Janina Borońska-Łągwa: Łódź zawsze mi się podobała i podoba!

    Janina Borońska-Łągwa: Łódź zawsze mi się podobała i podoba!

    Anna Gronczewska

    Dziennik Łódzki

    Dziennik Łódzki

    Z Janiną Borońską-Łągwą, łódzką aktorką, wiele lat związaną z Teatrem Nowym, rozmawia Anna Gronczewska
    Janina Borońska-Łągwa

    Janina Borońska-Łągwa

    Co sprawiło, że całe swoje życie związała Pani z Łodzią?
    Z jednej strony zadecydowało to, że Łódź jest moim miastem rodzinnym, a trochę moje tchórzostwo. Obawa przed odlotem w nowy, nieznany świat. Urodziłam się w Łodzi. Tu mam dużą swoją rodzinę i rodzinę męża. W tym mieście studiowałam. Występowałam w różnych miastach Polski, za granicą, ale nigdzie nie chciałam się przenieść na stałe. Był moment, w latach 70., gdy dostałam propozycję z Warszawy. I przeraziłam się tego, bałam się, że nie dam rady.

    Wszędzie dobrze, ale w Łodzi najlepiej?
    Tak. Ja bardzo przywiązuje się do miejsc, ludzi. Niedługo z mężem, Andrzejem Łągwą, który też jest aktorem, będziemy obchodzić pięćdziesięciolecie ślubu. W naszym zawodzie tak długie związki są rzadkością. Łódź zawsze była mi bardzo bliska. Wiele osób mówiło, że jest szara, brudna. Ja tego nigdy nie widziałam. Ja dostrzegam kolory Łodzi! Mieszkali w niej zawsze świetni ludzie, tu kwitło życie kulturalne. Była Wytwórnia Filmów Fabularnych, ciągle są świetna szkoła muzyczna, "filmówka", znakomite teatry. Nie ciągnęło mnie więc w inne miejsca. Poza tym kiedyś nie było takiego pędu za pieniędzmi. Zarabiało się je w każdym miejscu Polski. Teraz wszystko ściąga "warszawka". Przecież w Łodzi był cudowny ośrodek dubbingowy. Wszystko to zmarnowano. Nie rozumiem dlaczego... Może rzeczywiście Łódź znajduje się za blisko Warszawy?

    W którym rejonie Łodzi się Pani wychowała?
    Urodziłam się niemal w tym samym miejscu, w którym teraz mieszkam. Na ulicy Czystej - to Marysin. Teraz mieszkam po drugiej stronie lasu. Wróciłam w to miejsce po latach. Wcześniej mieszkałam też na ulicy Zachodniej, na ulicy Wielkopolskiej. Zatoczyłam wiec swoiste koło po Łodzi i zamieszkałam w Arturówku. Chodziłam do szkoły na ulicę Łagiewnicką. W okolicach ulicy Inflanckiej rosło kiedyś żyto. Nie było dzisiejszych domów, sklepów.

    Jak zaczęła się Pani pasja teatralna?
    Miałam 6 lat, gdy mama zabrała mnie na "Mazepę" do Teatru Powszechnego, który prowadziła Jadwiga Chojnacka. Zapamiętałam, że na scenie wystawiono trumnę... Przez cały spektakl płakałam. Było to dla mnie niesamowite, bardzo silne przeżycie. Potem tylko prosiłam mamę, by nie zabierała już mnie do teatru z kukiełkami, tylko prawdziwego!

    Wiele lat była Pani związana z łódzkimi teatrami. Ale chyba najdłużej z Teatrem Nowym?
    Tak, ale przez pierwsze 5 lat byłam związana z Teatrem Powszechnym. Potem odeszłam do "Nowego". Wtedy zaczęła się cudowna passa Teatru Nowego. Przyszedł tam Kazimierz Dejmek. I był w tym teatrze do wprowadzenia stanu wojennego. Potem był jego opiekunem z doskoku. Kiedy Dejmek powrócił do "Nowego", ja odeszłam na emeryturę.

    Odwiedza Pani czasem łódzkie teatry?
    Najczęściej chodziłam do Teatru Nowego, ale teraz niestety coraz rzadziej. Zamknęłam tamten rozdział, jestem już w innym. Mamy z mężem swój prywatny teatr bajek. Wróciłam też do kabaretu - od niego przecież zaczynałam swoją karierę. Mieliśmy kabaret w "Agawie", prowadził go Jurek Katarasiński. Przez 4 lata ciągnęliśmy tę scenę, dawaliśmy dwie premiery rocznie. Byłam w tym kabarecie jedyną dziewczyną. Teksty pisał dla nas Rysiek Czubaczyński. I za każdym razem były to pełne, nowe programy!

    A jak patrzy Pani na współczesną Łódź?
    Ona zawsze mi się podobała i podoba! Cieszę się, że się rozwija. Dzieje się w niej coś kolorowego, rozbudowuje się. Tylko moim zdaniem upada trochę duchowo. Za czasów mojej młodości środowisko kulturalne było prężniejsze. Była to kultura nie na sprzedaż, ale nasza! A dziś wszystko jest na sprzedaż. I dlatego sprzedawana jest taka tandeta...

    Czego by Pani życzyła swemu rodzinnemu miastu?
    Pieniędzy, by oddaliła się od Warszawy i by kochała swoich ludzi. To od nich właśnie zależy, jaka ta Łódź będzie, tylko oni mogą wpłynąć na jej rozwój. By na nich stawiała, by z tego miasta nie uciekali młodzi, by mogli zarabiać tu pieniądze i byli dumni ze swego miasta!

    Czytaj treści premium w Dzienniku Łódzkim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Polecamy

    Menadżer Roku 2018

    Menadżer Roku 2018

    Najlepsze prezenty dla kobiety na urodziny i imieniny

    Najlepsze prezenty dla kobiety na urodziny i imieniny

    Smartfon pod choinkę? Okazje w świątecznej ofercie Orange

    Smartfon pod choinkę? Okazje w świątecznej ofercie Orange

    Szamanie na ekranie - nowy program kulinarny

    Szamanie na ekranie - nowy program kulinarny