietra, czy ktokolwiek będzie znał nasze piosenki i wiedział, kim jesteśmy. Wyszliśmy na scenę i okazało się, że publiczność zna każdy utwór. Ten koncert zrobił na nas tak duże wrażenie, że rozmawialiśmy o nim jeszcze długo po tym, jak się odbył. Występ w Warszawie pamiętam trochę lepiej. Bycie głównym wykonawcą w arenie też jest niesamowite. Tak naprawdę trudno ocenić swój występ na festiwalu, gdzie jest tylu innych artystów.

Rozmawiała: Helena Marzec/ Alter Art

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

m
marsoholiczka
Oj, Tomuś taki ni to skromny, ni to nie skromny... hehe.
;):)
j
jh
Ach, jaki ten nasz Tomo słitaśny. :D
Dodaj ogłoszenie