Jak świętowano Dzień Kobiet w czasach PRL w Łodzi? Kwiatek dla Ewy, uroczyste akademie, a czasem rajstopy wręczane przy krośnie..

Anna Gronczewska
Już w poniedziałek będziemy obchodzić Dzień Kobiet. Święto to nie jest już tak celebrowane jak w czasach PRL-u,  ale dalej wiele pań dostanie kwiatki czy czekoladki. Jak jednak dawniej świętowano Dzień Kobiet w Łodzi i innych miastach PRL-u ?CZYTAJ DALEJ >>>..
Już w poniedziałek będziemy obchodzić Dzień Kobiet. Święto to nie jest już tak celebrowane jak w czasach PRL-u, ale dalej wiele pań dostanie kwiatki czy czekoladki. Jak jednak dawniej świętowano Dzień Kobiet w Łodzi i innych miastach PRL-u ?CZYTAJ DALEJ >>>.. archiwum Dziennika Łódzkiego
Udostępnij:
Już w poniedziałek będziemy obchodzić Dzień Kobiet. Święto to nie jest już tak celebrowane jak w czasach PRL-u, ale dalej wiele pań dostanie kwiatki czy czekoladki. Jak jednak dawniej świętowano Dzień Kobiet w Łodzi i innych miastach PRL-u ?

Jak świętowano Dzień Kobiet?

W czasach PRL-u Dzień Kobiet był jednym z najważniejszych świąt. 8 marca chętnie do kobiet zwracał się sam Edward Gierek, ówczesny pierwszy sekretarz Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej.

Pełna wyrzeczeń praca polskich kobiet, ich zapobiegliwość i troskliwość zawarta jest historycznym dorobku Polski Ludowej – mówił 8 marca podczas spotkania z kobietami – robotnicami. - Cała materialna i duchowa rzeczywistość naszej ojczyzny, jej miasta, wsie i fabryki, dorodna, zdrowa i wykształcona młodzież, wszystko jest związane z codziennym trudem milionów Polek..

Natomiast lektor Polskiej Kroniki Filmowej z połowy lat siedemdziesiątych zapewniał, że polska kobieta lat siedemdziesiątych jest współtwórcą największych osiągnięć naszej ojczyzny, otoczona szacunkiem i wszechstronną opieką państwa...

Socjalistyczne a nie komunistyczne święto

Artur Ossowski, naczelnik Biura Edukacji Narodowej Instytutu Pamięci Narodowej Oddział w Łodzi, wyjaśniał nam, że Dzień Kobiet nie był typowym komunistycznym świętem, a socjalistycznym. Wiązało się z pierwszym, masowym strajkiem kobiet, który miał miejsce w Nowym Jorku, 8 marca 1908 roku. Ten dzień został zatwierdzony przez II Międzynarodówkę w Kopenhadze. Stał się międzynarodowym świętem, pokazującym, że jest dużo do zrobienia na rzecz kobiet. Głównie na rzecz ich równouprawnienia, choćby pod względem zarobków, dostępu do opieki zdrowotnej czy umożliwienia zdobycia przez kobiety wykształcenia.

Te sprawy w USA czy krajach europejskich były czymś nowym – mówił nam Artur Ossowski. - Wypada wspomnieć jak o swoje prawa walczyły angielskie sufrażystki. Ich demonstracje były brutalnie tłumione przez policję. Wiele kobiet głodowało w więzieniach, były karmione siłą. Pokazuje to, że droga pań do równouprawnienia była długa. W takiej Szwajcarii zakończyła się dopiero w 1974 roku kiedy to kobietom przyznano prawo głosowania.

Futro dla najlepszych pań

Dzień Kobiet świętowano też w przedwojennej Polsce. Ale nie było to święto nad którym piecze rozciągało państwo.

Z reguły świętowali je socjaliści – zauważał Artur Ossowski. - Były życzenia dla kobiet zaangażowanych w działalność PPS czy POW. Obchodzono je też w gronie nauczycieli. Większość z nich bowiem lewicowała. Wielu było związanych z PPS, a nawet komunistami. Natomiast nie obchodzono tego święta w biurach, zakładach pracy

Dzień Kobiet zaczęto hucznie świętować po wojnie. W 1948 roku wielką akademię zorganizowano w gmachu Sądu Okręgowego na Placu Dąbrowskiego w Łodzi. Podkreślano, że fakt zrównania kobiet i mężczyzn w obowiązkach stał się rzeczywistością.

Dowodem tego jest liczny udział kobiet w odbudowie życia gospodarczego Polski! - pisał „Dziennik Łódzki”.- I wysokie stanowiska zajmowane przez kobiety we wszystkich dziedzinach.

Inna akademia odbyła się w Teatrze Powszechnym. Tam wyróżniono włókniarki - przodownice pracy. 147 takich kobiet, z całego kraju, otrzymało w nagrodę futra. Kolejnych pięć włókniarek dostało kupony na suknie...

Bony dla nauczycielek

W Łodzi, nazywanej miastem kobiet, 8 Marca świętowano zwykle wyjątkowo uroczyście. Wiele razy przyjeżdżali tego dnia tu pierwsi sekretarze KC PZPR – Władysław Gomułka, Edward Gierek.

Pamiętajmy też o oprawie tego święta - mówił nam Artur Ossowski. - Nie jest przypadkiem, że kobiety otrzymywały czerwone goździki. Wręcz było zalecenie, by wręczać czerwone, ewentualnie biało - czerwone kwiaty. Już w czasach Edwarda Gierka, a potem generała Wojciecha Jaruzelskiego zaczęto dopuszczać te symbole narodowe. No i był goździk. Myślę, że władze nie upodobały sobie szczególnie tego kwiatu. Wynikało to z tego, że był on najbardziej dostępny. Nie należy też zapominać, że w latach siedemdziesiątych z okazji 8 Marca panie dostawały też premie, niekiedy bony na towary niedostępne na co dzień w sklepach. Była to forma wynagrodzenia upadku prestiżu na przykład zawodu nauczycielskiego.

Po pół czekolady

Artur Ossowski przypomniał jedną historię związaną z Dniem Kobiet. Na przykład w 1972 roku dla pań z łódzkich zakładów przewidziano słodkości. Miały dostać czekoladę. Nie starczyło jednak dla wszystkich. Tak więc część kobiet dostała tylko pół czekolady.

Na wystawie łódzkiego oddziału IPN „Niech się święci” z 2008 roku widać na zdjęciach jak daje się paniom oklapnięte już goździki – mówił nam Artur Ossowski,. - Często na Dzień Kobiet panie dostawały też rajstopy. W czasach narastającego kryzysu, w latach osiemdziesiątych, zwiększano dostawy deficytowych artykułów w sklepach. Mogły wystać się w kolejkach i kupić towary, które na co dzień nie były dostępne.

Ręcznik na Dzień Kobiey

Krystyna Twardowska blisko czterdzieści lat przepracowała w łódzkiej fabryce „Uniontex” im. Obrońców Pokoju, kiedyś należącej do rodziny Scheiblerów i Grohmanów, dobrze pamięta czasy, gdy hucznie obchodzono Dzień Kobiet. Były zawsze życzenia, tradycyjny kwiatek, ale tylko raz dostała rajtuzy z którego to prezentu wręczanego paniom tak się teraz niektórzy wyśmiewają. W domu ma za to do dziś obrus z wielkim napisem: 8 Marca!

Same ten obrus u nas w fabryce wyprodukowałyśmy – wspomina pani Krystyna. - Robiłyśmy go na żakardach i na tkalni. W domu mam jeszcze obrus z jajkami, który ja i moje koleżanki z fabryki dostałyśmy na Wielkanoc.

Pani Krystyna wspomina, że czasem dostawała z koleżankami na Dzień Kobiet ręczniki, prześcieradła. Tyle, że nie długo się tymi prezentami cieszyły.

Musiałyśmy się ich wyrzec na rzecz Centrum Zdrowia Matki Polki – dodaje Krystyna Twardowska.. - Dyrekcja namawiała nas, byśmy tak zrobiły. Czasem i pieniądze na budowę tego szpitala trzeba było dać...Ale nie pamiętam, żeby 8 marca odwiedzały nas władze i życzenia składały. Może ja akurat pracowałam wtedy na nocnej zmianie?

Akademie i goździki

W 1964 roku na łamach „Dziennika Łódzkiego” z okazji Dnia Kobiet przedstawiano zasłużone łodzianki. Wtedy na to miano zasłużyły m.in. prof. Gryzelda Missalowa z Uniwersytetu Łódzkiego prowadząca katedrę historii Polski XIX i XX wieku. Wyróżniono też dr Kazimierę Chitruk, lekarza pracującego na Widzewie dzięki której zorganizowano opiekę lekarską w łódzkich żłobkach, a także Annę Mroczkowską, przewodniczącą Zarządu Okręgowego Związku Zawodowego Łódź Miasto i działaczkę spółdzielczą Stefanię Andrysiak.
Na początku lat sześćdziesiątych lubiono organizować liczne akademię. Jedną z nich w Młodzieżowym Domu Kultury zorganizował Związek Nauczycielstwa Polskiego. Wystąpił na niej chór ZNP.

W Łódzkiej Fabryce Mebli przy ul. PKWN na uroczystej akademii wielu pracownicom wręczono nagrody pieniężne, książki i kwiaty - pisał w 1964 roku „Dziennik Łódzki”. - Natomiast największym zakładzie bawełnianym u Marchlewskiego, każda pracownica otrzymała czekoladę. Pracuje tam aż 5 tysięcy kobiet. Odbyły się też akademię w ramach dzielnicowych zarządów Ligi Kobiet Polskich. Między innymi na Bałutach. Wzięło w niej udział około 1000 kobiet. Młodzież nie zapomniała również o najstarszych łodziankach. Koło PCK z Polesia, przy szkole z ul. Andrzeja Struga odwiedziło staruszki z Domu Opiekuńczego przy ul. Hutora. Młodzież wręczyła im laurki i upominki własnej roboty, ale też dla nich zaśpiewała i zatańczyła

Wystawa dla kobiet

W 1968 roku z okazji 8 marca „Dziennik Łódzkich” przedstawił kobiety Łodzi w statystyce. Powołał się tu na słowa prof. Edwarda Rosseta, znanego demografa, który twierdził, że Łódź i Polska wcale się nie feminizują, a odkobiecają. W 1954 roku na 100 mężczyzn przypadało 118,5 kobiet, w 1956 – 110, a w 1960 – 107. Obliczono też, że łódzkie włókniarki, matki dwojga dzieci śpią przeciętnie 6-6,5 godziny na dobę. Resztę czasu dzielą na pracę w fabryce, w domu. Tego samego roku z okazji Dnia Kobiet w łódzkim Pałacu Sportowym otwarto wystawę wnętrz mieszkalnych.

Wnętrza urządzono z artykułów, które znajdują się w handlu: mebli, telewizorów, radioodbiorników, tkanin zasłonowych, naczyń - pisał „Dziennik Łódzki”. - Ciekawie prezentują się też gabloty w których wystawiono nowości z dziedziny „1001 drobiazgów”, artykuły „Argedu”, „Cepelii”. Wśród sprzętu domowego wyróżnia się duża maszyna do zmywania naczyń. W gablotach „Chedomu” pokazano m.in. ciekawe kosze na bieliznę z masy plastycznej, kubki do jednorazowego użycia.

W 1971 roku dla łódzkich kobiet z okazji ich święta przygotowano wiele atrakcji. Między innymi przedsiębiorstwo „Ptogar” wyprodukowało blisko 11 ton wyrobów garmażeryjnych. I w pawilonie przy ul.Rogozińskiego urządziło degustację dań zimnych i gorących. Jednocześnie można było kupić te, które najbardziej smakowały. Natomiast Dom Mody „Femina” wprowadził dla pań produkcję półwymiarową.

Na początku oferuje się płaszcze i kurtki, które wykańcza się na zamówienie w krótkich terminach – wyjaśniał „Dziennik Łódzki”.- Jeśli usługi będą cieszyć się powodzeniem to zostaną rozszerzone na inną garderobę.

Z kolei w Teatrze Powszechnym zorganizowano imprezę „Kwiatek dla Ewy”. Panie otrzymały kwiaty, życzenia, a następnie obejrzały komedię Włodzimierza Perzyńskiego „Szczęście Frania”. Oblegane były łódzkie kwiaciarnie, które przygotowały 60 tysięcy tulipanów i 45 tysięcy goździków.

Panowie o kobietach

W 1976 roku „Dziennik Łódzki” przedstawiał opinię mężczyzn o znanych łodziankach, piastujących odpowiedzialne stanowiska i nie tylko. Między innymi o Maricie Zep, sekretarce mówił jej szef J. Porowski, naczelny dyrektor Zjednoczenia Przemysłu Odzieżowego.

Pani Marita jest niezastąpiona! - mówił o swej sekretarce dyrektor. - Jest dyskretna, punktualna, bardzo pracowita, wie kogo i jak łączyć z moim gabinetem. Posiada umiejętność dodzwonienia się wszędzie, mimo chimerycznie działającej centrali telefonicznej. Potrafi sama załatwić wiele spraw „od ręki”.

Swoją szefową - kobietę chwalił Stanisław Waśniewski, zastępca dyrektora Technikum Włókienniczego nr 3 w Łodzi.

Alicja Tomsia ma za sobą 30-letni staż zawodowy, więc i wymagania duże – zapewniał Stanisław Waśniewski. - Jej charakterystyka prezentowałaby się tak: duże doświadczenie, gruntowna wiedza, kobieca zapobiegliwość, naprawdę szczera życzliwość ludziom i duże umiejętności kierowania zespołem pedagogicznym i młodzieżą.

O swojej żonie znanej śpiewaczce operowej Delfinie Ambroziak opowiadał jej mąż Tadeusz Kopacki, też artysta opery. Stwierdził, że jego żonę całkowicie pochlania sztuka. Interesuje ją malarstwo. Ma duży zbiór wydawnictw i niewielkie zbiory dzieł sztuki.

A naszą wspólną pasją jest działka! - zapewniał „Dziennik Łódzki” Tadeusz Kopacki. - Lubimy też spędzać urlop pod namiotem. Długo nie mogłem namówić jej do takiego wypoczynku, a teraz jest ogromną zwolenniczką campingowego życia. I jeszcze jedno: na takich wczasach ona gotuje! A na Dzień Kobiet kupiłem żonie perfumy.

W 1978 roku kobiety będące przodownicami pracy i zasłużonymi działaczkami społecznymi zaprosił do siebie Bolesław Koperski. Podziękował im za trud i zaangażowanie. W imieniu wyróżnionych głos zabrała Halina Mortimer - Szymczak, przewodnicząca Rady Kobiet.. Zapewniła, że łódzkie kobiety będą nadal przodowały w pracy zawodowej i społecznej łącząc niełatwe obowiązki z domem, rodziną i wychowaniem dzieci.

Uniwersal gotowy na Dzień Kobiet

W 1987 roku reporterzy „Dziennika Łódzkiego” sprawdzali jak łódzki handel przygotowany jest na Dzień Kobiet. Odwiedzili więc łódzkie domy towarowe, drogerie i kwiaciarnie. Zauważono, że „Uniwersal” starannie przygotował się do 8 marca.

Na wielu stoiskach, obleganych głównie przez panów, gotowe były zestawy upominkowe, głównie z kosmetykami – pisał

„Dziennik Łódzki”. - „Uniwersal” sprzedał wcześniej specjalne talony na sumę 35 milionów, które nabyły różne zakłady i instytucje dla swoich pracownic.

Reporterzy „Dziennika Łódzkiego” odwiedzili też „Central”.

Tu panował jeszcze większy ruch niż w „Uniwersalu”! - podkreślali reporterzy „Dziennika Łódzkiego”.- Na parterze był tak wielki tłok, że nie sposób było się dopchać do polonijnego stoiska z kosmetykami firmy „Inter Fragrance”. Można było także kupić atrakcyjne wyroby dziewiarskie – sukienki, spódnice. Od soboty sprzedawano je po obniżonej cenie.

Ale za to dużego ruchu nie było w domu handlowym „Pionier” na łódzkiej Dąbrowie. Dziwiono się, że nie przygotowani specjalnych zestawów upominków dla pań. Brakowało też dekoracji nawiązującej do Dnia Kobiet..Podobnie było w „Teofilu”. Za to bardzo dobrze do Dnia Kobiet przygotowały się łódzkie drogerie.

Niesamowity tłok był w łódzkich kwiaciarniach – zauważali w latach osiemdziesiątych reporterzy „Dziennika Łódzkiego”. - Śródmiejski oddział PSS „Społem” otworzył w sobotę i niedzielę dodatkowych 11. Najczęściej kupowano dla pań goździki, róże, tulipany i frezje. Mniejszy tłok był przy prywatnych kwiaciarniach, bo ceny w porównaniu z kwiaciarniami społemowskimi były wyższe. Na przykład za goździka z przybraniem żądano 150 zł.

Gwiazdy wspominają

Krystyna Giżowska, znana piosenkarka mówiła nam,. że wie jak wyglądały dawne Dnie Kobiet, bo wychowała się w czasach, gdy bardzo celebrowano to święto. Dziś pani Krystyna od lat mieszka w Łodzi, ale pamięta gdy w rodzinnym Człuchowie odbywała praktyki, a potem była na stażu w biurze jednego z tamtejszych zakładów pracy.

Trochę ten dzień był wypaczony, bo panowie bardziej bawili się wtedy niż panie – wspominała piosenkarka.

Krystyna Giżowska opowiadała nam, że tego dnia odbywał się stały rytuał. Gdy przychodziło się na siódmą rano do pracy, to panowie składali paniom życzenia i wręczali kwiatka. Następnie kobiety zapraszały ich na kawę, ciastka. A, że w pracy nie można było za bardzo wypić, to mężczyźni z niecierpliwością czekali upragnionej godziny piętnastej, by pójść na jakąś wódeczkę.

Tak więc wracali do domu w bardzo dobrych humorach, a żona w dniu swojego święta stała przy garnkach, gotowała obiad – wspominała Krystyna Giżowska.- Był to dla niej zwykły, a nie świąteczny dzień.

Z okazji Dnia Kobiet zapraszano też czasem do zakładów pracy piosenkarzy, piosenkarki. Krystyna Giżowska też czasem występowała na takich imprezach. Odbywały się w świetlicy, już po pracy. Były kwiaty, ciastka, ale też czasem dyrektor zapraszał panie na lampkę szampana czy wina.

Joanna Woś, znana polska sopranistka, solistka Teatru Wielkiego w Łodzi, zwykle w Dzień Kobiet spotykała się ze znajomymi na kawie, lampce wina. Prezent więc sprawiała sobie sama. Nie liczyła, że dostanie upominki czy kwiaty od innych, wiele osób zapomina dziś o święcie pań. Ale kilka lat temu, już w dwudziestym pierwszym wieku, miała okazję być 8 marca w Rosji, w Nowosybirsku. Tam z okazji tego święta wszyscy mają dwa dni wolnego.

Zespół baletowy teatru w Nowosybirsku zaprosił nas na akademię z okazji Dnia Kobiet – opowiadała Joanna Woś. - Były występy, potem poczęstunek, potańcówka i oczywiście kwiatek oraz drobny upominek dla każdej z pań.,,

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Jest już nowy odcinek programu Fight Raport!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Dziennik Łódzki
Dodaj ogłoszenie