Jak łodzianie świętowali przed laty Wielkanoc? Święta w Łodzi przed wojną i tuż po niej

Anna Gronczewska
archiwum Dziennika Łódzkiego
Tegoroczna Wielkanoc znów będzie inna od tych do których się przyzwyczailiśmy. Warto więc cofnąć się kilkadziesiąt lat wstecz i przypomnieć jak świętowano przedwojną oraz w pierwszych latach powojennych.

Wielkanoc po wojnie

Tadeusz Borowski, łodzianin badający historię swego miasta, dobrze zapamiętał pierwsze miesiące po zakończeniu niemieckiej okupacji w Łodzi. Także Wielkanoc z 1945 roku.

Ludzie cieszyli się, że Niemcy opuścili miasto, ale ta radość mąciła tragedia więźniów Radogoszcza – mówił nam Tadeusz Borowski. - Nie wiedzieliśmy też wtedy, że spadliśmy z deszczu pod rynnę. Brakowało jedzenia. Łódź była też wyludniona.

Wielu Niemców uciekło z Łodzi. Nie było też Żydów, którzy zostali w większości wymordowani przez hitlerowców. A ponad 100 tysięcy łodzian zostało wywiezionych na przymusowe roboty do III Rzeszy, znaleźli się w obozach koncentracyjnych. Nie wszyscy, którzy przeżyli zdążyli już wrócić do miasta.

Mojego tatę wywieziono na roboty do Królewca, który po wojnie znalazł się w ręku Rosjan – zaznaczał Tadeusz Borowski. - Miał wielkie kłopoty z powrotem do domu. Do Łodzi wrócił dopiero pod koniec maja.

Biedne święta

Jeszcze przed wojną Tadeusz Borowski mieszkał przy ul. Konarskiego, na Bałutach. To niewielka uliczka między ul. Murarską i Julianowską. Pamięta nazwiska wszystkich sąsiadów. Dziś w tym miejscu stoi wieżowiec. Pan Tadeusz mieszkał tam krótko po zakończeniu okupacji, a potem przeniósł się na Plac Kościelny.

Wielkanoc w 1945 roku była przede wszystkim biedna – opowiadał nam Tadeusz Borowski. - Brakowało jedzenia. Pamiętam, że zwykle przed świętami na ulicach pełno było ludzi z wielkimi blachami, zwanymi brytfannami, w których noszono do piekarni ciasto drożdżowe. W 1945 roku tego nie było...

Brakowało jedzenia, ubrań. Pan Tadeusz tłumaczył to między innymi tym, że wiele gospodarstwa wokół Łodzi należało do Niemców, którzy uciekli w obawie przed Rosjanami. Pola nie zostały obsiane.

Nawet na Bałuckim Rynku sprzedawano mało jedzenia, poza tym było drogie – przypominał łodzianin. - Żyło się ciężko. Ja w 1946 roku zacząłem uczyć się w szkole wieczorowej, ale też pracowałem w fabryce, na dwie zmiany, bo brakowało ludzi do pracy.

Otwarte kościoły

Brakowało nawet mleka. Pan Tadeusz zapamiętał, że chodziło się po nie do sklepu z 2 – 3-litrowymi bańkami zwanymi tankami.

W sklepie stały wielkie, 20-30 litrowe banie z mlekiem z którego nalewało się je do tanek – opowiada Tadeusz Borowski. - Było to mleko bez żadnych dodatków. Bez problemów się zsiadło. Można było też z niego zrobić masło.. Pamiętam jak zbierało się śmietanę, wkładało do butelki i przez godzinę nią obracało. A mleko w szklanych, litrowych butelkach zakrywanych papierowymi kapslami zaczęto sprzedawać dopiero pod koniec lat pięćdziesiątych.
W 1945 roku w Łodzi mieszkało jeszcze sporo Niemców. W październiku z dumą informowano, że wzrasta liczba mieszkańców miasta. Obliczono, że mieszkało tu 460 479 osób. Z tego ponad 413 tysięcy stanowili Polacy, 34 tysiące Niemcy, blisko 9 tysięcy Żydzi, a 1800 osób to Rosjanie..
Tadeusz Borowski opowiadał, że przed Wielkanocą w 1945 roku wiele łódzkich kościołów było już otwartych, bo podczas okupacji na mszę święta można było pójść tylko do trzech. Między innymi do kościoła św. Antoniego.

