Helena Skrzydlewska. Poznajcie niezwykłą historię życia seniorki znanego łódzkiego rodu

Anna Gronczewska
Anna Gronczewska
Zmarła Helena Skrzydlewska. Była właścicielką sieci kwiaciarni, zakładów pogrzebowych. Jej nazwisko i imię figuruje na logo firmy. Trzy lata temu, z okazji, 90 rocznicy urodzin pani Helena udzieliła nam wywiadu.

Opowiadała w nim o swojej młodości w przedwojennej Łodzi, o swoich rodzicach. O swoich marzeniach.

- Najpierw chciałam być nauczycielką. Obserwowałam jednak świat – opowiadała nam pani Helena Skrzydlewska. - Przed samą wojną, w 1938 czy 1939 roku widziałam, że wielu przedstawicieli inteligencji nie ma pracy. Nauczyciele, inżynierowie. Rodzice wykosztowali się na naukę syna, a on idzie pracować jako dozorca. Pomyślałam, że trzeba zdobyć konkretny zawód. Bardzo lubiłam chodzić na rynek i obserwować jak ludzie handlują. Mieszkałam w śródmieściu, więc najczęściej odwiedzałam Górniak. Chodziłam po wielkich sklepach i podglądałam ten handel, jak układane są towary. Podobało mi się to... Pomyślałam, że trzeba się zająć handlem
Jej mężem został Ryszard Skrzydlewski, który pochodził z rodziny bogatych łódzkich ogrodników. Ale szybko powojenna władza uznała jej rodzinę za kułaków. Pani Helena jednak się nie poddawała. Pierwszą kwiaciarnię założyła przy domu, na Zarzewie.

- Tam, gdzie mieliśmy gospodarstwo. Robiłam wiązanki, wieńce. Opodatkowali nas za to i dali nam „domiar”. Istniał przepis, który nie pozwalał nam sprzedawać przetworzonych kwiatów. Można było sprzedać chryzantemę w doniczce, ale nie w wiązance. Zaczęłam się starać o koncesję. A było to tak. Przyszli wcześniej panowie ze „skarbówki” i dali mi ponad 70 tysięcy złotych „domiaru”.

Na pomysł założenia sieci kwiaciarni, już w lepszych czasach, wpadł jej syn Witold. Ale to pani Helena użyczyła swe imię i nazwisko sieci kwiaciarni.

- Bo ja miałam pierwszą kwiaciarnię – wyjaśniała nam seniorka rodu Skrzydlewskich. – Nie byłam zadowolona, że ta sieć to H. Skrzydlewska. Z drugiej strony pomyślałam, że ludzie mnie znają. Choćby z tego, że zawsze dużo pracowałam. Ludzie z całego Widzewa, Dąbrowy przychodzili do mnie po kwiaty. Doradziłam każdemu, a tu komuś dałam ślubną wiązankę. Kiedyś w Łodzi było wiele osób ze wsi. Dostawali w nocy telegram, że ktoś umarł z rodziny. To w nocy do mnie po wiązankę biegli. Prosili, by zrobić ją, bo rano mają autobus czy pociąg na wieś. Nie pytałam się czy mają pieniądze, czy nie. Robiłam wiązankę.

Dziś sieć kwiaciarni H. Skrzydlewska jest największa w Polsce, podobnie jak sieć zakładów pogrzebowych.

CZYTAJ WYWIAD Z HELENĄ SKRZYDLEWSKĄ

Wideo

Dodaj ogłoszenie