O aferze z reprywatyzacją nieruchomości w Warszawie mówi się w całej Polsce. W Łodzi też dochodziło do prób wyłudzenia budynków. Kilkadziesiąt przypadków przejęcia kamienic budzi duże wątpliwości. W Łodzi grasował m.in. tzw. gang spadkobierców, który rozbiła policja.

Z drugiej strony władze miasta stosują dość niekonwencjonalne - nawet w skali kraju - działania. W UMŁ utworzono 7-osobowy oddział śledczy. Urzędnicy z powodu braku późniejszych przepisów skutecznie powoływali się też na... Kodeks Napoleona z 1804 r. Posunięcia te pozwalają lepiej pilnować majątku gminy Łódź, chociaż kilkadziesiąt nieruchomości i tak mogło trafić w ręce oszustów. Temat reprywatyzacji jest więc gorący i na nim skupiamy się w tym wydaniu „Forum”.

Kamienice, o które toczy się walka, przed wojną w dużej części należały do Żydów i Niemców. Wojna i okupacja wszystko zmieniły. Żydzi zostali zgładzeni przez niemieckich okupantów, a później niemieccy właściciele łódzkich kamienic uciekli w panice przed Armią Czerwoną. Stąd wiele opuszczonych budynków zostało przejętych przez państwo i miasto. Samorządowcy podkreślają, że w sprawie reprywatyzacji nie można równać Łodzi z Warszawą, gdyż o zwrocie nieruchomości w stolicy decyduje magistrat, a w Łodzi głównie sądy.

Reprywatyzacji poświęcana była konferencja, którą w tym tygodniu władze Łodzi zorganizowały przy kamienicy Pod Gutenbergiem uważanej za najpiękniejszą w mieście. Na ten efektownie odnowiony zabytek mieli chrapkę rzekomi spadkobiercy. Do wyłudzenia jednak nie doszło, bowiem ich zakusy zastopował sąd, który prawomocnie stwierdził, że właścicielem obiektu jest Urząd Miasta.

W ostatnich latach zwrócono spadkobiercom 70 nieruchomości, a z drugiej strony magistrat uznał, że w 45 przypadkach doszło do nieprawidłowości, dlatego zawiadomił (lub to zrobi) prokuraturę.

A ona ma pełne ręce roboty z tzw. gangiem spadkobierców. Afera wybuchła trzy lata temu, gdy 3 kwietnia 2013 r. zatrzymano 12 osób w wieku 28 - 78 lat. Wśród nich był adwokat, który w sądach „odzyskiwał” kamienice. Na czele szajki na początku stał 55-letni prawnik, a potem 52-letni ekonomista. Według prokuratury, dowodził on grupą przestępczą, która w latach 2011 - 2014 za pomocą sfałszowanych testamentów wyłudzała kamienice w Łodzi, Łasku i Zgierzu. Śledczy zarzucili mu dziewięć przestępstw: kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą, usiłowanie oszustwa na szkodę gminy Łódź oraz wyłudzenie lub próbę wyłudzenia pięciu łódzkich kamienic: przy ul. Legionów 68, Zachodniej 55/57, Wróblewskiego 56, Srebrzyńskiej 7 i Wojska Polskiego 88.

Prokuratura ustaliła, że szajka wyłudziła 10 kamienic wartych 6 mln zł i usiłowała wyłudzić kolejne budynki za 4 mln zł.

Wśród nich była stylowa, trzypiętrowa kamienica przy ul. Traugutta. O jej podejrzanym przejęciu napisaliśmy jako pierwsi w 2011 r. Właścicielką kamienicy była zmarła w 1976 r. Janina Jakobson. Dlatego na lokatorów jak grom z jasnego nieba spadła wiadomość, że ujawniła się sędziwa, mieszkająca w Łodzi spadkobierczyni, która przy wsparciu wnuczka przeprowadziła w sądzie skuteczne postępowanie spadkowe i stała się właścicielką ich nieruchomości. Mieszkańcy mieli wątpliwości, bo sprawę w sądzie przeprowadzono w oparciu o ustny testament i zeznania trzech świadków, o których wcześniej nie słyszeli. W imieniu spadkobierczyni występował Rafał W., który w rozmowie z nami twierdził, że Janina Jakobson (nazywał ją ciocią) była krewną jego babci i to jej rok przed śmiercią przekazała swój majątek. Utrzymywał też, że jego babcia legalnie, w oparciu o decyzję sądu, została spadkobierczynią i że nie obawia się działań prokuratury. Zapewne blefował, bowiem prokuratura postawiła mu zarzuty, a sąd aresztował na trzy miesiące.

Głośno było też o grupie osób, które miały akcje przedwojennej spółki Łódzkie Towarzystwo Elektryczne i na tej podstawie chciały przejąć cenne grunty w Nowym Centrum Łodzi. Zostali poskromieni przez Temidę. Jednak najgłośniejsza sprawa dotyczyła przejęcia pałacu Heinzla, czyli magistratu przez spadkobierczynię Danutę Potter z Londynu. Odzyskała ona pałac decyzją ministra infrastruktury, po czym miasto odkupiło od niej obiekt. Ale okazało się, że tylko 5/8 posesji należało do Danuty Potter , a reszta do... miasta. Władze Łodzi, które zapłaciły mieszkance Londynu 4 mln 990 tys. zł, domagają się zwrotu 1 mln 871 zł, czyli 3/8 ceny sprzedaży. Sprawa jest w toku.

Wydarzenia tygodnia w Łódzkiem. Przegląd wydarzeń 22-28 sierpnia 2016 roku