Tam w 1942 roku byłem u Pierwszej Komunii Świętej – wspominał pan Tadeusz. - Ten kościół był wtedy jeszcze drewniany.

W 1945 roku pan Tadeusz poszedł ze święconką do kościoła Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny na Placu Kościelnym. Choć były kłopoty ze zdobyciem artykułów żywnościowych w koszyczku znalazły się jajka, które gotowano w łupinie z cebuli, by miały ładny, brązowy kolor. Mamie udało się zdobyć kawałek białej kiełbasy. Nie brakowało też chrzanu, który zbierała się na okolicznych polach. Z lasu przynosiło się gałązki borówek, którymi ozdabiano koszyczek ze święconką.

W następne święta wielkanocne było już znacznie lepiej – twierdził Tadeusz Borowski. - Opuszczone, niemieckie gospodarstwa zajęli Polacy. Pamiętam, że po domach chodziły kobiety z podłódzkich wsi. Sprzedawały jajka, mleko.

Święcenie u sąsiadów

Leszek Fabian miał sześć lat, gdy skończyła się wojna. Przed jej rozpoczęciem jego rodzina mieszkała w domu przy ul. Skarbowej 28. Zaraz po wejściu do Łodzi Rosjan razem z mamą wrócił na Julianów. Gdy weszli do mieszkania to zobaczyli przerażający widok. Na żyrandolu wisiała kobieta, a na podłodze leżała druga. Były to Niemki, matka i córka, które w czasie wojny zajęły mieszkanie Fabianów.

W mieszkaniu pełno było też mundurów, czapek żandarmów, takich „kogutów” - dodaje pan Leszek. - Widok tych kobiet mam jeszcze dziś przed oczami. Nie zamieszkaliśmy w tym mieszkaniu, nie bylibyśmy w stanie. Przeprowadziliśmy się piętro wyżej.

I w tym mieszkaniu spędzili pierwszą powojenną Wielkanoc.

Ze święconka nie poszliśmy do kościoła – wspomina Leszek Fabian. - Ale tak jak inni sąsiedzi zanieśliśmy ją do mieszkania państwa Torbusów. Tam przyszedł ksiądz i poświęcił pokarmy.

Strzelanina przed kościołem

Pan Leszek należał do parafii Najświętszego Serca Jezusowego przy ul. Zgierskiej. Kościółek był jeszcze drewniany.

Pozostały jednak wysokie fundamenty pod budowę nowego kościoła – opowiada Leszek Fabian. - Nie wiem czy było to akurat w Wielkanoc 1945 roku, ale chodziliśmy tam z chłopakami i strzelaliśmy z kalichlorku. Moja mama pracowała w aptece, więc nie mieliśmy kłopotów z jego zdobyciem. Na dole fundamentów leżał duży kamień. Układaliśmy na nim woreczek z kalichlorkiem. Potem stawaliśmy na fundamentach i rzucaliśmy z wysokości kamień. Huk był tak wielki, że gdy w tym czasie ksiądz chodził z taca po kościele to cały podskakiwał.

Młodzież z litrowymi flaszkami

A jak świętowano Wielkanoc przed wojną? W latach trzydziestych w okresie przedświątecznym łodzianie też tłumnie odwiedzali sklepy, choć kupcy często narzekali na utarg. Na stołach nie mogło zabraknąć szynek, kiełbas. Przed Wielkanocą uaktywniali się też złodzieje. Same święta mieszkańcy Łodzi spędzali w rodzinnym gronie, odwiedzając też tłumnie łódzkie kościoły.
Wielkanoc 1930 roku wypadała 20 kwietnia. Dla łódzkiego przemysłu rozp

Jan Błachowicz, konferencja mistrza UFC

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie