ZOBACZ
    ZDJĘCIA

    Wystawa Kotów w Łodzi.

    Rozwiń
    Harcerstwo i sport pomagają jej na co dzień w prowadzeniu...

    Harcerstwo i sport pomagają jej na co dzień w prowadzeniu pizzerii

    Bartosz Nowakowski

    Dziennik Łódzki

    Dziennik Łódzki

    Rozmowa z Martą Gaś, właścicielką skierniewickiej pizzerii Metro (trzecie miejsce w kategorii biznes)
    Największym marzeniem Marty jest praca w telewizji. Chciałaby poprowadzić główne wydanie „Faktów” bądź “Teleexpressu”

    Największym marzeniem Marty jest praca w telewizji. Chciałaby poprowadzić główne wydanie „Faktów” bądź “Teleexpressu”

    Gdyby miała Pani opisać się w kilku słowach?

    Nie lubię mówić o sobie. Wydaje mi się, że jestem skromną osobą i przede wszystkim jestem zwolenniczką czynów.

    Jak wpłynęło na Panią trzecie miejsce w plebiscycie „Dziennika Łódzkiego” na Kobietę Przedsiębiorczą Województwa Łódzkiego w kategorii działalność biznesowa?

    Niewątpliwie to bardzo miłe uczucie. Z tego miejsca chciałabym podziękować wszystkim osobom, które zdecydowały się oddać głos na mnie. Jest to dla mnie motywujące do dalszych działań, jednak nie zapominam, że jest to w pewien sposób także zabawa.

    Kim chciała Pani być w dzieciństwie?

    Jak większość dziewcząt miałam ogromną liczbę misiów i lalek, dla których organizowałam przedszkole.
    Pamiętam, że zawsze miałam też swój dziennik i stawiałam w nim oceny. Chociaż pamiętam też, że był również taki krótki okres, kiedy chciałam być policjantką. Z tym, że interesował mnie wydział kryminalny, gdzie są o wiele poważniejsze sprawy. Jeśli miałabym porównywać, to bliżej było mi do bohaterów z „Kryminalni” niż „Ojca Mateusza”.

    Ale pedagogiczny, a nie policyjny kierunek studiów ukończyła Pani.

    Tak, jestem absolwentką Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie ukończyłam kierunek pedagogiczny. Specjalizacja dotyczyła edukacji przedszkolnej i wczesnoszkolnej. Zaliczyłam także semestr nauki w St. Patrick’s College w Dublinie w ramach programu Erasmus.

    To zupełnie nie po drodze z branżą gastronomiczną.


    Na początku pojawiały się pomysły, aby otworzyć prywatne przedszkole. Jednak wybrałam branżę gastronomiczną. Kto wie, może w przyszłości jeszcze powróci sprawa własnego przedszkola?

    Zatem, dlaczego gastronomia?

    Zabrzmi to trywialnie, ale uwielbiam gotować. Każdy, kto mnie zna, przyzna, że uwielbiam też jeść. Co więcej, zdarza mi się, że jem dużo. Przypomina mi się taka śmieszna historia z obozów harcerskich. Podczas posiłków koleżanki i koledzy żartowali sobie, pytając całej grupy, czy Marta już zjadła swoją porcję. Z drugiej strony stołu ktoś odpowiadał: „Nie, ma jeszcze dwie kanapki”. Skoro rozmawiamy o harcerstwie, to muszę przytoczyć jeszcze jedną historię. Na obozach często organizowaliśmy konkursy, kto zje najwięcej. Oczywiście, zawsze byłam zwyciężczynią.

    Z harcerstwem jest Pani związana niemal od dzieciństwa.


    Przygodę z harcerstwem rozpoczęłam w trzeciej klasie gimnazjum. To w sumie dość późno. Byłam między innymi drużynową, zastępcą komendanta, kierowniczką referatu. Już jako 20-latka byłam organizatorką kolonii i obozów, liczących po 150 dzieci. To były naprawdę wymagające przedsięwzięcia. Jednak jestem pewna, że doświadczenie nabyte w harcerstwie pomaga mi w podejmowaniu decyzji, budowaniu atmosfery zespołu, które przełożyłam na pizzerię Metro.

