Ireneusz Jabłoński: dziurę budżetową można było wcześniej...

    Ireneusz Jabłoński: dziurę budżetową można było wcześniej zasypać [WYWIAD]

    rozm. Sławomir Sowa

    Dziennik Łódzki

    Aktualizacja:

    Dziennik Łódzki

    Z Ireneuszem Jabłońskim z Centrum im. Adama Smitha, rozmawia Sławomir Sowa.
    Ireneusz Jabłoński

    Ireneusz Jabłoński ©fot. Krzysztof Szymczak/archiwum Dziennika Łódzkiego

    Sejm uchwalił, że na pół roku zostanie zawieszony próg ostrożnościowy budżetu państwa. Opozycja twierdzi, że rząd nie panuje nad finansami, rząd ripostuje, że to nie katastrofa. Która wersja jest bliższa prawdy?

    Przede wszystkim chciałbym zwrócić uwagę, że ta decyzja jest przejawem ogromnej niekonsekwencji. Nie byliśmy entuzjastami wprowadzenia takiego progu, ale jak już go wprowadzono to właśnie po to, żeby nie dopuścić do sięgnięcia po łatwe rozwiązanie, kiedy pojawia się trudna sytuacja. Zatem decyzja o zawieszeniu progu ostrożnościowego jest wycofaniem się z wcześniej przyjętego instrumentu. Po drugie, zawieszenie tego progu jest oczywiście konsekwencją trudnej, a nawet bardzo trudnej sytuacji finansów publicznych i wydaje się, że wbrew wcześniejszym zapowiedziom, ta sytuacja nie tylko w drugiej połowie tego roku, ale i w roku przyszłym nie tylko się nie poprawi, ale wręcz się pogorszy.
    Zatem konsekwencją tej decyzji będzie większe zadłużenie państwa po to, żeby na znacznie słabiej funkcjonującą gospodarkę i dziurę budżetową, zasypać pieniędzmi pożyczonymi. Natomiast to rozwiązanie - niezgrabne, niekonsekwentne i będące skutkiem wcześniejszych błędów w polityce gospodarczej i fiskalnej - oczywiście nie doprowadzi prostą drogą do katastrofy. Ja bym tę decyzję oceniał negatywnie w tym kontekście, że jest ona prostym rozwiązaniem natury księgowej wobec konieczności wprowadzenia zmian systemowych. Jeśli była wola zachowania sztywnego progu ostrożnościowego, to należało wcześniej wprowadzić zmiany systemowe i wtedy szansa na wyjście z sytuacji kryzysowej byłaby większa.

    Ale czy w obecnej sytuacji finansów państwa - 24 miliardy złotych deficytu - była inna możliwość niż zawieszenie progu ostrożnościowego?

    W lipcu 2013 roku innej możliwości nie było, ale o tym, że taka sytuacja jest prawdopodobna moje środowisko mówiło już kilkanaście miesięcy temu, a już zupełnie głośno - rok temu. Było zatem wystarczająco dużo czasu, by wprowadzić zmiany strukturalne, które w tym roku zaczęłyby oddziaływać pozytywnie na gospodarkę. Ponieważ tego nie zrobiono, zaszła dziś konieczność złamania zasad, które zostały przyjęte.

    Jakie rozwiązania ma Pan na myśli?

    Po pierwsze zmniejszenie opodatkowania pracy, żeby zwiększyć podaż pracy i tym samym bazę wytwórczą, co w konsekwencji przełożyłoby się na wpływy budżetowe przy zachowaniu stawek podatkowych. Po drugie, podjęcie działań osłonowych dla uzupełnienia tego przejściowego braku budżetowego, zmianą podstawy opodatkowania CIT z dochodu na przychód, co skutkowałoby zapłaceniem podatku CIT przez 67 procent korporacji, które podatku w Polsce nie płacą. To pozwoliłoby na wypełnienie luki, która powstała ze względu na niższe w pływy budżetowe.

    Ale rozmawiamy o 24 miliardach złotych. Czy zmiany systemowe o których Pan mówi zasypałyby taką dziurę?

    W cenach z 2010 roku zastąpienie 19-procentowego podatku CIT jednoprocentowym podatkiem od przychodów zaowocowałoby zwiększeniem wpływów o 32 miliardy.

    Formalnie rzecz biorąc decyzja Sejmu dotyczy zawieszenia progu ostrożnościowego tylko do końca tego roku, ale już wiadomo, że będzie to rzutować także na uchwalenie budżetu przyszłorocznego. Jakie będą długofalowe konsekwencje chwilowego poluzowania zadłużenia finansów publicznych?

    Większy poziom zadłużenia sektora publicznego, głównie rządowego, na co dodatkowo wpłynie okres przedwyborczy. Zaniechane zostaną zmiany systemowe, które wymagają odwagi politycznej i przyjęcia pierwszej fali niezadowolenia.

    Czy zawieszenie progu ostrożnościowego poskutkuje także tym, że Donald Tusk zostawi swoim następcom większy dług publiczny?

    Tak, bo wzrośnie nie tylko zadłużenie, ale i koszty jego obsłużenia. Kolejny rząd, jaki by nie był, będzie miał znacznie trudniejszą sytuację.

    Czy decyzje, które teraz zapadły zmienią coś finansach samorządów?
    Bezpośrednio - nie. Natomiast będą konsekwencje pośrednie, o których wspominał już minister finansów: po to, żeby rząd miał większe możliwości zadłużania, będzie prowadzona bardziej restrykcyjna polityka w stosunku do zadłużenia samorządów.

    Rozm. Sławomir Sowa

    Zapisz się do newslettera

    Czytaj treści premium w Dzienniku Łódzkim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (1)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Oj pogorszy się, pogorszy

    Zgłoś naruszenie treści / 19 / 10

    Właściwie to można już przyjmować zakłady na to, że sytuacja finansowa w przyszłym roku się pogorszy. Prawdopodobieństwo wygranej jest bliskie 100%.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo