I liga: PGE GKS Bełchatów - Miedź Legnica 2:1...

    I liga: PGE GKS Bełchatów - Miedź Legnica 2:1 [ZDJĘCIA+FILMY]

    Paweł Hochstim

    Dziennik Łódzki

    Aktualizacja:

    Dziennik Łódzki

    I liga: PGE GKS Bełchatów - Miedź Legnica 2:1 [ZDJĘCIA+FILMY]
    1/12
    przejdź do galerii

    ©Dariusz Śmigielski

    Piłkarze PGE GKS Bełchatów kontynuują zwycięską passę. W niedzielę bełchatowianie na swoim stadionie pokonali Miedź Legnica 2:1 i... prawdopodobnie pozbawili pracy już drugiego trenera w tym sezonie. Tym razem zagrożony jest los Rafała Ulatowskiego, a kilkanaście dni temu po porażce w Bełchatowie pracę stracił trener GKS Katowice Rafał Górak.
    - To, że kiedyś Rafał Ulatowski był tutaj trenerem, a ja jego asystentem nie ma żadnego znaczenia. Liczy się tu i teraz, a nie przeszłość - mówił przed meczem trener bełchatowian Kamil Kiereś.

    Bez wątpienia jednak dla kibiców był to mecz z podtekstem. Tym bardziej, że Ulatowski jest w trudnej sytuacji, bo jego zespół miał walczyć o awans do ekstraklasy, a tymczasem wlecze się w ogonie pierwszej ligi. I kto wie, czy niedzielnej porażki na stadionie przy ul. Sportowej - czyli tu, gdzie miał ostatnie sukcesy - nie przypłaci stratą pracy.

    Dość fatalnej gry drużyny z Legnicy mają już jej kibice, którzy, gdy bełchatowianie prowadzili 2:0, a ich kibice skandowali hasło "Bełchatów miasto lidera", odpowiedzieli: "Odwróć tabelę, Miedzianka będzie na czele". Ulatowski wściekał się na swój zespół, chodził przy linii bocznej, ale nic nie był w stanie zmienić. PGE GKS to dziś zespół złożony z dobrych piłkarzy, a Miedź - choć dobrych piłkarzy też ma - nie tworzy zespołu. I to najbardziej prawdopodobna przyczyna porażek legnickiego zespołu.

    Choć bełchatowianie dość łatwo pokonali Miedź, to jednak wcale z przebiegu gry nie mieli wyraźnej przewagi. Ba, oprócz goli nie mieli zbyt wielu sytuacji bramkowych. Ale zagrali bardzo skutecznie. A przede wszystkim skutecznie zagrał Michał Mak, do niedawna uważany tylko za "dodatek" dla ponoć bardziej utalentowanego brata Mateusza. Dzisiaj to jednak Michał jest ważniejszą postacią, a w dwóch ostatnich meczach - z Olimpią Grudziądz i Miedzią - zdobył cztery gole.

    W niedzielę po raz pierwszy trafił w 27. minucie, gdy sprytnie wykorzystał błąd obrony i bramkarza Miedzi, kierując piłkę do siatki. Pięć minut później zresztą mógł trafić po raz drugi, ale nieszczęśliwie piłka odskoczyła mu od nogi w polu karnym. Gdy jednak sześć minut po przerwie dobił piłkę po pięknym strzale w poprzeczkę Michała Renusza i po raz drugi pokonał Andrzeja Bledzewskiego, nikt o tej sytuacji już nie pamiętał.

    Zresztą Michał Mak to nie tylko świetny ostatnio strzelec, ale również piłkarz tworzący sytuacje bramkowe kolegom. Wczoraj w doliczonym do pierwszej połowy czasie wypracował okazję Adrianowi Baście, który dał się jednak wyprzedzić jednemu z legnickich obrońców.



    Właściwie dopiero po zdobyciu drugiego gola przewaga PGE GKS była bardziej widoczna. I to wtedy podopieczni Kieresia zaczęli tworzyć więcej sytuacji pod bramką Bledzewskiego. Najlepszą - w 79. minucie - miał Mateusz Mak, ale w prostej sytuacji posłał piłkę nad bramką. Gdy więc w 86. minucie największym sprytem pod bramką Arkadiusza Malarza wykazał się były napastnik PGE GKS Zbigniew Zakrzewski i głową zdobył gola, zaczęło być nerwowo, a piłkarze z Bełchatowa pewnie bardzo żałowali niewykorzystanych sytuacji. Miedź rzuciła się do ataku, Ulatowski odżył na ławce, ale wyrównać się już legniczanom już nie udało.

    A mieli nawet ku temu sytuację - w trzeciej minucie doliczonego czasu gry piłka spadła na nogę Jakuba Grzegorzewskiego, ale ten kopnął nad bramką. Zwycięstwo nad Miedzią to czwarta wygrana z rzędu, a piąta w ogóle w tym sezonie. Bełchatowski zespół pewnie przewodzi tabeli i zawdzięcza to nie tylko skuteczności Michała Maka oraz błyskotliwości Mateusza Maka i Kamila Wacławczyka, ale również bardzo dobrej gry w defensywie. Bramka Zakrzewskiego to dopiero drugi stracony gol przez PGE GKS w tym sezonie.

    Duet Paweł Baranowski - Maciej Wilusz kapitalnie kierują defensywą, na bokach której grają młodzi Marcin Flis i Adrian Basta. Duży udział w skutecznej grze w defensywie mają także środkowi pomocnicy. W niedzielę duet w środku pola tworzyli Patryk Rachwał i Szymon Sawala, bo za żółte kartki nie mógł grać Grzegorz Baran. W następnym meczu będzie już jednak do dyspozycji Kieresia, który pewnie będzie miał problem bogactwa, bo Rachwał pokazał wczoraj, że wcale nie jest gorszym piłkarzem od Barana i Sawali. Szykuje się więc ciekawa rywalizacja trzech graczy o dwa miejsca w składzie.



    Za tydzień drużyna trenera Kamila Kieresia zagra na wyjeździe z Termalicą Bruk-Bet Nieciecza. Spotkanie odbędzie się w niedzielę o godz. 12.30 i znów będzie transmitowane na antenie telewizji Orange Sport.

    Czytaj treści premium w Dzienniku Łódzkim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo