Jacek Kucharczyk: Jawne zarobki wzmocniłyby pozycję...

    Jacek Kucharczyk: Jawne zarobki wzmocniłyby pozycję pracowników

    Joanna Leszczyńska

    Dziennik Łódzki

    Aktualizacja:

    Dziennik Łódzki

    Jacek Kucharczyk: Jawne zarobki wzmocniłyby pozycję pracowników

    ©Janusz Romaniszyn/Polskapresse

    Tajność zarobków utrwala nierówności, nie zawsze merytorycznie uzasadnione. Uporczywa nierówność tych zarobków byłaby trudniejsza do usprawiedliwienia i łatwiejsza do zwalczania, gdyby pensje były jawne - mówi dr Jacek Kucharczyk, dyrektor Instytutu Spraw Publicznych, w rozmowie z Joanną Leszczyńską.
    Jacek Kucharczyk: Jawne zarobki wzmocniłyby pozycję pracowników

    ©Janusz Romaniszyn/Polskapresse

    OPZZ domaga się, by wszędzie w Polsce zarobki były jawne. To poważny postulat czy złośliwa reakcja na dyskusję na temat wysokich pensji związkowców?
    Trudno nie zauważyć ciągu przyczynowo-skutkowego. Myślę, że inspiracją był pomysł ustawy antyzwiązkowej posła Libickiego. Natomiast nie zmienia to faktu, że pomysł jest wart dyskusji. Podobnie jak pomysł raportu o stanie związków zawodowych.


    Profesor Janusz Czapiński twierdzi, że to nie jest pomysł dla Polski, że zaraz "rozległoby się wycie frustratów".
    Mam duże przekonanie do rozwiązania, polegającego na tym, by jawność zarobków była w obrębie firmy. To niekoniecznie musi się pokrywać z tym, co postuluje OPZZ, by wszyscy o wszystkim wszystko wiedzieli. Dlaczego jestem za jawnością zarobków w firmie? Chociażby ze względu na nierówności, dotyczące zarobków kobiet i mężczyzn. Tajność utrwala te nierówności, nie zawsze merytorycznie uzasadnione - nazywając to oględnie. Uporczywa nierówność tych zarobków byłaby trudniejsza do usprawiedliwienia i łatwiejsza do zwalczania, gdyby pensje były jawne.

    Mogłaby to kontrolować inspekcja pracy...
    Nie, wiemy, jak jest z inspekcją pracy. Ona tego nie skontroluje. Mój argument jest odwrotnością argumentu profesora Czapińskiego. Moim zdaniem, chodzi tu o zmianę pewnej kultury, jeśli chodzi o podejście do wynagrodzeń. W Polsce, rzeczywiście, przyjęliśmy model, wzorowany na amerykańskim, czyli dużych nierówności w zarobkach i kulturę, która właściwie zabrania rozmawiania o zarobkach. Pierwszym krokiem byłoby zakazanie prawne karania pracowników za to, że ujawniają swoje zarobki. Bo w wielu firmach w Polsce panuje bardziej lub mniej formalna zasada, że za to, że ktoś powie koledze, ile ktoś zarabia, można wylecieć z pracy.

    Każdy szef chce mieć święty spokój, a nie wycieczki pracowników, pytających, dlaczego Kowalski zarabia więcej...
    Istniejący system utrwala przewagę szefa nad pracownikami i buduje dystans. Czapiński ma rację, że takie rozwiązanie nie jest dla Polski "normalne", ale ma rację w sensie opisowym, a nie normatywnym. Faktycznie w Polsce jest to temat wstydliwy. Ale tajność zarobków jest korzystna dla szefów, ale nie dla pracowników. Tymczasem instrumentami prawnymi, zezwalającymi na jawność zarobków, można wpływać na kulturę organizacyjną w polskiej gospodarce. Zapobiegnie to "wariackim" różnicom w zarobkach w różnych grupach pracowników, a także między pracownikami a władzami w firmach. Menedżer musiałby uzasadnić, dlaczego prezes zarabia sto razy tyle co przeciętny pracownik w przedsiębiorstwie.

    Ale w pracy będzie piekło. W wyższej pensji kolegi ludzie zwykle widzą niesprawiedliwość, faworyzowanie...
    Bo bardzo często dochodzi do niesprawiedliwości i faworyzowania. Oczywiście, zmiana ta byłaby kłopotliwa dla wielu szefów. Pewnie, że elementu swobodnego decydowania nie da się wyeliminować z życia firmy, ale jednak jawność sprawi, że decyzje będą musiały być w jakiś sposób uzasadnione. Ciężar uzasadnienia, dlaczego np. osoby zatrudnione na tych samych stanowiskach mają różne zarobki, będzie spoczywał na władzach firmy.

    Są głosy, że w przypadku firm prywatnych jawność byłaby sprzeczna z Konstytucją...
    Co jest z nią zgodne, a co nie, przesądza Trybunał Konstytucyjny. Wydaje mi się, że gdyby jawność zarobków była ograniczona do jawności wewnątrz firmy, trudno byłoby to zakwestionować. Proszę pomyśleć, jak daleko zaszliśmy, jeśli chodzi o ujawnianie majątków czy dochodów urzędników czy osób publicznych. Nie wydaje mi się, by istniało usprawiedliwienie dla takiego silnego podziału, że w sferze publicznej wszystko jest jawne, a w prywatnej nic. Przecież sferę gospodarki prywatnej też regulujemy na sto sposobów. Jedną z regulacji, którą warto wprowadzić, jest jawność zarobków, gdyż ma to duże znaczenie społeczne. De facto jest to rozwiązanie wzmacniające pozycję pracowników vis-a-vis właściciela i szefa firmy. To nie jest tak, że komuś zabieramy prawo do prywatności, tylko ingerujemy w podział władzy między dwiema grupami obywateli.

    Rozmawiała Joanna Leszczyńska

    Czytaj treści premium w Dzienniku Łódzkim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Polecamy

    Menadżer Roku 2018

    Menadżer Roku 2018

    Najlepsze prezenty dla kobiety na urodziny i imieniny

    Najlepsze prezenty dla kobiety na urodziny i imieniny

    Smartfon pod choinkę? Okazje w świątecznej ofercie Orange

    Smartfon pod choinkę? Okazje w świątecznej ofercie Orange

    Szamanie na ekranie - nowy program kulinarny

    Szamanie na ekranie - nowy program kulinarny