Harcerstwo to przygoda i przyjaźnie na całe życie

Anna Gronczewska
Grzegorz Gałasiński
Udostępnij:
Rozmowa z harcmistrz Natalią Patorską-Grzelewską, komendatką Chorągwi Łódzkiej ZHP

Chorągiew Łódzka Związku Harcerstwa Polskiego jest największym organizatorem wypoczynku dzieci i młodzieży w naszym regionie?
Mam wrażenie, że tak. Jak na razie mamy zatwierdzonych siedemdziesiąt miejsc wypoczynku dzieci i młodzieży. Są to obozy harcerskie, wędrowne, kolonie zuchowe. Zwykle w czasie wakacji organizujemy około 120 miejsc wypoczynku dzieci i młodzieży.

Gdzie organizujecie obozy, kolonie?
Właściwie wszędzie, także niedaleko Łodzi. Jeździmy jednak przede wszystkim w góry, nad jeziora. I także nad morze.

A jeśli chodzi o nasz region, to gdzie wypoczywają harcerze?

Przede wszystkim w naszym ośrodku w Załęczu Wielkim nad Wartą, koło Wielunia. Zresztą mamy w województwie łódzkim więcej baz. Między innymi koło Piotrkowa Trybunalskiego nad Zalewem Sulejowskim. Nad rzekami Trzy Morgi, Biały Brzeg.

Młodzież chętnie jeździ z harcerzami na wakacje?

Bardzo chętnie, bo to zawsze przygoda. Harcerstwo uczy samodzielności, pozwala nawiązać przyjaźnie, które często pozostają na całe życie. Każdy młody człowiek może realizować się w różnych dziecinach. Między innymi sportowych. Może nauczyć się udzielać pierwszej pomocy, zagrać w gry terenowe. Dzieci lubią też zajęcia nad wodą.

Ale chyba najważniejsze jest bezpieczeństwo...

Oczywiście! Na obozy harcerskie i kolonie zuchowe zabieramy zawsze wykwalifikowaną kadrę. Nasi wychowawcy, komendanci posiadają odpowiednie uprawnienia. Zabieramy ze sobą ratowników wodnych, służbę medyczną.

A pani komendant wyjeżdża na obóz?
Nie, będę tylko odwiedzała wypoczywających u nas harcerzy i zuchów.

Ilu harcerzy zrzesza Chorągiew Łódzka ZHP?

W całym województwie ma około 9 tysięcy członków, w samej Łodzi - 3-4 tysiące. W skali kraju jesteśmy czwartą co do wielkości chorągwią.

Nowe obostrzenia od 15 grudnia!

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

d
druh Boruch
Już nie ma harcerstwa. Jest organizacja komercyjna obwarowana wieloma zakazami.

Poniżej prawda o obecnych obozach "harcerskich"

"Witam, czy wasze dzieci były na obozie harcerskim? Wszystko OK, tylko przerażają mnie te namioty w środku lasu. A co w sytuacji, jak jest burza?" – pyta Beata na internetowym forum pod hasłem „Obóz harcerski”. „Namioty namiotami. Moje dziecko zraziło się w zeszłym roku brakiem higieny. Syf, brud, kąpiele sporadyczne, wróciła totalnie brudna” – odpowiada jej Zofia. Tę bezradność rodziców i dzieci potęgują obecne przepisy. Rok temu sanepid chciał zamknąć obóz harcerski koło Ustki, bo nie było tam elektryczności. Dwa lata temu w Bieszczadach kazano organizatorom obozu survivalowego pociągnąć rurami wodę z ujęcia oddalonego o trzy kilometry. W sumie trudno się więc dziwić, że w styczniu tego roku wychowawca zimowiska koło Karpacza zorganizował zamiast ogniska „świecznisko” w świetlicy, bo na zewnątrz było minus 10 stopni i dzieciaki poskarżyły się rodzicom, że nie chcą marznąć, a ci zagrozili opiekunowi interwencją w kuratorium, jeśli nie odwoła „niebezpiecznej zabawy”.

– Jak zaczynałem przygodę z harcerstwem, wiele lat temu, obozy przygotowywaliśmy od zera. W las pierwsi jechali najbardziej sprawni i silni harcerze, cięli siekierkami drzewa, kopali latryny, myli się w górskim lodowatym strumieniu. Cały obóz budowaliśmy własnymi rękoma. Nikt się nie zastanawiał, czy jajka na jajecznicę zostały wyparzone w „wydzielonym, oznakowanym stanowisku wyparzania jaj”. Dzisiaj nie wolno dać młodemu siekiery, bo jest narzędziem niebezpiecznym, witki nie można uciąć, bo drewno się kupuje w nadleśnictwie. Zamiast dziury w ziemi są wypożyczane toi toie, a każdy garnek czy półka w magazynie muszą być sprawdzone przez armie kontrolerów z sanepidu, gmin i przeróżnych straży. Obozy stawiają profesjonalne firmy, a dzieciaki przyjeżdżają na gotowe, zamiast plecaków mają walizki na kółkach, repelenty i kremy do opalania – opowiada były już harcmistrz z podwarszawskiej miejscowości. Woli pozostać anonimowy, bo dorabia, choć tylko okazjonalnie i nieharcersko, na letnich obozach dla młodzieży.

– Przyjeżdżają takie potworki przekonane o swojej wyjątkowości, mądrości i zaradności, a wrzeszczą w panice, jak zobaczą osę czy komara. Na byle uwagę wychowawcy od razu dzwonią do mam i tatusiów ze skargą, a ci z pretensjami do nas. Cholera mnie bierze, ale cóż poradzić, klient nasz pan. No to robię im ognisko w pokoju na ekranach ich tabletów, bo dym z płonących szczap gryzłby ich w oczy – tłumaczy".
o
observator
Tak nie jest. Harcerstwo upada i ma się źle. To nie to co kiedys. Jest dużo komercji a mało wartości. A wiele baz harcerskich jest w bardzo złym stanie.
Dodaj ogłoszenie