Jak bardzo świąteczna jest Piotrkowska?

Matylda Witkowska
Matylda Witkowska
Grzegorz Gałasiński
Łódzki jarmark znalazł się w tym roku wśród czterech największych jarmarków w kraju. Jednak liczba straganów to nie wszystko. Liczy się też ich zawartość i świąteczna atmosfera.

Eksperci i zwykli zjadacze pierników są zgodni. Najlepszym świątecznym jarmarkiem był w tym roku wrocławski. Łódzki, choć nie był zły, niczym szczególnym nie porażał.

Eksperci zajmującej się nieruchomościami agencji Colliers International odwiedzili i ocenili jarmarki w różnych miastach Polski i Europy. Powstał w ten sposób profesjonalny raport „Jarmarki świąteczne 2015”. Co ustalili specjaliści od nieruchomości?

Za najlepszy uznany został jarmark we Wrocławiu. Colliers International docenił nie tylko jego rozmach (150 stoisk) i estetykę, ale też takie atrakcje jak możliwość przejażdżki kolejką czy zamknięcia się w kuli z zimowym krajobrazem. Na drugim miejscu umieszczono Gdańsk. Eksperci docenili dużą wenecką karuzelę, syntetyczne lodowisko i ruchome bałwanki. Na trzecim zaś miejscu Kraków z konkursem szopek bożonarodzeniowych. Imprezy z Łodzi, Poznania i Warszawy znalazły się poza podium.

Bardzo ciekawe są zestawienia liczbowe raportu. Okazuje się, że łódzki jarmark wcale nie jest taki mały. W tym roku rozrósł się z około 40 wystawców w ubiegłych latach do imponującej liczby 60 stoisk. Tymczasem np. jarmark poznański ma ich tylko 50.

Łódzki jarmark jest za to najkrótszym z analizowanych. W zeszłym roku rozpoczął się 12 grudnia i zakończył dzień przed Wigilią. W tym roku jarmark rozpoczął się 6 grudnia, co zdaniem części przedsiębiorców i tak było już nieco za długo. Tymczasem wrocławski jarmark trwał niemal dwa razy dłużej, bo od 20 listopada.

Także w przypadku cen wynajmu stoisk łódzki jarmark plasuje się w środku stawki. Przytaczana w raporcie Colliers International kwota 160-280 zł za dzień handlu to mniej niż we Wrocławiu (210-360 zł za dzień), ale więcej niż w Poznaniu czy Gdańsku.

Obserwacje raportu potwierdzają też dane zawarte w dokumentach organizatorów jarmarku. W Łodzi standardowa stawka za domek od której zaczyna się negocjacje to 4 tys. zł. W Gdańsku taki sam domek na jeden dzień dłużej można mieć średnio o tysiąc złotych taniej.

Paradoksalnie świadczy to dobrze o kondycji Piotrkowskiej jak i o sile nabywczej łodzian. Są bowiem przedsiębiorcy, którzy skłonni są zapłacić sporo udział w jarmarku. To także dużo lepiej niż na rynku w Piotrkowie Trybunalskim, gdzie wystawcom zaplanowanego na weekend jarmarku zaoferowano metr kwadratowy stoiska za symboliczną złotówkę (zaledwie 3 zł za dobę na powierzchni równej łódzkiej budce). I więcej niż na jarmarku w Łasku, gdzie zaoferowano stoiska... za darmo.

Jednak raport ekonomiczny to głównie liczby, tymczasem nie da się ocenić jarmarku, nie biorąc pod uwagę opinii klientów i handlowców. Ci ostatni zadowoleni byli średnio. Utarg zależał od towaru, a także miejsca stoiska. Sprzedawcy narzekali na brak atrakcji oraz reklamy. Jednak zważywszy, że pod koniec jarmarku wiele atrakcyjnych towarów zostało wyprzedanych, chyba nie było tak źle.

Profil „Łódź hipsterem miast” miał zastrzeżenia co do estetyki jarmarku. Musiała ona wstrząsnąć autorami, bo zwykle wyszukują pozytywne aspekty Łodzi. Tymczasem łódzki jarmark brzydki nie był, ale nie był też piękny. Uniknął wprawdzie wpadek takich jak smętny wóz z sianem sprzed kilku latm, jednak obok drewnianych budek stanęły też namioty, oraz przenośny bar z rozkładanymi ławami. Tymczasem mieszkańcy Wrocławia pili swoje grzane wina przy okrągłych stoliczkach nakrytych białymi obrusami.

CZYTAJ DALEJ NA NASTĘPNEJ STRONIE

Tym co rzucało się w oczy na jarmarcznych straganach był... mały asortyment świątecznych artykułów. Odwiedzając jarmark można było dojść do wniosku, że główne świąteczne dania to oscypek z żurawiną i pajda chleba ze smalcem. Znalazło się za to miejsce na stoisko z podróbkami perfum (20 zł za flakon pod koniec jarmarku). Niezależnie od tego, czy jest to zgodne z prawem, Piotrkowska i impreza do której dokłada się miasto ( kwotą 100 tys. zł) nie powinna być miejscem dla takich towarów.

Oczywiście nie brakowało też świątecznych akcentów. Były i pierogi z kapustą, ciasta, drewniane zabawki czy choinki z piernika. Możn było jednak doskonale wyobrazić sobie te same stoiska o każdej innej porze roku. Zresztą część rzeczywiście była na jarmarku organizowanym pod tą samą marką - Smaki Regionów - w listopadzie.

Koordynująca jarmark agencja Brandation postarała się i na każdy dzień przygotowała jakąś atrakcję. Być może jakiś był atrakcyjny, jednak ja na taki nie trafiłam. Jedyny koncert miał tak podkręcone nagłośnienie, że nie dało się wytrzymać. Czterolatek z którym zwiedzałam jarmark musiał zakrywać sobie uszy. A przecież przyszliśmy na imprezę rodzinną, a nie na koncert Metalliki.

Tym co na jarmarku udało się najbardziej było... świąteczne oświetlenie. Duże brawa dla miasta, które drugi już rok z rzędu zrezygnowało z kupowania iluminacji i zaczęło ją wypożyczać. Koszty są podobne (w tym roku 850 tys. zł, przy zakupie 2 mln zł rozłożone na trzy lata) jednak teraz co roku Piotrkowska wygląda inaczej. Łodzianie już przyzwyczaili się, że dzięki 6 grudnia Piotrkowska będzie wyglądać niezwykle. I w tym roku na uroczyste włączenie iluminacji przyszły naprawdę tłumy. I nie zawiedli się. Kto w tym roku narzeka na iluminację, musi naprawdę nie lubić świąt albo być urodzonym malkontentem.

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

S
Sprawdź

To badziewie nie weszło na pudło ? Co za niespodzianka. Gdyby był konkurs na bezguście.... o, mielibyśmy szansę.

r
rad-db

Nie porażał? Był dramatyczny. Namioty jak na bazarze, asortyment nie mający nic wspólnego ze świętmi, chyba że wezmę pod uwagę kaszankę i smalec. Od Wrocławia dzielą nas lata świetlne i jak szanowne władze nie będą miały pomysłu na coś oryginalnego na Piotrkowskiej ani pieniędzy, to zawsze będzie dziadostwo.

Dodaj ogłoszenie