    Kobietom jest trudniej w biznesie?

    Nie znam konkretnej odpowiedzi na to pytanie. Każda branża ma swoją specyfikę, ja mogę opierać się wyłącznie na moich doświadczeniach. W starciu z klientem, tym który na przykład pomimo godziny zamknięcia pizzerii nie chce opuścić lokalu mężczyźnie jest na pewno łatwiej. Są sytuacje, gdzie w rozmowie z kontrahentami myślę, że negocjacje między mężczyzną a mężczyzną łatwiej przyniosą satysfakcję obu stronom; ja o swoje muszę mocno walczyć. Ale nie odpuszczam, gdyby nie mój upór i konsekwencja nie poradziłabym sobie z podejmowanymi przedsięwzięciami.

    W Skierniewicach jest około dziesięciu pizzerii i Pani jest jedyną kobietą wśród właścicieli.

    To spore zaskoczenie, ponieważ nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Mam rozumieć, że przełamuję kolejne schematy? (śmiech)

    Co jest najtrudniejszego w prowadzeniu pizzerii?

    Wymagania klientów są bardzo wysokie, co oczywiście nie jest przeszkodą. Uważam, że dzięki temu nasz zespół też staje się lepszy. Powracając do wymagań klientów, to jest ogromny wachlarz. Grubość ciasta, dobór składników, sosów to tylko niektóre.

    Często przydarzają się sporne sytuacje?


    Przypomina mi się jedna straszno-śmieszna sytuacja, która miała miejsce podczas ubiegłorocznych piłkarskich mistrzostw Europy w piłce nożnej. Co gorsza cała historia przydarzyła się w czasie meczu Polska - Niemcy, czyli najbardziej obleganego spotkania przez klientów. Podczas transmisji wystąpiła awaria prądu. Telewizor zgasł, piece zgasły. W lokalu tłumy i wielka konsternacja, a ja musiałam wybrać: mecz czy pizza? Na szczęście na sali był elektryk, który pomógł. Choć pizzy już nie zrobiliśmy to mecz przy piwie obejrzał prawie cały lokal .

    Czy potrafi się Pani przyznać do błędu?

    Tak, zdecydowanie. Jeśli błąd leży po naszej stronie, rekompensujemy stratę klientowi.

    Czy pochwały klientów motywują do pracy?

    Z pewnością potwierdzają, że podążamy ze swoją ofertą w dobrą stronę. Jednak staramy się też nie osiadać na laurach. Pizzeria to takie miejsce, gdzie pracujemy niemalże 24 godziny siedem dni w tygodniu. Tutaj nie ma wolnych przebiegów. Mówiliśmy wcześniej o spornych sytuacjach, ale często wynikają także sytuacje awaryjne. Jestem właścicielką, ale zdarza mi się przejąć rolę: kucharki, kelnerki czy też kierowcy. Nie są to łatwe chwile, ale zawsze wychodzę z opresji.

    Nie możemy też zapominać o drugiej Pani pasji, jaką jest sport?


    To prawda, miłość do tenisa stołowego zrodziła się już w czasach szkolnych i w zasadzie trwa do dzisiaj. Przez te lata byłam zawodniczką: Legionu Skierniewice, LKS Biała Rawska, UKS Łyszkowice, a obecnie już drugi sezon reprezentuję drugoligowy zespół UKS Fungis Maków. W swojej kolekcji mam niezliczoną liczbę medali. Jednym z najcenniejszych jest brązowy medal z Europejskich Igrzysk Studenckich, które odbyły się w Hiszpanii. Grę w tenisa zaczęłam dość późno, dlatego od początku spodziewałam się, że mistrzynią Polski raczej nie zostanę. Nie posiadałam talentu. Wszystko wypracowałam na treningach.

    Czy tylko tenis stołowy jest Pani sportową pasją?

    Rekreacyjnie gram jeszcze w siatkówkę i jeżdżę na rowerze. Gdy byłam młodsza i czas na to pozwalał uwielbiałam wędrówki po górach.

    Sport jest też zauważalny na każdym kroku w pizzerii Metro.

    Chętnie wspieramy lokalny sport w Skierniewicach. Angażujemy się w takie wydarzenia, jak: amatorska liga siatkówki, a także futsalu. Nie brakuje u nas również licznych konkursów, związanych z aktualnymi wydarzeniami sportowymi.

    Jednak to jeszcze nie wszystko. Lokal poszerzył swoją ofertę o żywność Metro Fit. Cóż to takiego?

    To przede wszystkim obiady ze zdrowej żywności, które cieszą się coraz większym zainteresowaniem. To ważne, ponieważ widać, że wśród ludzi wzrasta świadomość zdrowego żywienia. Z naszych usług korzystają zarówno osoby prywatne, w tym kilku skierniewickich sportowców, jak i firmy, które zamawiają obiady dla swoich pracowników.

    Jaka kuchnia najczęściej pojawia się u Pani w domu?

    Mój narzeczony śmieje się ze mnie, że jestem mistrzynią w robieniu zupy kremu. Nie jestem zwolenniczką jednej kuchni, zdarza mi się eksperymentować. Muszę przywołać jeszcze jedną historię z dzieciństwa. Moja mama zawsze powtarzała, że tyle jem, a do gotowania jakoś mi nie po drodze. Na co ja zawsze odpowiadałam mamie, że jak będę miała swój dom, będzie to moja pasja. I słowa dotrzymałam.

    Doświadczenie zebrane w harcerstwie i sporcie ma duże przełożenie na prowadzenie biznesu?


    Harcerstwo to supersprawa, kształtuje charakter, pozwala nabyć przydatnych umiejętności. W tej organizacji poznałam dużo fantastycznych ludzi, nie tylko w lokalnym zasięgu, ale także w całym kraju. Sport to z kolei szereg wyzwań i wyrzeczeń. To treningi, zawody, wysiłek, łzy, ale radość i satysfakcja. Obie te dziedziny nauczyły mnie przede wszystkim dobrej organizacji czasu i pokazały, że praca, którą wkładamy w nasze działania pozwala realizować zamierzone cele.

    Narzeczonym jest Paweł Stopiński, utytułowany tenisista, który grał z Andrzejem Grubbą. Czy czasem udaje się wygrać z narzeczonym?


    Czasem, ale to raczej seta niż cały pojedynek. Pamiętam, na obozach harcerskich zawsze moi koledzy chcieli mnie ograć, ale wtedy to ja byłam górą. A od dzieciństwa wiedziałam, że moim mężem musi zostać albo harcerz albo sportowiec. Innego wyjścia nie było. I niebawem słowo się ziści.

    Myśleliście kiedyś nad profesjonalnym klubem tenisowym w Skierniewicach?

    Pojawiały się takie myśli, z pewnością niejednokrotnie o tym rozmawialiśmy, gdy byłam jeszcze w zarządzie skierniewickiego klubu. Jednak na chwilę obecną nie mamy takich planów. Skupiamy się na obecnej grze w Fungisie Maków.

    Jakie jest Pani największe marzenie?


    Praca w telewizji jako konferansjer. Marzy się poprowadzenie w telewizji głównego wydania „Faktów” bądź „Teleexpressu”.

    To zupełnie jeszcze inna dziedzina zainteresowań?


    W przeszłości miałam telewizyjny epizod. To było na trzecim roku studiów, kiedy znalazłam ogłoszenie, że Superstacja poszukuje praktykantów. Zgłosiłam się, chociaż studiowałam zupełnie inny kierunek. W próbie przed kamerą wypadłam na tyle dobrze, że otrzymałam nawet ofertę pracy. Niestety, ale ukończenie studiów było wówczas moim priorytetem.

    Czytaj treści premium w Dzienniku Łódzkim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo